Dakar: Mówią po 5 etapie

Wypowiedzi zawodników po piątym etapie 44. Rajdu Dakar.

Dakar: Mówią po 5 etapie

KUBA PRZYGOŃSKI: - Dzisiejszy odcinek zaliczamy do udanych, choć nawigacja była bardzo trudna. Wyjątkowo nie startowały przed nami motocykle, więc to samochody musiały całkowicie nawigować i robić pierwszy ślad. Trochę wolniej przez to jechaliśmy, ale z Timo nie popełniliśmy błędów. Samochód spisuje się naprawdę dobrze. Wreszcie na nasze twarze wróciły uśmiechy. Czekamy na kolejny etap.

HENK LATEGAN: - Nadal w to nie wierzę, nie jestem pewien, co tu się wydarzyło. To był typowy dzień dakarowy... Dziesięć kilometrów po starcie zepsuły się drzwi w samochodzie i otwierały się podczas jazdy! Potem mieliśmy przebitą oponę. To był szalony dzień! Nie walczymy już o tytuł, bo mieliśmy pecha na początku rajdu, ale musimy dalej uczyć się i tak też robimy. Przede wszystkim muszę utrzymać się w rajdzie i robić coraz większe postępy w sposobie radzenia sobie z terenem. Będziemy nadal atakować.

SEBASTIEN LOEB: - Etap był taki, jakiego się spodziewaliśmy. Nasser był pierwszy na drodze bez motocykli, bez żadnych śladów i to jest naprawdę skomplikowane. Dogoniłem go i w pewnym momencie próbowaliśmy go wyprzedzić na wydmach, jadąc inną drogą. W końcu znaleźliśmy się z przodu, ale on korzystał z naszych śladów, doszedł nas i walczyliśmy przez jakieś dwieście kilometrów. Nie dało się wypracować żadnej przewag i tak dojechaliśmy do mety. Odrobiliśmy kilka minut, taki był plan, więc jesteśmy z tego zadowoleni. Na pewno nie dało się dziś wypracować dużej przewagi. Rajd jednak jest jeszcze długi i zobaczymy, co będzie działo się w kolejnych dniach.

MATHIEU SERRADORI: - Oes był skomplikowany, ponieważ tym razem motocykle nie otwierały nam trasy. Udało nam się wykorzystać ślady samochodów jadących z przodu i cisnęliśmy w niektórych miejscach. Było wiele koryt, rzek, kanionów, a mieliśmy tylko jedno przebicie. Jednak po strefie neutralizacji straciłem na chwilę koncentrację i uderzyliśmy w drzewo. Mechaników czeka trochę więcej pracy. Loic dał radę z nawigacją, choć było to zadanie stresujące. W niektórych miejscach zastanawialiśmy się wspólnie. Pierwsze dni były skomplikowane, ale teraz celem jest czołowa dziesiątka. Wracamy do gry i damy z siebie wszystko.

MAREK GOCZAŁ: - To był bardzo długi dzień. Odcinek specjalny mierzył niemal 400 kilometrów i był bardzo skomplikowany nawigacyjnie. W pierwszej sekcji mieliśmy ogromne kamienie, to była taka trialowa przeprawa. Później jechaliśmy korytami rzek i przez wydmy. Duża część odcinka to znowu pełny gaz, ale mieliśmy naprawdę ciekawe, interesujące, techniczne fragmenty. Czułem się dobrze, mieliśmy dobry feeling. Dojeżdżamy do mety na drugim miejscu, co na pewno jest powodem do zadowolenia. Jechaliśmy tyle, ile się dało. Daliśmy z siebie wszystko i to jest najważniejsze.

MICHAŁ GOCZAŁ: - To był dla nas bez wątpienia najtrudniejszy i najgorszy odcinek tegorocznego Dakaru. Złapaliśmy dwa kapcie i kilka razy zabłądziliśmy. Musimy szybko poukładać sobie pewne rzeczy w głowie i wrócić do walki jeszcze bardziej skoncentrowani. Chcemy walczyć o podium w tej imprezie i nie możemy sobie już pozwolić na błędy. Jutro wracamy do walki. Mam nadzieję, że pech nas opuści. Jest mi przykro, ale na pewno się pozbieramy i damy z siebie wszystko.

SZYMON GOSPODARCZYK: - 400 kilometrów ciężkiej przeprawy za nami. To był bardzo trudny nawigacyjnie etap. Kilka razy musieliśmy zawracać, szukać waypointów, nie wszystko wyglądało tak, jak moglibyśmy sobie tego życzyć. Najważniejsze jest to, że jesteśmy na mecie. Teraz jedziemy na biwak i przygotowujemy się do dalszej walki.

KONRAD DĄBROWSKI: - To był bardzo dobry etap i tak naprawdę trzeci dobry dzień z rzędu. Byłem trochę zaskoczony, bo miałem dużo dobrych, szybkich nazwisk za sobą i myślałem, że szybko mnie dogonią oraz że będę jechał w grupie. Jednak przez 260 kilometrów jechałem sam, nawigując samemu i jadąc tylko na swoją prędkość. Jestem więc naprawdę zadowolony, bo to tylko mi udowadnia jaki progres zrobiłem przez rok, ponieważ jeszcze rok temu te nazwiska po prostu by przyjechały i odjechały, nie byłoby rozmowy o jakimś ściganiu. Już po tym 260. kilometrze jechałem w grupie, ścigaliśmy się aż do mety i było naprawdę dużo zabawy. Jestem zadowolony, także kolejny dobry dzień do zapisania na tym Dakarze.

ROSS BRANCH: - To dla mnie długi rajd. Wzloty i upadki, spore błędy nawigacyjne, więc dziś chciałem to naprawić i wygląda na to, że się udało. Miałem szczęście w jednym punkcie. Kilku gości go ominęło, a ja poświęciłem chwilę dłużej, by go znaleźć. Znalazłem go jednak dość szybko i jestem zadowolony. Moja sytuacja nie jest taka zła. Oczywiście, chciałbym być wyżej, ale tak to już jest. Trzeba próbować każdego kolejnego dnia. Jeśli się uda, pod koniec rajdu powinniśmy być wyżej. W tym momencie nie ma żadnej specjalnego strategii w zespole. Sądzę, że czekamy na drugi tydzień.

SETH QUINTERO: - Mamy kolejne zwycięstwo, na piątym etapie. Jestem bardzo szczęśliwy, że dojechałem do mety, bo to był bardzo ciężki odcinek. Miałem dziś kilka problemów. Padło wspomaganie kierownicy około 150 km przed metą i wtedy starałem się jedynie dojechać do końca. Jestem podekscytowany kolejnym zwycięstwem i mam nadzieję, że uda nam się pobić rekord dziewięciu wygranych w jednym Dakarze. Mój pilot Dennis wykonał świetną robotę z nawigacją. Szczerze mówiąc, w zeszłym roku byłem bardzo zdenerwowany, kiedy musiałem startować z przodu, ale teraz to błogosławieństwo, bo nie trzeba zmagać się z ruchem na trasie. To zdecydowanie duża zmiana w stosunku do zeszłego roku. Nasze motto brzmi: „bardzo wolno na wolnych sekcjach i bardzo szybko na szybkich” i wygląda na to, że to się sprawdza.

JANUS VAN KASTEREN: - Ogólnie było w porządku. Straciliśmy trochę czasu, bo coś mi utknęło pod pedałem hamulca i musieliśmy się zatrzymać, żeby to wyjąć. Wtedy wyprzedził mnie Kamaz. Co do reszty, to był bardzo ciężki etap. Walczę z ciężarówkami Kamaza, to chyba też dobrze dla nich. Mamy trochę rywalizacji i to mi się podoba - nie spodziewałem się tego. Oni są profesjonalistami, a dla mnie to hobby, więc naprawdę miłe, że mamy takie tempo jak oni. Jadę po podium, cisnę na sto procent. Zobaczymy... Możemy ich pokonać, ale nie jest łatwo odzyskać czterdzieści pięć minut. To naprawdę fajna zabawa, dla takiego amatora jak ja.

Czytaj również:
akcje
komentarze
Drugi czas Wiśniewskiego
Poprzedni artykuł

Drugi czas Wiśniewskiego

Następny artykuł

Galeria zdjęć: Etap 5 Rajdu Dakar

Galeria zdjęć: Etap 5 Rajdu Dakar
Załaduj komentarze