Dakar: Mówią po 2 etapie

Opinie i reakcje uczestników po drugim etapie 44. Rajdu Dakar

Dakar: Mówią po 2 etapie

SEBASTIEN LOEB: - To był prawdziwy pojedynek. Nasser cisnął bardzo mocno. Otwierał drogę dla samochodów, ale pomimo tego był bardzo szybki. Chyba naciskał jak w WRC przez 340 kilometrów. Było ekscytująco, ale i trudno. Pod koniec oesu złapałem go i byłem w stanie za nim podążać w sekcji wydm. Próbowałem go wyprzedzić, by uniknąć kapci. To ważne, gdyż wczoraj przebiłem dwie opony. Dziś nawigacja nie była problemem. Ślady motocyklistów były dobrze widoczne, zwłaszcza, że jechaliśmy po mokrym. Łatwiej jest być tuż za kimś, więc jeśli jestem za nim, jest łatwo, jeśli go wyprzedzę, jemu jest łatwiej. Wolę jednak, żeby to on musiał ryzykować.

NASSER AL-ATTIYAH: - Na ostatnich dziesięciu kilometrach uderzyliśmy w kamień. Byliśmy przed Sebem, ale potem musieliśmy odpuścić. Postanowiliśmy nie cisnąć dalej, by nie stracić kolejnych dwóch lub trzech minut. Jestem całkiem zadowolony z etapu i z tego, jak nam szło otwieranie drogi. Nie było łatwo, bo ślady bo motocyklistach nie ułatwiały nam zadania, ale wygląda na to, że poszło nam nieźle. Myślę, że do końca będziemy walczyć we dwójkę, ale przed nami jeszcze długa droga. Wygląda na to, że osiągi T1+ są naprawdę fantastyczne. Naprawdę cieszymy się tym, co mamy. Jutro, jeśli wystartujemy za Sebem, to nie wiem, kto wygra etap, ale wygląda na to, że będzie to dla nas dobra passa. Czuję też, że szykuje się kilka niespodzianek. Seb jest naprawdę szybki i nie jest daleko za nami.

STEPHANE PETERHANSEL: - Mam nadzieję, że do końca rajdu wygramy kilka odcinków. Dziś było dziwnie. Nie sądzę, bym kiedykolwiek musiał ruszać z tak dalekiej pozycji. Samochód wydawał się ciężki, ponieważ piasek był już mocno zryty. Musieliśmy użyć dużo mocy, a w takiej sytuacji ciężko porównywać tempo i różnice czasowe. Chcemy wygrać jakieś odcinki i przeprowadzić solidny test auta, przygotowując się na kolejny rok. Wczoraj mieliśmy problem z konstrukcją nadwozia. Wyrwało wahacz z tylnego zawieszenia. Z tego co wiemy o tym samochodzie, taki problem nie był czymś normalnym.

KUBA PRZYGOŃSKI: - Piękny etap z dużą ilością piasku i wydm. Bardzo podobał nam się dzisiejszy teren. Nadal musimy wyciągnąć nieco więcej osiągów z naszego samochodu. Postaramy się zrobić to z zespołem podczas serwisu.

SZYMON GOSPODARCZYK: - Za nami bardzo udany etap. Jechało się nam świetnie, nawigacja nie była dziś trudna – starałem się bardzo tego pilnować po wczorajszym zamieszaniu. Na 260 kilometrze się zatrzymaliśmy. Tuż przed nami dachował Andreas Mikkelsen. Pobiegłem szybko na szczyt wydmy, aby ostrzec inne załogi, żeby nikt na nich nie najechał. Pożyczyliśmy im swoją linę i pojechaliśmy dalej. Mijaliśmy też Arona Domżałę, który miał awarię półosi. To był trudny, ale dobry dla nas etap, jedziemy dalej i walczymy.

ARON DOMŻAŁA: - Rozpoczęliśmy całkiem nieźle. Mieliśmy jednak niewielkie problemy z dyfrem, który bardzo hałasował i przez niego traciliśmy moc w grząskich partiach. Walczyliśmy z nim [red. Austin Jones], potem próbowaliśmy trzymać się tuż za nim, ale samochód niestety tego nie wytrzymał. Na wydmach urwała się przednia zwrotnica i tylna półoś. Naprawa zajęła nam 40 minut. Kończymy więc dziś dzień w trochę słabszych humorach, ale nie jest źle. Walczymy dalej!

KAMIL WIŚNIEWSKI: - Dzisiejszy etap był mieszany, z jednej strony dużo skomplikowanych wydm, a z drugiej bardzo szybkie odcinki. W pewnym momencie spadłem z urwanej wydmy, przez co wyłączyła mi się część urządzeń nawigacyjnych. Zmiana przełożeń na zębatkach przyspieszyła znacznie mojego quada. Długi czas jechaliśmy na najwyższym biegu, na pełnym gazie. Jestem zadowolony z dzisiejszego występu. Dojechałem na piątym miejscu z niewielką stratą do czołówki.

JOAN BARREDA: - Dzisiaj jedyną opcją była jazda na pełnym gazie po wczorajszym dużym błędzie, ale jesteśmy dopiero po drugim dniu rajdu. Na pewno czeka nas jeszcze wiele etapów z trudną nawigacją. Cieszę się, że dziś odzyskałem dobre samopoczucie. Jazda po wydmach zawsze jest fajna, więc starałem się cieszyć nią przez cały odcinek. Oczywiście strata jest duża, ale najważniejsze jest to, że mamy przed sobą jeszcze dziesięć dni. Postaramy się cisnąć. Przez cały rok dużo pracowaliśmy, a teraz jesteśmy tu, na Dakarze i zamierzamy włożyć w to cały wysiłek. Wczoraj otwierałem trasę i miałem problem ze znalezieniem jednego punktu kontrolnego. Starałem się być naprawdę skupiony i jechać zgodnie z trasą opisaną w książce drogowej, ale nie mogliśmy znaleźć wspomnianego miejsca. Kręciliśmy się w kółko. W końcu udało się, ale psychicznie było to wyczerpujące.

SAM SUNDERLAND: - Starałem się skupić na nawigacji. Mimo, że widziałem ślady innych zawodników, zawsze sprawdzałem, czy na pewno jadę dobrze. Czasami jest to trochę irytujące, gdy zwalniasz, by zorientować, czy wszystko jest w porządku. Łatwiej jest po prostu jechać dalej. Skupiałem się jednak na sobie. Dogoniłem Adriena i jeszcze jednego zawodnika jadącego z przodu. Po tankowaniu zobaczyłem, że część chłopaków się pomyliła. My z Adrienem podążyliśmy dobrze, fajnie jechało się razem. Przez kilka kilometrów zmienialiśmy się na czele, to była trudna, naprawdę trudna nawigacja. Jestem bardzo zadowolony z dnia, a motocykl pracuje dobrze. Zawsze miło jest prowadzić w rajdzie, ale przed nami jeszcze długa droga. Ta pozycja nie znaczy zbyt wiele, znam te zawody. Nawigacja jest bardzo skomplikowana i wygląda na to, że każdego dnia, kiedy chłopaki otwierają trasę, tracą dużo czasu. Jestem pewien, że czeka nas jeszcze wiele długich, trudnych etapów, więc na pewno będzie dużo więcej zmian w klasyfikacji, ale oczywiście dobrze jest prowadzić i to pokazuje, że mamy tempo. Motocykl jest naprawdę niezły, a fizycznie czuję się w tym roku całkiem mocny.

ADRIEN VAN BEVEREN: - Co za szalony dzień. Początek był naprawdę szybki i piaszczysty. Podczas tankowania widziałem, że mój czas jest niezły, ale zauważyłem, że dogania mnie Sam Sunderland. Potem ja zacząłem zbliżać się do zawodnika otwierającego trasę, ale wolałem jednak jechać sam, bardziej skoncentrować się na nawigacji i dostosować do tego swoją prędkość. Lubię nawigować i czytać książkę drogową, dlatego biorę udział w tym rajdzie. Po tankowaniu kilku zawodników wybrało zły szlak, a ja podążyłem tym odpowiednim. Jechałem już razem z Samem otwierając trasę etapu. Startując z czwartej pozycji i dojeżdżając na czele, stanowi to fajne uczucie. Nie sprawdzam teraz klasyfikacji generalnej, jest za wcześnie, po prostu podchodzę do tego na spokojnie, dzień po dniu. Staram się unikać błędów. Jak mówię, koncentruję się na nawigacji i akceptuję, że dzieje się to kosztem tempa.

DANIEL SANDERS: - Poranek był naprawdę niezły. Dobrze radziłem sobie aż do tankowania na dwusetnym kilometrze. Potem było szaleństwo. Od razu po tankowaniu było kilka podstępnych notek. Ominąłem punkt kontrolny, ponieważ pojechałem jedną dolinę za daleko. Straciłem trochę czasu, próbując go znaleźć. Pochłonęło to około 20 minut. Udało się jednak trochę odrobić. Cisnąłem, by nie stracić w ostatniej sekcji wydm. Oes był fajny, ale czekamy już na jutro.

MACIEJ GIEMZA: - Od startu do mety moje tempo było dobre. Uniknąłem błędów nawigacyjnych. Udało mi się dogonić kilku naprawdę szybkich zawodników. Gdyby każdy etap do mety układał się w ten sposób, byłoby świetnie.

KONRAD DĄBROWSKI: - Etap, momentami, był bardzo szybki, ale pojawiła się też pierwsza długa sekcja wydm. Ogólnie jechało mi się bardzo dobrze. Co prawda, ciężko było nadrobić czas, bo różnice w czasach oraz wynikach między zawodnikami były bardzo małe. Jednak ten etap ogólnie należał do tych, na których ciężko było urwać dużo czasu. Koniec końców plan został wykonany, przesunąłem się wyżej w klasyfikacji generalnej, bo o cztery miejsca i mam nadzieję kontynuować to przez najbliższe etapy

więcej wkrótce...

akcje
komentarze
Atak Loeba i Lurquina
Poprzedni artykuł

Atak Loeba i Lurquina

Następny artykuł

Tym razem Karginow

Tym razem Karginow
Załaduj komentarze