Dąbrowski: Sponiewierał mnie ten Dakar
Pomimo bolesnej kontuzji nadgarstka Konrad Dąbrowski ukończył swój piąty Dakar i uzyskał najlepszy wynik w karierze.
Konrad Dabrowski, Duust Rally Team
Autor zdjęcia: DUUST Rally Team
48. edycja Rajdu Dakar to blisko dwa tygodnie ekstremalnie wymagających zmagań na bezdrożach Arabii Saudyjskiej. Motocykliści pokonali trasę o długości 7913 kilometrów, z czego aż 4737 km stanowiły poprowadzone przez otwarte pustynie, kamieniste płaskowyże oraz wąskie, techniczne kaniony odcinki specjalne rozgrywane na czas.
Dla czującego się świetnie w takich warunkach zawodnika Duust Rally Teamu był to piąty start w najtrudniejszym rajdzie terenowym świata. Podobnie jak w poprzednich edycjach, Polak także w tym roku dotarł do mety, zaliczając najlepszy z dotychczasowych występów z tym morderczym maratonie, zajmując 13. miejsce w klasyfikacji generalnej i 4. w klasie Rally2 oraz będąc po raz kolejny najlepszym Juniorem.
Wykonaliśmy plan minimum - Konrad Dąbrowski
Stało się tak pomimo upadku na drugim etapie, w wyniku którego Dąbrowski mocno poobijał nadgarstek. Z każdym dniem rywalizacji Konrad jednak podkręcał tempo, dzięki czemu po pierwszym tygodniu zajmował świetne, trzecie miejsce w Rally 2.
- Pierwszy tydzień tegorocznego Dakaru był dla mnie mieszany. Niestety, po wywrotce na drugim etapie kontuzja nadgarstka nie daje mi o sobie zapomnieć i momentami mnie spowalnia. Mam więc mieszane uczucia, ale cieszę się, że dotarłem do dnia przerwy, bo po drodze było naprawdę wymagająco i miejscami niebezpiecznie. Z rywalizacji odpadło już wielu uczestników. Mam nadzieję, że w drugim tygodniu uda się trochę wyczyścić przejazdy, popełniać mniej błędów i jechać swoje, bez kręcenia się w poszukiwaniu trasy i bez upadków – przyznał Konrad.
Po dniu przerwy w Rijadzie na zawodników czekał kolejny etap maratoński. Niestety podczas jego pierwszej części Dąbrowski zaliczył kolejny poważny upadek, który jeszcze bardziej osłabił kontuzjowaną rękę i dość poważnie uszkodził motocykl. Ojciec Konrada, Marek, był przekonany, że to koniec przygody z tegorocznym Dakarem.
— Na szczęście ruszył, ale byliśmy przekonani, że jest po zawodach. To był maraton, więc po odcinku nie było serwisu. Zobaczymy, jak będzie dalej. Może jeszcze uratuje miejsce w pierwszej dziesiątce w swojej klasie – powiedział Marek Dąbrowski.
Dwa kolejne etapy pojechał jednak dużo lepiej, co dało mu awans w klasyfikacji generalnej jak i Rally2. Po czwartkowym etapie 24-latek utrzymywał lokatę tuż za podium w klasie, pomimo problemów z pompą paliwa i gasnącym wskutek tego motocyklem. Sytuacji nie ułatwiała poobijana ręka, której ból musiał blokować zastrzykami i usztywniającymi taśmami.
Konrad Dabrowski, Duust Rally Team
Autor zdjęcia: DUUST Rally Team
Dwa ostatnie etapy wydawały się już formalnością, ale okazało się, że Polak jeszcze nie wykorzystał limitu pecha i na piątkowym etapie do Yanbu w koło jego motocykla wkręcił się drut, który spowodował kolejny upadek. Na szczęście tym razem obyło się bez większych strat, a co najważniejsze kontuzji i w sobotę Konrad mógł świętować piąty ukończony Dakar w karierze.
- Sponiewierał mnie ten Dakar, ale na pięć dotychczasowych startów, jestem pięć razy na mecie. Zaliczyłem trzy duże upadki w tracie rywalizacji, z czego najgorszy w skutkach był ten na drugim etapie, podczas którego poważnie uszkodziłem nadgarstek. Pomimo zastrzyków przeciwbólowych stan zapalny utrzymywał się przez cały czas, ale mam nadzieję, że to jedynie nadwyrężone więzadło i obędzie się bez operacji. Odbieram jednak to wszystko jako kolejną życiową lekcję, która z pewnością zwiększy moją wytrzymałość, ale także możliwości jako mechanika - powiedział po rajdzie Dąbrowski.
- Jeśli chodzi o wynik, to jest to mój najlepszy rezultat w dotychczasowych Dakarach i pomimo, że w pewnym momencie apetyty były większe, to wykonaliśmy plan minimum, który zakładał miejsce w pierwszej piętnastce klasyfikacji generalnej i w pierwszej piątce Rally2. Chciałem być postrzegany w tym roku jako zawodnik, który może walczyć o podium w swojej klasie i myślę, że to się udało – dodał.
Konrad Dabrowski, Duust Rally Team
Autor zdjęcia: DUUST Rally Team
We wszystkich swoich wypowiedziach, których udzielał w trakcie rajdu, Konrad wykazywał ogromną skromność i był krytyczny wobec siebie. To jednak tylko potwierdza jego klasę jako zawodnika, który pomimo problemów był w stanie w tym roku pozostawić w pobitym polu kliku renomowanych zawodników na mocniejszych maszynach klasy GP, w tym m.in. Masona Kleina, czy Edgara Caneta, fabrycznego jeźdźca KTM-a.
Udostępnij lub zapisz ten artykuł
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.
Najciekawsze komentarze