Mówią po ORLEN 77. Rajdzie Polski

Wypowiedzi zawodników po ORLEN 77. Rajdzie Polski

Mówią po ORLEN 77. Rajdzie Polski

MICHAŁ PRYCZEK: - Przyjeżdżając do Mikołajek nie wiedziałem czego się spodziewać, zarówno po sobie jak i rywalach. Przed startem podglądnąłem ich samochody i już wtedy wiedziałem, że łatwo nie będzie. Plan na weekend zakładał pojechać najlepiej jak potrafimy i myślę, że ten plan wykonaliśmy. Były miejsca, gdzie nawiązywaliśmy kontakt z rywalami, ale były też i momenty, w których dużo traciliśmy, nie tylko ze względu na różnicę w samochodach, ale przede wszystkim wychodził tam nasz brak doświadczenia na szutrze. Były to głównie hamowania z dużych prędkości, oraz szybkie, wąskie, leśne partie. W tych miejscach wiem, że czeka mnie jeszcze sporo pracy. W sobotę na ostatnim „prawdziwym” odcinku popełniliśmy błąd, który mógł zakończyć nasz występ na Mazurach, ale szczęśliwie obeszło się bez większych konsekwencji. Po całym, wymagającym dniu, z dużą ilością przejechanych kilometrów zabrakło koncentracji i skupienia. Źle wjechaliśmy w zakręt, zabrakło drogi i próbując wrócić na nią rowem, coś było w trawie. Wyskoczyliśmy w powietrze i stanęliśmy tyłem do kierunku jazdy. Początkowo miałem obawy, czy po takim uderzeniu wszystkie koła są na miejscu, ale jak się okazało, N14-stka to mocny samochód. Zawróciliśmy i powoli ruszyliśmy, okazało się, że oprócz delikatnie przestawionej geometrii samochodem nadal da się szybko podróżować. Gdyby nie ta przygoda, czwarte miejsce było w naszym zasięgu, ale jak na debiut i tak jesteśmy bardzo zadowoleni z tempa i pracy, jaką wykonaliśmy.

JACEK PRYCZEK: - Za nami debiut w ERC, po którym warto podkreślić dwie rzeczy. Pierwsza to trudność tego rajdu, która nas nieco zaskoczyła, chociaż jechaliśmy go dwa lata temu. Prędkości, jakie osiągaliśmy były bardzo duże, odcinki były naprawdę wymagające. Niestety ich stan podczas drugiej pętli był słaby - przede wszystkim w niedzielę - i to sprawiało, że trzeba było jechać nie tylko szybko, ale i rozważnie, z dozą ostrożności. Druga rzecz to potężna nauka zarówno dla nas, jak i całego zespołu. Dla nas, ze względu na szybkość, z jaką trzeba jechać, aby móc porównywać się do europejskiej czołówki z większym doświadczeniem. Do tej pory, podczas naszych startów w RSMP z ilością konkurencji było różnie, często ścigaliśmy się tylko w trzy-cztery samochody w naszej klasie. Jazda z innymi, bardzo doświadczonymi konkurentami, to było dla nas nowe i bardzo potrzebne doświadczenie. Dodatkowo w sobotę wieczorem trzeba było sprawnie zareagować na awaryjną sytuację i po naszej przygodzie na Wieliczkach poświęcić pełne 45 minut na doprowadzenie samochodu do stanu używalności. Ekipa z MTS Subaru Dzierżoniów spisała się jednak na medal i w niedzielę mogliśmy kontynuować naszą rywalizację. Tutaj pojawia się aspekt nowej nauki dla zespołu. Po raz pierwszy SHRT obsługiwało dwa samochody i z oboma miało dużo pracy, abyśmy mogli osiągnąć metę. Praca mechaników zasługuje na słowa uznania i podziękowania. W tym sezonie staramy się również jak najwięcej nauczyć od Mikołaja Marczyka i Szymona Gospodarczyka. Przed startem dużo rozmawialiśmy na temat potencjalnych scenariuszy na rajd. Ustaliliśmy, że jedziemy szybko ale rozważnie, nie gonimy konkurencji „na siłę”. Celem było osiągniecie mety i zdobycie tylu punktów ile się da, bez ponoszenia zbyt wysokiego ryzyka. Mamy pierwsze punkty w ERC2, na kolejnym rajdzie jest duża szansa na przeskoczenie wyżej w klasyfikacji.

 

PAWEŁ WYSOCKI: - Start w Rajdzie Polski był dla mnie oczywiście spełnieniem pewnych rajdowych marzeń jeżeli chodzi o imprezy, w których chciałbym wziąć udział. Był też ważną próbą dla mnie jako zawodnika, który ostatnio startuje bardzo okazjonalnie oraz samochodu, który jest już pełnoprawnym rajdowym klasykiem. Nie było łatwo z wielu względów. Był to to mój pierwszy szutrowy rajd, w którym wystartowałem, najdłuższy (202 km oesowe) oraz jeden z najtrudniejszych. Lubię wyzwania i zawsze podchodzę do nich bardzo ambitnie dlatego minimalnym założeniem było dojechanie do mety rajdu. Udało się, pomimo wielu przeciwności. Z racji, że Celica jest mało popularna w rajdach do ostatniego dnia przed rajdem trwała przebudowa auta na specyfikacje szutrową. Dodatkowo ponad 2200 km w samochodzie podczas zapoznania, dojazdówek i oesów, upał ponad 30 stopniowy na pewno nie pomagały nam w tym trudnym rajdzie. Pomimo mocnej i bardziej doświadczonej stawki w klasie w której startowałem HR2, wygraliśmy jeden oes. Najkrótszy i na arenie w Mikołajkach, ale wygrana to wygrana. Reszta oesów to zbieranie cennego doświadczenia, nauka szutrowego rzemiosła oraz walka z koleinami z racji startu z odległym numerem. Toyota przeżyła choć nie obyło się bez poważniejszych awarii jak wyrwana płyta pod silnikiem, pogięty pas przedni czy poważne problemy z doładowaniem turbosprężarki. Jedno jest pewne, mazurskie szutry totalnie mnie zauroczyły i teraz już wiem, że muszę jeszcze tam wrócić. Dziękuje także za zaufanie i wsparcie projektu Toyota Celica GT4 Rally Team w Rajdzie Polski - Przedsiębiorstwo "WP", producenta przewodów hamulcowych. To dzięki nim przeżyłem tak wspaniałą przygodę! Partnerem medialnym była Kronika Rajdów.

 

JACEK MICHALSKI: - To był dla nas bardzo stresowy rajd, spowodowany przygodami i wynikającymi z nich awariami. Rozpoczęliśmy bardzo dobrze, chociaż spokojnie, bo wiadomo, że na odcinkach typu SSS Mikołajki można wiele stracić, a niewiele zyskać. W sobotę na prawdziwych odcinkach nasze tempo było dobre i pomimo dwóch wycieczek poza drogę prowadziliśmy ze sporą przewagą. Spotkanie z przyczepą rolniczą trochę nas jednak ostudziło i postanowiliśmy uspokoić jazdę. Niestety na początku drugiej pętli urwaliśmy wydech i od tego momentu samochód stracił moc. Do końca rajdu jechaliśmy już na pół gwizdka, tak naprawdę toczyliśmy się do mety. Szczęśliwie udało się ją osiągnąć i to na drugim miejscu, w czym pomogły nam trochę również problemy konkurencji. Rozpoczynamy jednak sezon od podium i mamy nadzieję, że asfaltowe rundy pojedziemy już szybko i czysto.

ADAM BINIĘDA: - Rajd Polski to wspaniała impreza i nie mogliśmy się z Jackiem doczekać na nasz pierwszy występ w nowym zespole, w nowym aucie, które ma ogromny potencjał. Zaczęliśmy bardzo dobrze, chociaż z niezaplanowanymi wycieczkami poza trasę, ale czasy poszczególnych odcinków napawały nas optymizmem. Wygrywaliśmy kolejne oesy i budowaliśmy przewagę nad rywalami. Niestety awaria na początku drugiej pętli skutecznie nas przyhamowała i pozostało nam tylko patrzeć, jak nasza przewaga topnieje. Staraliśmy się w niedzielę dowieźć jak najwyższe miejsce i udało się obronić drugą lokatę. Oczywiście pozostaje mały niedosyt, ale cieszymy się, że jesteśmy na mecie, bo rajd był trudny i wymagający. Niedzielne odcinki znałem z Rajdu Kormoran i uczulałem Jacka w miejscach, w których wiedziałem, że koleiny będą już na pierwszej pętli i trzeba tam zwolnić. W naszej sytuacji nie było mowy o jakiś szaleństwach, więc po prostu z rozwagą przejechaliśmy niedzielne próby i zdobyliśmy pierwsze punkty w sezonie.

 

ŁUKASZ BYŚKINIEWICZ: - Piękny, długi, wyczerpujący i emocjonujący rajd. Orlen 77. Rajd Polski był godny otwarcia Mistrzostw Europy FIA ERC. Po zwycięstwie na Litwie, przyjechaliśmy do Mikołajek zmotywowani i dobrze przygotowani. Wiedzieliśmy, że to najważniejszy rajd w sezonie z najdłuższymi odcinkami specjalnymi. Od początku realizowaliśmy naszą taktykę: jechać bardzo szybko, ale bez zbędnego ryzyka i szanując Forda Fiesta Rally3. Jazda sprawiała nam wiele frajdy, a taktyka cały czas się sprawdzała, ponieważ do 12 odcinka specjalnego prowadziliśmy w klasie 3 w Mistrzostwach Polski, a w Mistrzostwach Europy zajmowaliśmy 2. miejsce. Fantastycznie skakało nam się na słynnej hopie Rosochackie. Kibice przekazali, że byliśmy w czołówce długości lotu. Niestety na OS Mrągowo, w koleinie zagięła się płyta chroniąca podwozie. Oprócz tego, że płyta zaczęła działać jak pług i nas hamować, to jeszcze uszkodziła podporę wału napędowego. Całe szczęście, że udało nam się dotrzeć z Mrągowa do Warszawy i przejechać odcinek w Przasnyszu oraz na słynnej ulicy Karowej. Jednak o ściganiu nie było mowy, ponieważ wał napędowy wydawał dźwięki jakby miał się zaraz rozlecieć. Finalnie jesteśmy bardzo zadowoleni z naszego tempa i z wyniku, choć wiemy, że zwycięstwo było bardzo blisko. Przed nami jeszcze 5 rajdów asfaltowych, na których liczę na kolejną świetna walkę z szybkimi konkurentami w klasie. Dziękuję naszym Partnerom, za kolejny wspólny, udany start: MaXgear, Auto Partner, Blachy Pruszyński, Kratki, NOVOL, TEKOM Technologia, Michelin Motorsport Polska, Siren7 oraz TVN TURBO”

ZBIGNIEW CIEŚLAR: - Tak długiego rajdu to dawno nie jechaliśmy. Podczas Orlen 77. Rajdu Polski dostaliśmy trochę po tyłkach, nasz samochód także, ale bardzo się cieszymy, że dotarliśmy pod Stadion Narodowy, ponieważ pod koniec rajdu nie było to pewne. Całą drogę stresowaliśmy się, czy wał napędowy, który oberwał od płyty w koleinie, wytrzyma do końca rajdu? Udało się dojechać. Z drugiej strony trochę nam szkoda pierwszego miejsca, które straciliśmy przez awarię. Łukasz jechał bardzo dobrze, pewnie i bezbłędnie. Ścigaliśmy się na ułamki sekund z Radkiem Typą, ale nie podejmując zbędnego ryzyka. To był zdecydowanie wielki, prawdziwy rajd z odcinkami specjalnymi po 28 kilometrów. Cieszymy się z mety i zdobytych punktów w Mistrzostwach Polski. Do zobaczenia w połowie lipca na Rajdzie Nadwiślańskim.

 

WOJTEK CHUCHAŁA: - Rajd Polski był dla nas jedną z największych przyjemności rajdowych, jakie kiedykolwiek mieliśmy. Latanie po mazurskich odcinkach daje nam mnóstwo frajdy i cieszę się, że robiliśmy to w tak wysokim tempie. Każdy skok, czy moment wejścia w zakręt przy pełnym złożeniu samochodu był, dla mnie czymś wspaniałym i podnosił poziom endorfin do najwyższych granic. Buduje również fakt, że Marten Sport jako zespół pokazał europejski poziom. Wyjątkowym osiągnięciem było dla mnie wygranie odcinka w Mistrzostwach Europy - to pierwszy, który skończyłem na tak wysokiej pozycji. Może kiedyś uda się jeszcze stanąć na starcie rundy ERC i pokazać, że stać nas na jeszcze więcej. Sportowo jesteśmy zadowoleni z wyniku, ale niedosyt pozostaje. Postaramy się nadrobić to wszystko w kolejnej rundzie, już na asfaltach. Dzięki zaufaniu MARTEN SPORT, TECE, BURBO OIL, DIL SUROWCE WTÓRNE, FRANKE, PIRELLI i MIO mogliśmy przeżyć naprawdę niesamowity weekend. Dziękujemy za Wasz doping!”

SEBASTIAN ROZWADOWSKI: - W tym rajdzie, równie ważna jak prędkość była strategia i pozycja startowa. Po zapoznaniu uznaliśmy, że optymalne będzie startowanie z okolic 30 pozycji, gdy odcinki będą już mocno wyczyszczone, ale jeszcze w dobrym stanie. Jak widać po sobotnich czasach, był to strzał w „10”. Z czasem podkręcaliśmy tempo, ale celem była czysta jazda, bez ryzyka. Od początku ten rajd układał się dla nas dobrze, ale mocno pracowaliśmy na ten wynik. Wojtek pojechał świetnie, a mimo że dopiero trzeci raz jechał na szutrze samochodem Rally2, był w stanie deptać po piętach czołówce i walczyć o życiowy wynik. Cztery wygrane odcinki w RSMP i najlepszy czas „generalki” ERC na Mikołajki Arena, walka na sekundy z najbardziej doświadczonymi załogami Europy – to wszystko motywowało do jeszcze większego wysiłku. Gdyby nie awaria i stracone punkty w klasyfikacji etapu, mielibyśmy piękny rezultat w ERC i szansę na fotel wiceliderów Mistrzostw Polski. To był ogromny stres i najtrudniejszy moment, ale ważne jest to, że jesteśmy na mecie i początek sezonu wykorzystaliśmy najlepiej, jak to możliwe. Trzecie miejsce w RSMP i kontaktowa pozycja do rywali, to dla nas dobry punkt wejścia do asfaltowej części sezonu.

 

MIKOŁAJ MARCZYK: - Za nami ORLEN 77. Rajd Polski, inauguracja sezonu w mistrzostwach Europy, czyli cyklu, na którym się w tym roku skupiamy. Bardzo ważna dla nas runda – domowa i jednocześnie wspierana przez partnera naszych startów – firmę PKN ORLEN. Razem z Szymonem już dwa razy brałem udział w najważniejszym polskim rajdzie. Pojawiając się na tych trasach po raz trzeci, łatwiej jest wygenerować dobre tempo i to udało się potwierdzić. Muszę jednak dodać, że pod tym względem weszliśmy na poziom, na którym do tej pory rzadko bywaliśmy. Podczas wielu odcinków specjalnych byliśmy w stanie walczyć z takimi kierowcami, jak Andreas Mikkelsen, Craig Breen czy Nil Solans. Niesamowicie dużo to dla nas znaczy i jesteśmy szczęśliwi, że właśnie w taki sposób przebiegał ten rajd. Zajęliśmy trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej mistrzostw Europy oraz pierwsze w RSMP. Mieliśmy jeszcze apetyty na wygraną na słynnej ulicy Karowej. Oes nazwano przecież jako Stulecie Rajdu Polski. Jazda po kultowej kostce na szutrowym zawieszeniu była wymagająca, ale i widowiskowa. Bardzo chcieliśmy zwyciężyć. Ostatecznie byliśmy najlepsi wśród polskich załóg, a w mistrzostwach Europy mieliśmy drugi czas, ustępując jedynie Craigowi Breenowi o 0,2 sekundy. Dla nas to wielka radość i satysfakcja, że w taki sposób pokazaliśmy się na „Pani Karowej”. Myślę, że podsumowując cały rajd możemy być bardzo szczęśliwi i będę się starał, żebyśmy formę z ORLEN 77. Rajd Polski utrzymali również w kolejnych odsłonach sezonu.

SZYMON GOSPODARCZYK: - Uważam, że to jeden z najlepszych rajdów, jakie wspólnie z Miko przejechaliśmy – zaznaczył Szymon Gospodarczyk. – Trzecie miejsce to z pewnością nasz największy sukces. Podium w mistrzostwach Europy to coś, na co pracowaliśmy długie lata. Cieszy, że pokazaliśmy drzemiący w nas potencjał. Podczas sobotniego etapu mieliśmy naprawdę dobre tempo. Walczyliśmy z zawodnikami znanymi ze światowych odcinków. Andreas Mikkelsen czy Craig Breen to ci, którzy wyznaczają poziom. Jestem więc bardzo zadowolony z zaprezentowanej prędkości i kolejnego progresu. Sądzę, że w przyszłości wygramy Rajd Polski w „generalce”. Zdecydowanie towarzyszy mi zadowolenie z wyniku. Cały zespół ciężko na niego pracował, a wszyscy spisali się perfekcyjnie. Nie mieliśmy żadnych problemów. Co warte podkreślenia, sporządzony przed rajdem opis trasy był idealny. Nigdzie, naprawdę nigdzie nie popełniliśmy żadnego błędu. Nic nas nie zaskoczyło, cała trasa – nawet te najbardziej podstępne fragmenty – przejechana była spokojnie. Cieszę się i jestem pod wrażeniem tego, co udało się zrobić w miniony weekend

 

TOMASZ KASPERCZYK: - Po takim rajdzie trudno być zadowolonym, nawet jeśli nasze tempo było obiecujące, a ostatecznie zdobyliśmy całkiem niezłą liczbę punktów i jeszcze awansowaliśmy w punktacji. Cieszę się jednak z tego, że dachowanie nas nie podłamało i nasza determinacja w odrabianiu strat przyniosła efekt, w postaci awansu o 10 pozycji. Przed asfaltową częścią sezonu pozostaję z zagadką do rozwiązania, czyli pytaniem jak ustabilizować tempo. Kolejną rundą będzie Rajd Nadwiślański, w którym w poprzednich sezonach byliśmy bardzo konkurencyjni, zatem to najlepsza runda na „przełamanie”. Gratuluję Miko i Szymonowi, a także Wojtkowi i Sebastianowi. Pojechali nie tylko szybko, ale i bardzo skutecznie.

 

JAROSŁAW SZEJA: - Jesteśmy na mecie Rajdu Polski. To były niesamowite dni – w sumie to niesamowite trzy tygodnie. Najpierw ciężkie przygotowania i Rajd Żemaitija, potem znów cały tydzień pracy i Rajd Podlaski, w końcu Rajd Polski. Rajdowy tydzień na Mazurach rozpoczęliśmy od poniedziałkowych testów, zapoznania z trasą i szybko nadszedł pierwszy dzień rajdu. Nigdy nie mieliśmy do czynienia z tak długim i intensywnym programem startów, ale jestem bardzo zadowolony z tego, jak wykorzystaliśmy ten okres. Z każdym kilometrem przyspieszaliśmy, a musicie pamiętać, że wciąż nie tylko uczymy się nawierzchni szutrowej, ale przede wszystkim nadal poznajemy naszego Hyundaia. Spełniamy nasze marzenia, jeździmy świetnym samochodem z kapitalnym zespołem. Teraz pora na asfaltową część sezonu – jesteśmy naładowani pozytywną energią. Dziękujemy wszystkim partnerom za wsparcie – bez Was to wszystko nie byłoby możliwe!

 

KACPER WRÓBLEWSKI: - Nasz zespól jednak się nie poddał, za co jestem im bardzo wdzięczny. Mechanicy pracowali do późnych godzin nocnych. Udało się naprawić auto i zgodnie z regulaminem mogliśmy powrócić do niedzielnej rywalizacji w formule Rally2. Dzięki temu w drugim etapie rajdu zdobyliśmy cenne 2 punkty, które mogą mieć spore znaczenie w całym przekroju sezonu i walce o nasz główny cel, czyli mistrzostwo Polski. Z pewno-ścią w niedzielę ciężko było złapać pewność siebie w rajdówce z uwagi na przygodę poprzedniego dnia, ale cieszymy się, że mogliśmy ukończyć rajd i zameldować się na ulicy Karowej, celebrując tym samym jubileusz tego fantastycznego rajdu. Za miesiąc wraz z Rajdem Nadwiślańskim powracamy na asfaltowe nawierzchnie, na których będziemy bardzo konkurencyjni i postaramy się o dobry wynik w podziękowaniu za Wasze wspaniałe wsparcie.

JAKUB WRÓBEL: - Cieszę się, że w końcu mieliśmy okazję wystartować w naszym kraju, w dodatku w tak prestiżowym, drugim najstarszym rajdzie na świecie jakim jest Rajd Polski. Czasem tak bywa, że mimo wykonania czegoś bezbłędnie, zabraknie odrobiny szczęścia i pechowa sytuacja zniweczy cały trud. Wtedy musisz przełknąć gorycz porażki. To za-razem piękno i przekleństwo tego sportu. Myślę, że te ciężkie trzy dni wzmocniły nas jako zespół. Wykazaliśmy się ogromną wolą walki oraz poświęceniem - zarówno my w aucie, jak i nasi mechanicy, którzy walczyli długie godziny z naprawą auta. Jestem pewny, że przekujemy to w coś pozytywnego podczas przyszłych startów.

Czytaj również:

informacja prasowa

...więcej wkrótce

akcje
komentarze
ORLEN 77. Rajd Polski - Zwycięstwo Łukjaniuka

Poprzedni artykuł

ORLEN 77. Rajd Polski - Zwycięstwo Łukjaniuka

Następny artykuł

Oliver wsparł Oscara

Oliver wsparł Oscara
Załaduj komentarze