Dakar: Mówią po 8 etapie

Wypowiedzi zawodników po ósmym etapie 44. Rajdu Dakar.

Dakar: Mówią po 8 etapie

MAREK GOCZAŁ: - Do połowy odcinka specjalnego można powiedzieć, że to był dla mnie idealny oes. Dużo wydm, dużo technicznych sekcji. Było co robić i gdzie kręcić kierownicą – bardzo to lubię. Do strefy tankowania naprawdę cisnęliśmy na maksa. Niestety na 190 kilometrze padł nam interkom. Kompletnie się nie słyszeliśmy. Łukasz, mój pilot, musiał szybko przejść na migi i pokazywać mi gdzie mam jechać. To było naprawdę bardzo wymagające, ale mamy znakomity czas.

MICHAŁ GOCZAŁ: - Bardzo trudny etap. Na początku mieliśmy naprawdę ogromne wydmy. Kilka razy się zdarzało, że musieliśmy szukać jakiejś innej drogi, bo po prostu nie mogliśmy podjechać pod taką wydmę. Czegoś takiego w tej edycji jeszcze nie było. Było co robić, ale dobrze sobie radziliśmy. Jestem naprawdę bardzo zadowolony z tego, że przejechaliśmy ten oes bez większych problemów i z tak dobrym wynikiem. W sekcjach z kamieniami odpuszczaliśmy. Jechaliśmy naprawdę spokojnie, bezpiecznie i zachowawczo, żeby nie przebić opony. Cieszymy się, znów z bratem jesteśmy na szczycie tabeli z wynikami.

SZYMON GOSPODARCZYK: - To był bardzo trudny etap. Muszę przyznać, że nie widziałem jeszcze w Arabii Saudyjskich tak skomplikowanych partii przez wydmy. Widzieliśmy wiele zakopanych ciężarówek, ale też wiele Can-Amów, które właśnie albo się zakopały, albo dachowały. Nam udało się przejechać te sekcje bez większych problemów. Końcówka była niezwykle wymagająca również dla mnie, pod względem nawigacji. Jechaliśmy przez kaniony, co zawsze jest dużym wyzwaniem. I znów – udało się nam się to przejechać bez żadnego problemu, dlatego jestem podwójnie zadowolony i zmotywowany przed dalszą częścią rajdu. Teraz regenerujemy się na jutro i walczymy dalej!

MATTIAS EKSTROM: - Mieliśmy niezły początek etapu, potem byłem ostrożny na wydmach, gdzie w ogóle nie miałem dobrego rytmu. Po pierwszej neutralizacji poczułem się pewniej i dogoniliśmy Yazeeda. Gdy mnie przepuścił, narzuciłem świetne tempo i cieszyłem się jazdą. Emil świetnie nawigował, nie popełniając ani jednego błędu. Dla mnie był to bardzo udany dzień. Zawsze dobrze jest mieć sukcesy, ale uczymy się każdego dnia, wciąż jesteśmy żółtodziobami i zachowujemy ostrożność. Powoli odnajdujemy się i wprowadzamy ustawienia, które bardzo mi się podobają, ale wciąż musimy rozwijać samochód.

STEPHANE PETERHANSEL: - Pod koniec zyskaliśmy jakieś pięć minut, ale wiem, że Mattias Ekstrom był niedaleko za nami. Wcześniej uderzyliśmy w wydmę i straciliśmy maskę, musieliśmy się zatrzymać na dwie minuty, żeby odłączyć kilka kabli. Do tego błąd w nawigacji sprawił, że nie był to idealny etap, ale tak czy inaczej jedziemy niezłym rytmem.  Dobrze, że za nami kilka dni bez większych problemów technicznych. Przebite opony, zgubienie się, to normalne, ale pierwszy tydzień był bardziej skomplikowany. Mam nadzieję, że drugi będzie lepszy. Teoretycznie rozwiązaliśmy problemy z zawieszeniem, ale nigdy nie mamy 100% pewności, nawet jeśli na razie wydaje się, że wszystko idzie dobrze.

SEBASTIEN LOEB: - Na początku zaatakowaliśmy, ale na 28 kilometrze złapaliśmy kapcia i straciliśmy dwie minuty. Kiedy dotarliśmy do neutralizacji, zdaliśmy sobie sprawę, że zgubiliśmy nasze drugie koło zapasowe! Do przejechania mieliśmy więc jeszcze 250 kilometrów bez możliwości popełnienia błędu. Wiedziałem, że mamy dobry czas, więc byłem ostrożny na skałach, nie chciałem ryzykować przebicia opony. W każdym razie przejechałem dobry etap, Nasser na pewno stracił trochę czasu, nie jechał zbyt szybko. W zeszłym tygodniu to ja się męczyłem, tym razem to on.

NASSER AL-ATTIYAH: - Przez 350 kilometrów mieliśmy napęd tylko na przednie koła, co wywoływało u mnie wiele obaw. Próbowałem jeszcze zaatakować na ostatnich 50 kilometrach, gdzie już nie było wydm i na szczęście straciliśmy tylko siedem minut. Cieszę się, że jestem na mecie. Dakar trzeba szanować.

JAKUB PRZYGOŃSKI: - Ten odcinek, mierzący blisko 400 kilometrów, był trudny i wyczerpujący. Było wiele wydm z miękkim piaskiem i łatwo było utknąć, ale udało nam się tego uniknąć. Druga część próby była szybsza i pojawiły się kamienie. Ogólnie rzecz biorąc, obaj wykonaliśmy dobrą, bezbłędną pracę. Jesteśmy z tego zadowoleni. Dobry oes dla nas i chcemy zachować ten rytm.

MACIEJ GIEMZA: - To był długi odcinek, jeden z tych najbardziej wymagających. Do tankowania było bardzo technicznie, później natomiast szybciej. Starałem się utrzymać równe tempo na całej trasie. Pod koniec zaczął mi doskwierać nadgarstek i musiałem zwolnić.

KONRAD DĄBROWSKI: - Ten etap był dla mnie najtrudniejszy. Rano nie czułem się najlepiej, ale tak naprawdę pomyślałem, że będzie dobrze. Cały czas sobie powtarzałem, że „jakoś to będzie”, ale nie mogłem znaleźć w sobie tej mocy w trakcie etapu. Oczywiście dodatkowo okazało się, że mam zapalanie ścięgna w dłoni, więc ból podczas jazdy z czasem stawał się coraz większy. Ciężko było mi trzymać kierownicę na tych szybkich prostych, które były na końcu odcinka, więc straciłem jeszcze więcej czasu. Jednak nie łamiemy się - zająłem się swoim zdrowiem, już tu, na biwaku i mam nadzieję, że wrócę do siebie. Oby kolejne etapy były lepsze, niż dzisiejszy.

SAM SUNDERLAND: - Dzisiaj mieliśmy dużo piasku i trudną nawigację w kanionach. Nie było łatwo wybrać ten właściwy, czasami po przejechaniu trzystu czy czterystu metrów okazywało się, że to zła droga. Generalnie chłopaki, którzy otwierali dzisiaj trasę, wykonali świetną robotę. Szczerze mówiąc, dałem z siebie wszystko, żeby spróbować nadrobić czas. Rano kilka razy wywróciłem się na wydmach, więc po tankowaniu trochę się uspokoiłem. Rajd jest w tym roku bardzo zacięty, to trudne dla nas zawodników, ponieważ jest to trochę emocjonalny rollercoaster. Wczoraj byłem na dnie po trudnym odcinku, ale trzeba zachować spokój i brać dni takimi, jakie przychodzą. Jutro, po chwale dzisiejszego zwycięstwa, zostanę ukarany otwieraniem trasy. Jednak taka zasada obowiązuje wszystkich. Ten kto chce triumfować w zawodach, musi czasami wygrywać etapy.

MATTHIAS WALKNER: - Wszystkie dni są ważne, bo w każdej chwili można wygrać lub przegrać. Startując z tyłu miałem okazję nadrobić czas do zawodników jadących z przodu, dałem z siebie wszystko i wynik na mecie nie jest zły. Przed nami jeszcze cztery długie dni. Rozgrywka, która rozpoczęła się w tym tygodniu jest bardzo wyrównana z wzlotami oraz upadkami i ważne jest, aby nie popełnić dużego błędu.

KEVIN BENAVIDES: - Dzisiaj zaatakowałem i podążałem na czele z „Nacho”. Potem miałem problem z tylnym zbiornikiem paliwa, który nie działał i straciłem na naprawę sześć lub siedem minut, ale najważniejsze, że mogłem wznowić jazdę. Potem udało mi się dogonić chłopaków z Hondy. Odrobienie strat było przede wszystkim kwestią motywacji i siły psychicznej. Na Dakarze nic nie jest stracone do samego końca, trzeba być gotowym na wszystko. Jeszcze wiele jest możliwe, będę dalej ufał sobie i atakował. Nadal wierzę.

ADRIEN VAN BEVEREN: - Na pierwszych wydmach zepsuł mi się przycisk do automatycznego przewijania roadbooka, więc musiałem robić to ręcznie. Nie było łatwo tak jechać. Strasznie trzęsło na dziurach, gdy trzymałem kierownicę tylko jedną ręką, ale jeśli to wszystko, o co muszę się martwić, to w porządku, to część Dakaru. Dałem z siebie wszystko i niczego nie żałuję. Jestem zadowolony z mojego dnia i utrzymuję swoje nastawienie: popełniać jak najmniej błędów do samego końca.

JOAN BARREDA BORT: - To był dla mnie trudny dzień, zwłaszcza początek odcinka na wydmach. Zawieszenie mam miększe od czasu wypadku. Upadłem i niełatwo było jechać dalej dobrym tempem. Niezły dzień, nawet pomimo błędu nawigacyjnego 50 kilometrów przed metą, co kosztowało pewnie 10-12 minut. Jestem zadowolony, choć mogło być lepiej. Jutro kolejny dzień i spróbuje się poprawić. Walka w czołówce jest zacięta, ale najważniejsze to utrzymać rytm, pozostać skoncentrowanym i mocnym. Fizycznie czułem się dobrze, choć upadłem na piasku i przez kilka minut odczuwałem ból ramienia. Próbowałem jednak zachować tempo.

FRANCISCO LOPEZ CONTARDO: - Nie straciłem dziś czasu, ale Dakar jest jeszcze długi. Złamał mi się jeden element i to pokazuje, że wszystko się może zdarzyć. Nie było łatwo. Nawet jeśli nie miałem dużych problemów, były kamienie i wydmy. Cieszę się z mety.

ALEXANDRE GIROUD: - Pierwsza część etapu nie była łatwa, a po niej czekało na nas jeszcze kilka kilometrów. Generalnie trzymam kciuki, co prawda to jeszcze nie koniec, ale wszystko idzie dobrze. Pablo Copetti jest drugi w klasyfikacji generalnej, to wciąż groźny rywal dla mnie mimo, że zyskałem nad nim trochę czasu wczoraj, jak i dzisiaj.

IGNACIO CASALE: - To był udany etap, atakowaliśmy przez cały dzień, jadąc dobrym rytmem. Udało nam się wyprzedzić m.in Lopraisa i myślę, że to najlepszy wynik, jaki mogłem uzyskać w tej klasie. Jeśli chodzi o Kamaza, to jest milion dolarów różnicy, nie jesteśmy przygotowani do konkurowania z nimi. Natomiast jesteśmy w stanie walczyć z Lopraisem i Holendrami. Moją jedyną strategią jest jazda na pełnym gazie.

akcje
komentarze
Quintero idzie po rekord
Poprzedni artykuł

Quintero idzie po rekord

Następny artykuł

Szczęście Al-Attiyaha

Szczęście Al-Attiyaha
Załaduj komentarze