Dakar: Mówią po 4 etapie

Wypowiedzi zawodników po czwartym etapie 44. Rajdu Dakar.

Dakar: Mówią po 4 etapie

KUBA PRZYGOŃSKI: - Najdłuższy odcinek na Dakarze kończymy w dobrych humorach. Dzisiejsza trasa była mixem wszelkich możliwości jeśli chodzi o teren - były wydmy, długie proste, kamienie, przejazdy przez rzeki i dużo błota i do tego bardzo trudna nawigacja przez cały odcinek, ale przede wszystkim był to dla nas odcinek, którym wróciliśmy do gry, auto jest szybsze, i jesteśmy zadowoleni.

NASSER AL-ATTIYAH: - Nie było zbyt łatwo, bo na początku odcinka specjalnego dogoniliśmy kilka pojazdów i postanowiliśmy jechać bezpiecznie. Finał był bardzo trudny, z dużą ilością nawigacji. Mathieu wykonał świetną robotę i jestem zadowolony. Z dnia na dzień zmierzamy we właściwym kierunku. Próbowaliśmy narzucić wysokie tempo, ale nasz plan zakładał, żebyśmy nie otwierali trasy, ponieważ nie będzie motocykli, a co za tym idzie, również śladów. Jeśli jednak jutro w tych warunkach trochę stracimy, postawi nas to w korzystnej sytuacji na następny dzień.

SEBASTIEN LOEB: - Ogólnie rzecz biorąc, etap przebiegł bez problemów. Musieliśmy jechać szybko i jednocześnie uważać, żeby nie uderzyć w jakiś kamień. Skupiliśmy się na nawigacji i utrzymywaliśmy wysokie tempo. Finiszowaliśmy na trzecim miejscu, ale trzy samochody w odstępie 40 sekund po 450 kilometrach pokazują, jak zacięty jest ten rajd. Byliśmy za Nasserem, by jutro wystartować za nim, to dobry kompromis. Z przodu nie będzie motocykli, więc pierwsze samochody będą jutro wyznaczały ślad. Może być ciężko. Czeka nas odcinek, na którym wszystko może się zdarzyć.

YAZEED AL-RAJHI: - To był dobry dzień pomimo trudnej nawigacji. Pod koniec odcinka postanowiliśmy nie naciskać zbyt mocno. Środek przejechaliśmy bardzo dobrze. Jestem pod wrażeniem opon. Myślę, że rok temu musielibyśmy się zatrzymywać z pięć razy i je naprawiać. Staraliśmy się w końcówce nie pojechać zbyt szybko, by nie otwierać trasy. Jutro nie będzie motocyklistów przed nami. Mam nadzieję, że nie wygraliśmy oesu.

CARLOS SAINZ: - Start z przodu nie był łatwy: to był superszybki odcinek specjalny z wieloma zmianami kierunku jazdy. Na 140 km doszło do uszkodzenia układu przeniesienia napędu, więc kosztowało nas to trochę czasu.

MAREK GOCZAŁ: - To był jeden z tych odcinków, których nie lubię. Praktycznie przez cały czas jechaliśmy z gazem wciśniętym w podłogę, mało było technicznych sekcji. Przez dużą część próby prowadziliśmy, ale na sam koniec w rzece wpadliśmy w bardzo głęboką wodę. Ona na moment nas zalała, ograniczyła nasze pole widzenia, było rozwidlenie, mieliśmy jechać w lewo, pojechaliśmy w prawo i niestety trochę zabłądziliśmy. Łukasz spisał się na medal i odnaleźliśmy dobrą drogą. Naprawdę duży szacunek dla niego, bo to był trudny etap pod kątem nawigacyjnym. Ja popełniłem błąd i straciliśmy kilka minut - mówi się trudno. Jutro wracamy na trasę i walczymy dalej!

MICHAŁ GOCZAŁ: - Na samym początku niestety złapaliśmy kapcia, przez co straciliśmy sporo czasu. Później weszliśmy w dobry rytm i zaczęliśmy odrabiać straty. Jechało mi się naprawdę bardzo dobrze, wyprzedzaliśmy rywali - mógłbym przejechać jeszcze z 200, 300 kilometrów. Czułem dobry feeling. Gdyby nie ten kapeć, to wynik byłby o wiele lepszy. To był jeden z takich dni, w których po prostu trzeba się pilnować i dojechać do mety w jednym kawałku. Jesteśmy na mecie, to jest najważniejsze - jutro walczymy dalej.

SZYMON GOSPODARCZYK: - To był trudny i wymagający etap. Dużo się działo, na samym początku było sporo kamieni i niestety złapaliśmy kapcia. Szkoda, bo później złapaliśmy dobre czucie i wyprzedziliśmy wszystkie te auta, które wcześniej nas wyprzedziły. W końcówce jechaliśmy rzeką, jesteśmy teraz cali z błota. To był spory problem, bo to błoto leciało też na mój tablet i przyrządy nawigacyjne. Musiałem na bieżąco wszystko przecierać, aby móc dalej nawigować Michała. Dojechaliśmy do mety, udało nam się odrobić te straty. Przetrwaliśmy i to jest najważniejsze.

KONRAD DĄBROWSKI: - Ten odcinek był inny niż trzy poprzednie. Pierwszy raz jechaliśmy w większości po twardej nawierzchni i było też dużo kamieni, przez co ten odcinek bardziej przypominał odcinki zeszłoroczne. Miałem prosty plan na dzisiaj, bo wiedziałem, że będzie twardo i że na takiej nawierzchni czuję się mniej komfortowo niż na piachu. Więc mój plan był taki, żeby wystartować, jak najdłużej jechać samemu, a jeżeli dogoni mnie szybszy zawodnik to trzymać się z nim do mety. Dogonił mnie Arunas Gelazninkas z Janem Brabecem i od setnego kilometra, aż do mety, jechaliśmy we trzech utrzymując bardzo dobre tempo. Było dla mnie bardzo dobrym treningiem i dużo lepiej się czuję po tym dniu na twardym oraz na kamieniach niż wcześniej. Ale dalej wolę piach i wydmy. Na tym czuję się najlepiej.

JOAN BARREDA: - To był wyczerpujący etap z różnymi rodzajami terenu. To była dobra okazja, by odrobić straty w klasyfikacji generalnej. Startowałem z daleka i czułem się dobrze, więc mocno naciskałem przez cały dzień. Wszystko jest w porządku, cierpię tylko na zapalenie ścięgna w ramieniu, co jest skutkiem uderzenia w kamienie pierwszego dnia. Muszę sobie z tym poradzić, żeby dalej atakować. Oczywiście nadal walczę o czołową lokatę, ale podchodzę do tego krok po kroku... kilometr po kilometrze. Rekord zwycięstw etapowych? Zobaczymy, to byłoby niesamowite i znacznie przekraczające moje oczekiwania.

LORENZO SANTOLINO: - To był ogromny etap, a ja koncentrowałem się na swoim celu. Jechałem obok Danilo Petrucciego, który narzucił niesamowite tempo. Zaskoczył mnie. To był dla mnie dobry odcinek specjalny. Nie popełniłem żadnych większych błędów. Od początku czułem się dobrze. Ważne jest podążanie w okolicach tego miejsca, nie na czele, ale blisko czołówki. Jestem na dobrej pozycji w klasyfikacji generalnej, co dodaje mi pewności siebie. Nie mógłbym wymarzyć sobie lepszego scenariusza. Sherco z roku na rok robi postępy. Nie jesteśmy największą marką, ale to nie przeszkadza nam w osiąganiu dobrych wyników.

DANIEL SANDERS: - Nie wszystko poszło zgodnie z planem. Dogoniłem chłopaków wcześniej, niż sądziłem. Na początku i po tankowaniu nawigacja była naprawdę trudna. Potem jechaliśmy w grupie i próbowałem się urwać, by nie tracić czasu. Było jedno naprawdę trudne miejsce, ale odnalazłem je, podobnie jak Skyler. Odjechaliśmy i nie wiedzieliśmy, gdzie są inni. Na jednej muldzie twardo lądowałem. Uderzyłem się dość mocno w głowę, ale na szczęście się nie rozbiłem. Poduszka powietrzna odpadła. Dobrze było się wtedy przegrupować i dojechać do tankowania. Nie straciłem za dużo, a zabawa generalnie była niezła.

więcej wkrótce...

akcje
komentarze
Goczał i Gospodarczyk na podium
Poprzedni artykuł

Goczał i Gospodarczyk na podium

Następny artykuł

Galeria zdjęć: Etap 4 Rajdu Dakar

Galeria zdjęć: Etap 4 Rajdu Dakar
Załaduj komentarze