Berger: Binotto pod zbyt dużą presją

akcje
komentarze
Berger: Binotto pod zbyt dużą presją
Autor:
, Featured writer
Przetłumaczone przez: Tomasz Kaliński
20 kwi 2019, 17:31

Gerhard Berger, były kierowca F1, w przeszłości jeżdżący między innymi w barwach Ferrari, uważa, że włoski zespół powinien upewnić się czy jego szef, Mattia Binotto nie jest nadmiernie obciążony całością spoczywających na jego barkach obowiązków. Austriak sugeruje, że ekipa z Maranello powinna rozważyć zatrudnienie drugiej osoby, która weźmie na siebie część zadań.

Mattia Binotto, w przeszłości dyrektor techniczny Ferrari, zostały mianowany na następcę Maurizio Arrivabenego na początku 2019 roku.

Podczas gdy Ferrari typowane było przez szerokie grono obserwatorów do roli lidera tegorocznego sezonu, nie udało im się wygrać żadnego z trzech, dotychczas rozegranych wyścigów. Komplet zwycięstw dzierży Mercedes, a kierowcy włoskiej stajni, Sebastian Vettel i Charles Leclerc muszą nadrabiać sporą stratę punktową do lidera, Lewisa Hamiltona.

Berger, który podczas swoich dwóch pobytów w Ferrari (sezony 1987-89 oraz 1993-95) wygrał 5 wyścigów, porównuje strukturę kierowniczą włoskiej ekipy, do tych w Mercedesie i Red Bullu, gdzie odpowiedzialność rozkłada się na kilka osób. Zapytany o swoją opinie na temat Binotto, Austriak odpowiedział.

- W Ferrari jeśli ktoś dostaje władzę, jest odpowiedzialny za wszystko. To dla nich typowe. Jak spojrzycie na Red Bulla to mają geniusza w postaci Adriana Neweya, zdolnego szefa teamu w osobie Christiana Hornera oraz nieco szorstkiego Helmuta Marko – wylicza Berger.

- W Mercedesie z kolei jest Toto [Wolff], bardzo uzdolniony. Jest geniusz od silników czyli Andy Cowell. I oczywiście Niki [Lauda], który niestety chwilowo nie jest przy nich [dochodzi do siebie po grypie]. W Ferrari widoczny jest tylko Binotto. Mam wątpliwości czy to wystarczy. On jest przede wszystkim świetnym inżynierem. Dlatego też ważne, by nie poświęcał zbyt dużo czasu na sprawy okołowyścigowe, bo może go potem zabraknąć na to, co najważniejsze i w czym czuje się najlepiej.

Berger przypomniał także, że w późnych latach 90. i wczesnych latach XXI wieku, gdy Ferrari było u szczytu z Michaelem Schumacherem, odpowiedzialność zawsze rozkładała się na więcej osób. Zarówno Ross Brown jak i Rory Byrne przenieśli się do włoskiej ekipy z Benettona, w rok po dołączeniu do zespołu „Schumiego”. Obaj techniczni guru zaczęli pracować pod wodzą Jeana Todta.

- To co była jego największą siłą to umiejętność tworzenia grupy ludzi, których interesował wspólny cel, przy okazji wydobywając z nich to co najlepsze – wspomina Berger opisując Schumachera.

- Kiedy przechodził do Ferrari powiedział: „Ross, Rory idziecie ze mną”. W tym był dobry, to była jego przewagą i to jest to czego bardzo brakuje teraz Sebastianowi [Vettelowi]. Michael był świetny jeśli chodzi o dobór ludzi do swojego zespołu.

- I tak jak teraz Mercedes i Red Bull, tak i Ferrari miało wtedy taką „silną trójcę”. Był Rory, geniusz tamtych czasów, był Ross, był i Jean, który wtedy brał na siebie politykę i sprawy regulaminowe. Zastanawiam się kto dzisiaj wcieli się w te role, bo jeśli wszystkie z nich spadną na Binotto, może być bardzo ciężko – zakończył Gerhard Berger.

Następny artykuł
Racing Point szykuje duże poprawki

Poprzedni artykuł

Racing Point szykuje duże poprawki

Następny artykuł

Red Bulle na ulicach Hanoi

Red Bulle na ulicach Hanoi
Załaduj komentarze
Bądź pierwszy by otrzymać
wiadomości