Lawson nie będzie odpuszczał

Liam Lawson, protegowany Red Bulla, występujący w DTM za kierownicą Ferrari 488 GT3 z AF Corse, przyznał, że incydent z poprzedniej rundy nie zmieni jego nastawienia do rywalizacji na torze.

Lawson nie będzie odpuszczał

Lawson podczas drugiego wyścigu na Nurburgringu odrabiał straty spowodowane kapciem i wizytą w alei serwisowej. Odważnym manewrem w ostatniej szykanie okrążenia próbował zyskać pozycję kosztem Kelvina van der Linde. Południowoafrykańczyk musiał odbijać w prawo i zderzył się z zespołowym kolegą, Mike’em Rockenfellerem. Oba Audi ekipy Abt Sportsline przedwcześnie zakończyły rywalizację.

Rockenfeller był wściekły na Nowozelandczyka, mówiąc w telewizyjnym wywiadzie: „Nie wiem, co on palił”, a swojej frustracji nie krył również van der Linde.

Jednak Lawson uważa, że lider punktacji sezonu również był winny w ich starciu, a pytany czy zmieni swoje podejście do walki na torze, zmniejszając poziom agresji, odparł:

- Nie, nie zmienię sposobu jazdy - zapowiedział Lawson. - Jeśli chodzi o niedzielną kraksę, przyjrzałem się jej. Rozmawiałem z kierowcami Abt, przynajmniej z Kelvinem. Wszyscy rozumiemy, że takie rzeczy mogą się zdarzyć na torze, ale ważne jest, by nie przeszkadzało to poza torem. Nastawianie się przeciwko sobie nie jest konieczne.

- Sprawdziłem całą sytuację i szczerze mówiąc, od momentu, kiedy zdecydowałem się na manewr, wiele więcej nie mogłem zrobić. Zanim dojechaliśmy do zakrętu, już na prostej, na hamowaniu, we mnie skręcał i zepchnął na trawę. Dlatego nie mogłem zahamować.

- Jednak to już teraz przeszłość. Jesteśmy gotowi o tym zapomnieć i skupić się na nadchodzącym weekendzie.

DTM po trzech latach wraca na Red Bull Ring. W stawce jest dwudziestu kierowców, a pierwszy trening ruszy jutro o godzinie 13:00.

Czytaj również:

 
akcje
komentarze
DTM wraca na Red Bull Ring

Poprzedni artykuł

DTM wraca na Red Bull Ring

Następny artykuł

Elektryk bez kierowcy

Elektryk bez kierowcy
Załaduj komentarze