Mercedes broni swojej taktyki w DTM

Maximilian Götz, choć nie był zdecydowanym faworytem, wygrał ostatni wyścig sezonu i sięgnął po mistrzostwo DTM 2021.

Mercedes broni swojej taktyki w DTM

W niespodziewanym triumfie Maximiliana Götza w DTM pomogły problemy jego rywali, ale też Mercedes stosując polecenia zespołowe. Taka zagrywka nie spodobała się kibicom oraz wielu zawodnikom, ale sam producent nie uważa, że zachował się niewłaściwie. 

Przed niedzielnym finałem na Norisringu wydawało się, że Liam Lawson może być pewny tytułu. Kierowca Ferrari miał 21 punktów przewagi nad Kelvinem van der Linde (Audi) i 22 nad Götzem (Mercedes).

Jednak tuż po starcie van der Linde znokautował Lawsona w drugim zakręcie, pozbawiając go szansy na punkty. W samochodzie Nowozelandczyka doszło do poważnego uszkodzenia zawieszenia. Reprezentant ekipy ABT natomiast nie ucierpiał w tym zdarzeniu. Następnie gdy walczył z Götzem o trzecie miejsce, w jego Audi doszło do przebicia opony w tylnym kole.

Maximilian Götz gdyby finiszował na trzeciej pozycji, zdobyłby 15 punktów, a w tej sytuacji z tytułu cieszyłby się Lawson. Van der LInde zostałby wicemistrzem.

W tym momencie w wyścigu na dwóch pierwszych miejscach podążali akurat Lucas Auer i Philip Ellis, zasiadający w Mercedesach. Ponieważ z całej trójki tylko Götz miał szansę na zdobycie mistrzostwa (ale tylko pod warunkiem wygrania wyścigu), od Mercedesa nadeszło polecenie, aby Auer i Ellis przepuścili kolegę, co też uczynili.

Szef działu klienckiego Mercedes-AMG - Thomas Jaeger, broni postępowania producenta. Argumentował to tym, że ich wszystkie cztery zespoły korzystają z tych samych danych, wiedzy oraz doświadczenia, a przy tak ścisłej kooperacji logiczne było wykorzystanie szansy, która pojawiła się po problemach rywali.

- Z mojego punktu widzenia, zawsze wykorzystuje się takie relacje - powiedział Jaeger. - Kierowcy i zespoły wiedzą o tym. Mamy siedem samochodów w stawce i jeden system współpracy, z którego wszyscy korzystają. Otrzymują od nas duże wsparcie, a kwestia odwdzięczenia się jest już w ich rękach.

- Wspieramy ekipy i kierowców. Korzystając z naszego systemu dzielimy się danymi, ustawieniami, materiałami video i dzięki temu wszystkie auta są tak bardzo mocne. Dlatego właśnie obserwujemy wysoki poziom rywalizacji pomiędzy naszymi samochodami.

- Ponieważ każdy kierowca w trakcie sezonu korzysta z tej czy innej wiedzy, są oczywiście chętni do udzielenia wsparcia ze swojej strony. Nie wiemy, kiedy następnym razem będzie szansa na zdobycie mistrzostwa, więc naturalnie poprosiliśmy, aby jeden zespół pomógł drugiemu - dodał.

Maximilian Götz, Haupt Racing Team

Maximilian Götz, Haupt Racing Team

Götz zaliczył dwa niezbyt udane sezony z Mercedesem w poprzedniej erze DTM w latach 2015-16. W tym roku wrócił do serii, po wejściu przepisów GT3.

Podczas gdy niemiecki kierowca odniósł tylko jedno zwycięstwo przed podwójnym triumfem na Norisringu, był jednym z najbardziej konsekwentnych zawodników w stawce i zakończył sezon z ośmioma podiami w szesnastu wyścigach.

Zapytany o swoje przemyślenia na temat taktyki Mercedesa, 35-latek stwierdził, że polecenia zespołowe są „częścią gry” i uznał, że starcia pomiędzy Lawsonem i van der Linde tylko ułatwiły mu drogę do tytułu.

- Widzieliśmy, że sprawy rozwiązywały się same - powiedział Götz. - Byliśmy na trzecim miejscu w klasyfikacji, mając najmniejsze szanse na mistrzostwo.

- Kelvin i Liam, walczyli twardo, przysparzając sobie wiele problemów, a my tylko na tym skorzystaliśmy. Potem otrzymaliśmy pomoc od producenta, a także od kolegów z zespołu, aby dokonać wielkiej rzeczy.

- Każdy zachowałby się tak samo w sytuacji, w której zamiana pozycji pozwalała na zdobycie tytułu. To część gry, a do tego inni ułatwili nam nieco życie - zakończył.

Czytaj również:

Polecane video:

akcje
komentarze
Kontrowersje w DTM

Poprzedni artykuł

Kontrowersje w DTM

Następny artykuł

Rast wraca do DTM

Rast wraca do DTM
Załaduj komentarze