Kontrowersje wokół książki drogowej

Podobnie jak w roku ubiegłym, również i podczas trwającej edycji Rajdu Dakar nie uniknięto kontrowersji związanych z nawigacją i książką drogową.

Kontrowersje wokół książki drogowej

W ubiegłym roku zmieniono przepisy i roadbook - dla części uczestników również po raz pierwszy elektroniczny - zaczęto wydawać dopiero na kilka minut przed startem etapu. Już wtedy nawigacja i jej zawiłości oraz pułapki przygotowane przez organizatorów budziły zdenerwowanie faworytów. Zabłądzili m.in. Carlos Sainz i Lucas Cruz oraz Sebastien Loeb i Daniel Elena.

Podczas bieżącej edycji marzenia o dobrym wyniku przepadły dla niektórych już podczas pierwszego poważnego odcinka - części B inauguracyjnego etapu. W szczegółach chodzi o końcówkę próby, około 260 kilometra oraz poszukiwanie jednego z punktów kontrolnych.

Ogromne straty ponieśli tam m.in. reprezentanci Audi - Sainz i Cruz oraz Mattias Ekstrom i Emil Bergkvist. Zespół nie zgadza się z wyjaśnieniami organizatorów i choć regulamin nowo powstałych World Rally-Raid Championship - których Dakar jest pierwszą rundą - zastrzega, że protest dotyczący książki drogowej nie jest możliwy, przedstawiciele niemieckiego producenta wciąż rozważają podjęcie kroków prawnych. Czas mają do wtorku, do godziny 15:25.

- Odbyliśmy wiele dyskusji w ciągu ostatnich 24 godzin i nadal uważamy, że roadbook był niewłaściwy - powiedział Sven Quandt, szef Q Motorsport. - Jeśli zaznaczono średni kierunek o wartości 10 stopni [średni kurs], a okazało się, że trzeba obrać 280 stopni, to, ujmijmy to tak, odchylenie jest całkiem duże.

- Wielu uczestników się tam zgubiło i to dość zaskakujące. W tej chwili organizator do niczego się nie przyznaje i uważa, że wszystko zrobił właściwie. Szkoda, ponieważ tak nie powinna wyglądać rywalizacja. Niektóre ekipy znalazły [waypoint], ale po prostu pojechały w lewo. Naprawdę zaskakujący jest sposób, w jaki to odnaleźli.

- Wiadomo, że tak to nie powinno wyglądać i wszyscy to rozumieją. Jednak przepisy mówią, iż nie można złożyć protestu przeciwko książce drogowej, ale jeśli popełniają tak duży błąd, nam jest bardzo trudno.

Afera wybuchła, gdy okazało się, że w niedzielę na antenie hiszpańskiej telewizji TVE, Quadt zasugerował, iż Nasser Al-Attiyah i Mathieu Baumel mogli wiedzieć „coś” więcej.

- To całkiem zabawne, że tylko jeden samochód pojechał całkowicie właściwą drogą. Według nas oni musieli mieć jakieś informacje, ponieważ tej drogi nie dało się znaleźć.

W poniedziałek Quandt jednak częściowo wycofał się ze swoich słów: - Nie powiedziałem, że Nasser miał dodatkowe informacje. To, co stwierdziłem, to fakt, że tylko dwa samochody nie popełniły błędu oraz kilku motocyklistów. Być może są niesamowicie inteligentni i na to zasłużyli.

Słowa Quandta nie umknęły uwadze Davida Castery, szefa Dakaru, wzbudzając jego zdenerwowanie:

- Uważam, że takie oskarżenia bez żadnych dowodów są szokujące - powiedział Castera agencji AFP. - Poufność trasy została jeszcze zwiększona. Mathieu [Baumel] nie mógł mieć mapy. Nie mógł też studiować trasy wcześniej. Według Svena Quandta mógł dostać wytyczne GPS. Jednak, aby trzymać się trasy, musisz mieć i telefon, i GPS. A to jest zabronione.

- Mamy w samochodach system monitorowania. Widok na załogę z przodu oraz z tyłu. Przez cały odcinek widzimy ich ruchy rękami. Od niedzielnej nocy moi ludzie przyglądali się fragmentowi [filmu], w którym załogi popełniły błędy. Nie wykryto żadnych nieprawidłowości - zapewnił David Castera.

Czytaj również:
akcje
komentarze
Barreda zaznaczył swoją obecność w Dakarze
Poprzedni artykuł

Barreda zaznaczył swoją obecność w Dakarze

Następny artykuł

Al-Attiyah uniknął dyskwalifikacji

Al-Attiyah uniknął dyskwalifikacji
Załaduj komentarze