Solidna dawka pecha w Le Mans

Jan Magnussen przyznaje, że „trudno było sobie wyobrazić” ilość nieszczęść, jakie spotkały ich samochód LMP2, który dzielił z synem Kevinem podczas 24-godzinnego wyścigu Le Mans w miniony weekend.

Solidna dawka pecha w Le Mans

Auto nr 49 High Class Racing Oreca 07 Gibson, kierowane przez duński duet ojciec i syn, wraz z rodakiem Andersem Fjordbachem, zakończyło wyścig na siedemnastym miejscu w klasie LMP2, 27 okrążeń za zwycięskim samochodem zespołu WRT.

Był to pierwszy start byłego kierowcy Formuły 1 Kevina Magnusena w Le Mans i dwudziesty trzeci weterana wyścigowego, jego ojca - Jana.

Starszy z Magnussenów siedział za kierownicą samochodu tuż po półmetku, kiedy został uderzony przez auto G-Drive Racing.

Po doprowadzeniu uszkodzonej Oreci do boksu, ekipa High Class była w stanie naprawić samochód i wysłać go z powrotem na tor, ale problemy z silnikiem w dalszej części wyścigu przełożyły się na kolejne nieplanowane zjazdy do garażu.

- Bardzo się cieszę, że udało nam się wspólnie wystartować - powiedział Jan. - Spełniło się moje marzenie. Oczywiście chciałem dla Kevina dużo więcej w ten weekend, ale tak to już jest, zwłaszcza tu, w Le Mans.

- Cały ten projekt, od początku do końca, był niesamowity i jestem bardzo wdzięczny, że udało się go zrealizować i że mieliśmy ludzi, którzy w nas wierzyli i wspierali nas, aby spełnić to marzenie.

- Natomiast aż trudno sobie wyobrazić, ile mieliśmy pecha; to się nigdy nie kończyło, nawet na ostatnich kilku okrążeniach miałem duży problemy. Jednak to emocje i doświadczenie jazdy z Kevinem w tym samym samochodzie tu, w Le Mans, będą rzeczą, którą zapamiętam na zawsze - podsumował.

Czytaj również:

Kevin, który od przyszłego roku będzie zasiadał za kierownicą hipersamochodu Peugeota, dodał: - Cóż, oczywiście nie był to wynik, jakiego oczekiwaliśmy, ale możliwość wzięcia udziału w tym wyścigu z moim tatą to coś, o czym rozmawialiśmy od wielu lat.

- Opcja nazwania mojego taty kolegą z zespołu jest niesamowita; on już wygrał Le Mans, a ja zamierzam zrobić to w przyszłości! To było naprawdę fajne uczucie być partnerami w jednej ekipie i coś, co będziemy pamiętali do końca życia.

- Jazda tutaj w Le Mans była wspaniała, chociaż brakuje dobrych odczuć, kiedy jesteś sfrustrowany wyścigiem. Mimo to, jest to naprawdę fajny tor i wydarzenie, a to doświadczenie sprawiło, że jeszcze bardziej chcę wygrać ten wyścig - zakończył.

Siostrzany samochód nr 20 High Class w którym zmieniali się Ricky Taylor, Marco Sorensen i Dennis Andersen dotarł do mety na osiemnastym miejscu w LMP2.

Czytaj również:

 

 

akcje
komentarze
Łzy na mecie Le Mans

Poprzedni artykuł

Łzy na mecie Le Mans

Następny artykuł

Ferrari wjechało w Corvettę

Ferrari wjechało w Corvettę
Załaduj komentarze