Dakar: Mówią po 1 etapie

Opinie uczestników 44. Rajdu Dakar po pierwszym etapie.

Dakar: Mówią po 1 etapie

KUBA PRZYGOŃSKI: - Był to pierwszy długi odcinek na Dakarze więc tak naprawdę pierwsza próba sił. Przez całą noc padał deszcz więc piasek na pustyni był bardzo mokry z dużą ilością camel grass. Na pewno był to wymagający odcinek dla samochodu i zawieszenia. Niestety popełniliśmy dziś duży błąd nawigacyjny, podobnie jak cała czołówka Dakaru, więc dziś duża starta. Na pewno musimy popracować nad ustawieniami, bo nasz samochód nie jest tak szybki jak powinien być więc nad tym musimy pochylić się dziś z inżynierami.

NASSER AL-ATTIYAH: - Było niesamowicie, bo to był naprawdę trudny etap. Spodziewałem się, że będzie łatwiej. Mathieu wykonał świetną robotę, szczególnie w drugiej części etapu. W pewnym momencie zobaczyliśmy ślad, który był trochę za bardzo na prawo, a on powiedział: „nie, skręć w lewo”, a kiedy dojechaliśmy do kolejnego punktu orientacyjnego, zobaczyliśmy, że jesteśmy na właściwej drodze. Potem jechaliśmy z Sebem na czele i mocno cisnęliśmy. Jestem bardzo szczęśliwy. Toyota działa wspaniale i świetnie się bawię w tym T1+. Dajemy z siebie wszystko, a dzisiejszy etap był dla nas dobry. To nie jest czas na zachowawcze ściganie.

SEBASTIEN LOEB: - Naprawdę nie było łatwo, spapraliśmy sprawę i zaczęliśmy od dwóch kapci przed neutralizacją. W drugiej części nie było miejsca na błąd. Potem dogonił nas Nasser i trzymałem się za nim spokojnie. Było trochę łatwiej z mniejszą ilością kamieni, więc pomyślałem, że możemy utrzymać wysokie tempo i dojechaliśmy do mety spisując się dużo lepiej niż do chwili neutralizacji. Zarówno Nasser jak i Mathieu są mocni. Widać to zza ich pleców. To jednak dopiero pierwszy etap, a nie był on nawet wyróżniony jako szczególnie trudny. Musimy utrzymać koncentrację. Z Fabianem dobrze nam idzie, popełniamy mało błędów i choć ostatecznie pojechaliśmy za Nasserem, to myślę, że poradziłby sobie dobrze. Pierwsza część dnia nadszarpnęła naszą pewność siebie, ale wszystko skończyło się dobrze.

MARTIN PROKOP: - Nie mogę powiedzieć, że to był dobry dzień, bo zobaczyłem, jak bardzo brakuje nam prędkości. Osiągamy 152, 155 km/h, a widzę, jak inni z łatwością nas wyprzedzają. Nie wiem, czy uzyskaliśmy przyzwoity czas, ale nie popełniliśmy żadnych błędów, a mój pilot spisał się znakomicie. Niestety, nie możemy nic zmienić, musimy się pogodzić z naszą sytuacją. Będę musiał walczyć w inny sposób. Mam nadzieję, że to się uda. Co mogę zrobić, gdy inni mnie wyprzedzają?

ARON DOMŻAŁA: - Mamy pierwsze miejsce, choć to był zwariowany odcinek i myślę, że ostateczne wyniki rozstrzygną się dziś wieczorem lub w nocy. Od początku, aż do tankowania na 200. kilometrze szło nam całkiem dobrze. Prowadziliśmy, ścigając się po wyboistej i technicznej trasie. Bardzo mi odpowiadała ta specyfika terenu. Po tankowaniu teren był podobny, ale dotarliśmy do bardzo trudnego miejsca, gdzie wszyscy zgubili się na około 40 minut. Nie można było znaleźć waypointa. To była loteria. Jednym udało się go znaleźć, innym nie. My mieliśmy dużo szczęścia, bo udało nam się go w końcu zaliczyć, ale to był naprawdę zwariowany moment.

MICHAŁ GOCZAŁ: - To był bardzo ładny, ale zarazem wymagający etap. Do pewnego momentu szło nam naprawdę dobrze, ale wtedy niestety złapaliśmy kapcia. Pomimo tego udało się utrzymać dobre tempo i kończymy dzień na wysokiej pozycji. Wszyscy czekamy jeszcze na oficjalne wyniki, bo wiele załóg miało potężne problemy nawigacyjne i wydaje mi się, że wielu zespołom będzie brakowało „waypointów”, czyli punktów kontrolnych, które trzeba zaliczyć na trasie każdego odcinka specjalnego. Mijałem po drodze brata – naprawiali swoją maszynę. Mam nadzieję, że ich strata nie będzie duża i za moment pojawią się tutaj na mecie i razem będziemy mogli kontynuować naszą dakarową przygodę.

SZYMON GOSPODARCZYK: - To był dobry etap. Złapaliśmy kapcia, ale szybko go wymieniliśmy. Później na 268 kilometrze działy się jakieś cuda z „waypointem”. Krążyły tam auta z czołówki, które musiały stracić tam minimum godzinę. Później pojawiły się jeszcze ciężarówki – nikt nie potrafił znaleźć tego punktu kontrolnego. Zauważyliśmy, że jeden z kierowców Audi zadzwonił gdzieś przez telefon satelitarny i ruszył dalej, więc pojechaliśmy za nim. Jesteśmy na mecie, ale czekamy na oficjalne wyniki

MAREK GOCZAŁ: - To był naprawdę piękny odcinek. Szkoda tylko, że dla nas skończył się w taki sposób. Trafiliśmy na „urwaną” wydmę, z dużym uskokiem. Myślałem, że uda się z niej skoczyć. Skoczyć się udało, ale niestety wtedy urwaliśmy koło w naszym Can-Amie. Same naprawy trwały ponad 30 minut. Później nie mogliśmy znaleźć „waypointa” i musieliśmy krążyć, ale to też w końcu się nam udało. Jechało się super, tempo mamy dobre, bawiliśmy się znakomicie. Mamy stratę, ale Dakar się dopiero zaczął.

KONRAD DĄBROWSKI: - Nie jestem do końca zadowolony. Tempo jazdy było bardzo dobre, do 260 kilometra było całkiem nieźle. Myślę, że mogło być naprawdę dobrze, ale niestety popełniłem spory błąd nawigacyjny, straciłem chyba ponad 20 minut. Nie jestem zadowolony, ale pozytyw jest taki, że mamy jeszcze 11 etapów na to, żeby poprawić czas i miejsce w generalce. To teraz jedyny plan.

MACIEJ GIEMZA: - Od początku etapu jechało mi się bardzo dobrze. Nie miałem problemów nawigacyjnych. Na 257 km razem z kilkunastoma zawodnikami zgubiliśmy trasę. Jestem jednak zadowolony z utrzymywanego tempa. Wyniosłem z dzisiejszego etapu bardzo dużo.

DANIEL SANDERS: - Nawigacja była bardzo trudna. Minionej nocy mocno padało, co utrudniało znalezienie właściwej trasy. Wielu chłopaków się pogubiło, ale mi na szczęście udało się trafić na właściwy szlak. To był dobry, mocny finisz. Na starcie nie forsowałem zbytnio tempa, nadałem mu przyjemny rytm, a na koniec starałem się odskoczyć na tyle, na ile mogłem. Myślę, że jutro ograniczę się do 80-70% moich możliwości, na pierwszym miejscu stawiając nawigację, bo można stracić sporo czasu, jak to miało miejsce dzisiaj. Na tankowaniu można było porównać swój rezultat do innych i wtedy zrozumiałem, że dobrze byłoby przycisnąć. Chociaż wiedziałem, że z przodu nie ma już śladów, ważne było, aby mimo wszystko pojechać jak najszybciej i zyskać, jak najwięcej czasu, bowiem to właśnie jutro będę musiał stawić czoła właściwemu czytaniu książki drogowej. Jutro czeka mnie ważny dzień.

MASON KLEIN: - Nie czułem się komfortowo na wydmach tuż po starcie, więc ucieszyłem się widząc kamienistą sekcję. Była też szalona wspinaczka, na której straciłem trochę czasu. Nawigacja była naprawdę trudna, ale podszedłem do tego na spokojnie. Wielu popełniało błędy podczas gdy ja starałem się trzymać tego, co było w książce drogowej. Generalnie na wydmach nie jestem w swoim żywiole. A tak w ogóle, nigdy nie spodziewałbym się takiego wyniku. Myślę, że Skyler, mój mentor i główny powód, dla którego tu jestem, będzie miał mi wiele do powiedzenia.

SETH QUINTERO: - Pierwszy etap poszedł dobrze. Ja widzę to tak, że na trudnych fragmentach trzeba jechać spokojnie, a w szybkich sekcjach mocno naciskać i tak właśnie zrobiłem. Gdy dojechałem do tankowania, miałem niesamowite osiem lub dziewięć minut przewagi. Potem straciliśmy piętnaście minut, jak wielu innych, z powodu błędu w nawigacji, ale wciąż jesteśmy na prowadzeniu w klasie T3 i prawdopodobnie w pierwszej dwunastce w klasyfikacji generalnej. Od dziecka szybko się uczyłem, zawsze jestem chętny do zdobywania wiedzy i to właśnie robię podczas Dakaru.

Czytaj również:

 

akcje
komentarze
Zwycięstwo Domżały i Martona
Poprzedni artykuł

Zwycięstwo Domżały i Martona

Następny artykuł

Popis Quintero i Zenza

Popis Quintero i Zenza
Załaduj komentarze