WRC
26 lut
Wydarzenie zakończone
22 kwi
Kolejne wydarzenie za
47 dni
Formuła 1
28 mar
Race za
23 dni
W
Emilia Romagna GP
16 kwi
Kolejne wydarzenie za
41 dni
ERC
W
Azores Rallye
06 maj
Kolejne wydarzenie za
61 dni
18 cze
Kolejne wydarzenie za
104 dni
RSMP
W
Rajd Świdnicki Krause
23 kwi
Kolejne wydarzenie za
48 dni
W
Rajd Nadwiślański
14 maj
Kolejne wydarzenie za
69 dni
Zobacz pełną wersję:

Dakar: Mówią po 11 etapie

Wypowiedzi zawodników na mecie 11 etapu Rajdu Dakar 2021.

Dakar: Mówią po 11 etapie

NASSER AL-ATTIYAH: - Nie było łatwo. Nie chcę jakoś tego komentować. Naprawdę, jestem zadowolony, że dotarliśmy do jedenastego dnia bez żadnych problemów technicznych. Natomiast tak jak w zeszłym roku, mamy wiele kłopotów z oponami, ale cóż, mam nadzieję, że w przyszłym roku będą lepsze przepisy dla wszystkich. Został jeszcze jeden dzień, ale jak mówię, mieliśmy dużo przebitych opon, chyba szesnaście, a na każdą przypada jakieś półtorej minuty straty. Zobaczymy, co będzie jutro.

STEPHANE PETERHANSEL: - Zgodnie z zapowiedziami organizatorów, dzisiejszy odcinek był bardzo skomplikowany. Nawigacja nie była łatwa. Poza tym złapaliśmy dwa kapcie. Zwłaszcza ten drugi był dziwny, ponieważ wydarzył się na wydmach. Tuż za szczytem jednej z nich były kamienie. Dostrzeżenie ich nie było możliwe, a uderzenie mocne. Straciliśmy jedynie kilka minut. To jak nic. Został jeden dzień. Trzymajcie kciuki, żebyśmy utrzymali pierwsze miejsce.

CARLOS SAINZ: - Zaczęliśmy całkiem dobrze, ale uderzyliśmy w kabel. Jechaliśmy bardzo szybko i nie zauważyłem go. Generalnie trudny dzień w nawigacji i dwa kapcie. Na tegorocznym Dakarze dopadło mnie chyba wszystko. Jednak jesteśmy już bardzo blisko mety.

DIRK VON ZITZEWITZ (pilot Yazeeda Al Rajhiego): - To był najdłuższy i najtrudniejszy etap. Został skrócony, aby ominąć zalane fragmenty, ale nie stracił nic ze swojej trudności. Otwieraliśmy trasę, ale na 80 kilometrze uderzyliśmy w kamień. Początkowo podejrzewaliśmy, że doszło do uszkodzenia dyferencjału, bowiem w aucie zrobiło się brutalnie głośno. Hałas pojawił się podczas pierwszej neutralizacji. W drugiej części odcinka cały czas zamienialiśmy się pozycjami z Nasserem, również z powodu przebitych opon. Po drugiej neutralizacji otwieraliśmy znów trasę, Nasser bowiem popełnił błąd w nawigacji. W końcowej sekcji natomiast roadbook nie był zbyt precyzyjny i musieliśmy zawracać, aby odhaczyć waypoint. Organizator bawił się z nami trochę w kotka i myszkę. Teraz obaj jesteśmy wyczerpani.

MARTIN PROKOP: Nie wiem co powiedzieć. Chyba najtrudniejszy odcinek, przynajmniej dla nas. Już na samym początku  przebiliśmy oponę w wąskiej sekcji. Straciliśmy tam około 5 minut. Wyprzedziły nas trzy samochody i jechaliśmy w „pociągu”. Utknęliśmy trochę za wolniejszymi. Gdy się z nimi uporaliśmy, pojawiły się kamienie, których dziś było nieskończenie dużo. Najtrudniejsze było jednak ostatnie 100 km. Wydmy były jakieś dziwne. Przeskoczyliśmy jedną z nich, a za nią była skała. Uderzyliśmy i myślałem, że Shrek tego nie wytrzyma. Dał jednak radę. Pod koniec zgubiliśmy też kierunek i podjechaliśmy pod niewłaściwe zbocze. Nie wiem jakim cudem nie dachowaliśmy. Złapaliśmy tam kapcia. Jesteśmy wyczerpani, ale jedziemy dalej. Został jeden etap.

KUBA PRZYGOŃSKI: Tak jak się spodziewaliśmy, przedostatni oes był bardzo wymagający. Na początku sporo kamieni, a w końcówce wydmy i trudna nawigacja. Wydmy nie były proste. Po szczytach leżało wiele kamieni. Ostatnie etapy były bardzo ciekawe, a my umocniliśmy naszą pozycję. Jutro ostatni odcinek. Trzeba to dowieźć bezpiecznie do mety.

MICHAŁ GOCZAŁ: - Wczoraj nie popełniliśmy żadnego błędu nawigacyjnego i nie mieliśmy żadnej usterki technicznej. Dzisiaj dwa razy straciliśmy po kilka minut, bo zgubiliśmy drogę i do tego złapaliśmy kilka kapci. Okoliczności były takie, że cieszę się, że były to tylko przebite opony, a nie urwane koła. Dzień był ciężki dla całej naszej trójki, czyli dla mnie, dla Szymona i dla samochodu.

SZYMON GOSPODARCZYK: - Dzisiejszy odcinek był arcytrudny nawigacyjnie. Znalezienie odpowiedniej drogi w kanionach i w kurzu wznoszonym przez inne załogi to improwizacja. W wielu miejscach na trasie widać było skutki ulewy, woda wypłukała ogromne dziury w drodze, nie zliczę, ile razy gdzieś uderzyliśmy. Złapaliśmy też 4 kapcie, ostatnie koło musieliśmy zmieniać na 5 kilometrów przed metą. Najważniejsze, że na tej mecie dzisiaj jesteśmy, auto jest całe, a my utrzymaliśmy 4 miejsce w generalce.

MAREK GOCZAŁ: - Mój plan na dzisiaj się nie powiódł, chciałem jechać szybciej, Rafał ostrzegał, żeby zwolnić. Życie szybko zweryfikowało, że Jego doświadczenie jest tutaj cenne. Mieliśmy sporo przygód przez zbyt agresywną jazdę, gdyby taktyka była inna pewnie bylibyśmy z lepszym wynikiem na dzisiejszej mecie.

RAFAŁ MARTON: - Dzisiejszy ranek był dla nas bardzo trudny. Postanowiliśmy zaatakować 8 miejsce w generalce. Tempo jakie narzuciliśmy na kamieniach okazało się zbyt wysokie, już na 20 kilometrze straciliśmy koło. Nie wyciągnęliśmy wniosków i na 50 km drugi kapeć. Musieliśmy zwolnić. Na szczęście dzisiaj na 150 km na neutralizacji mogliśmy korzystać z pomocy serwisu. Wzięliśmy dwa nowe koła i ruszyliśmy dalej, tym razem spokojnie. Nie mogliśmy uwierzyć kiedy na około 220 kilometrze w dziurawej kamienistej rzece zobaczyliśmy Saudyjczyka, z którym walczyliśmy o P8 z połamanym zawieszeniem. Uspokoiliśmy jazdę i tak bez kolejnych przygód dotarliśmy do mety.

KONRAD DĄBROWSKI: - To był bardzo, bardzo trudny odcinek, właściwie to ciężko opisać naprawdę, co się czuło w trakcie, bo kilometry mijały bardzo wolno. Byłem bardzo zmęczony w trakcie i było naprawdę trudno, ciężko było jechać, było dużo wydm, jeszcze więcej kamieni, trudny teren. Miałem taki moment, że przestraszyłem się, że zakończę dzisiaj rajd, ale udało mi się wyjść na dwóch kółkach. Później, 5km przed metą miałem wywrotkę, ale całe szczęście wyszedłem z niej cało, tylko podarłem spodnie. Było to dzień z przygodami, ale koniec końców dojechałem do mety cały i zdrowy i jestem z tego bardzo zadowolony.

SAM SUNDERLAND: - Wiedziałem, że dziś jest jedna z moich ostatnich szans na wygraną. Przez cały dzień dawałem z siebie wszystko. Chłopcy z przodu wykonali świetną pracę. Nie mogę być smutny, ponieważ poszło mi nieźle i odrobiłem sporo czasu. Jestem zadowolony ze swojej formy. Wciąż mamy przed sobą jeden dzień. Wiele rzeczy może się jeszcze wydarzyć. Trudny odcinek, podobnie jak i cały Dakar. Jestem wdzięczny zespołowi za ich pracę.

KEVIN BENAVIDES: - Ruszałem na trasę jako trzeci. Wykonaliśmy dobrą robotę z Ricky’m. To był trudny dzień, bardzo długi, sporo nawigacji i dużo jazdy w piachu i po wydmach. Otwierałem trasę do około 200 kilometra. Wraz z Ricky’m przycisnęliśmy na wydmach. Nie jest łatwo jechać na czele przez cały dzień, ale oto jesteśmy. Jutro zaatakuję, tak jak podczas każdego etapu.

DANIEL SANDERS: - Wygląda na to, że ten etap poszedł nam całkiem dobrze. Mimo, że był to długi i trudny odcinek, na którym popełniłem kilka błędów, wynik ostatecznie jest niezły. Rano dobrze szło z nawigacją i odrobiłem sporo czasu, do jakiegoś 150 kilometra. Potem było dużo kurzu, w którym przytrafiły się drobne błędy. Starałem się wytrzymać presję ze strony zawodników jadących z tyłu, ale przede wszystkim pilnowałem roadbooka. Dogonili mnie jednak i potem podążałem za nimi. Ostatnia partia była bardzo zdradliwa w kontekście nawigacji. To był chyba mój ulubiony odcinek, jak do tej pory, fajnie jechało się w kanionach. Generalnie było ciężko (na tym rajdzie). Został nam jeszcze jeden dzień i naprawdę nie mogę doczekać się jutrzejszej mety.

JOAN BARREDA: - Przepraszam wszystkich. Jestem w szpitalu i przechodzę właśnie tomografię. Upadek dwa dni temu, w którym straciłem przytomność, odcisnął na mnie swoje piętno. Naprawdę chciałem kontynuować udział w rajdzie i zająć jak najlepsze miejsce. To jednak się nie udało. Dziękuję zespołowi Monster Energy Honda i wszystkim Wam, że zawsze mnie wspieraliście.

SETH QUINTERO: Nie pamiętam już, na której pozycji ruszaliśmy. Pracowaliśmy całkiem dobrze. Jechaliśmy swoim tempem i wyprzedziliśmy sporą liczbę samochodów. Ostatnie dwa dni były ciężkie. Dziewiąty etap ukończyliśmy o 4 nad ranem i bez snu ruszyliśmy na kolejny. A teraz wygraliśmy jedenasty. Nie mogłem oczekiwać więcej po swoim pierwszym Dakarze. Mam nadzieję, że jutro też wygramy. To wspaniałe doświadczenie i już myślę o przyszłym roku.

GIOVANNI ENRICO: Długi i trudny etap. Na początku było bardzo dużo kurzu, podobnie jak wczoraj. Potem pojawiły się piękne wydmy z licznymi kamieniami. Cieszę się, że tu jestem. Ukończenie oesu jest ważne. Strata do Manu [Manuela Andujara] jest zbyt duża, by mówić o wygranej [w generalce].

akcje
komentarze
Sunderland po dwóch latach

Poprzedni artykuł

Sunderland po dwóch latach

Następny artykuł

Nasser nie rezygnuje

Nasser nie rezygnuje
Załaduj komentarze