Bottas obawiał się „podwójnego” pit stopu

akcje
komentarze
Bottas obawiał się „podwójnego” pit stopu
Autor:
, Dziennikarz
Przetłumaczone przez: Tomasz Kaliński
15 kwi 2019, 17:15

Valtteri Bottas po zakończeniu GP Chin, przyznał, że miał obawy związane ze zjazdem do alei serwisowej na tym samym okrążeniu, co jadący drugim Mercedesem, Lewis Hamilton.

Po tym jak Sebastian Vettel i Max Verstappen odbyli swoje drugie pit stopy (odpowiednio na 34. i 35. okrążeniu), Mercedes musiał w pośpiechu poszukać optymalnej strategii, by chronić swój dublet. Inżynierowie ekipy z Brackley postanowili wezwać do alei serwisowej obu swoich kierowców jednocześnie, podczas 36. okrążenia. Zagrożone było przede wszystkim miejsce Bottasa, ale zespół nie chciał ingerować w kolejność swoich bolidów.

Fin, ruszający do wyścigu z pole position, szybko zorientował się, że wizyta w boksach podczas tego samego okrążenia praktycznie przekreśla szansę na dojechanie przed kolegą z zespołu. Większe obawy wiązał jednak z możliwą stratą czasu, gdyby pit stop Hamiltona przedłużył się. Mechanicy poradzili sobie jednak wyśmienicie i obie „srebrne strzały” odbyły swój postój w zaledwie 5-sekundowych odstępach.

- Byłem bardzo zaniepokojony – wspominał Bottas. – Wiedziałem, że zapewne stracę nieco czasu będąc tym drugim, ale moją pozycję i tak zdeterminował start. Pytałem zespół czy nie mógłbym zjechać później lub kontynuować dłuższy przejazd, ale odpowiedzieli, że ryzyko związane z oponami jest zbyt duże. Zadawałem pytania bo chciałem spróbować czegoś innego niż postój za Lewisem, czegoś co mogłoby być moją jedyną szansą na zwycięstwo. Obawiałem się też, że jeśli zjedziemy w jednym momencie może się wydarzyć coś szalonego. Wszystko poszło jednak dobrze, a moja strata była minimalna, więc zespół wykonał dobrą robotę. Mając teraz do dyspozycji wszystkie dane i patrząc z perspektywy teamu, myślę że postąpili słusznie, upewniając się, że zachowamy dublet. OK, wtedy chciałem ryzykować, ale teraz wiem, że opony najpewniej nie dałyby rady.

Szef zespołu Mercedesa, Toto Wolff, przyznał, że chcieli również chronić prowadzenie Hamiltona.

- To był interesujący moment, było jasne, że Valtteri znajdował się pod presją Vettela. Skoro Sebastian zjechał to logicznym byłoby ściągnąć jako pierwszego Bottasa, ale wtedy straciłby na tym Lewis. Zdecydowaliśmy się więc wezwać ich w tym samym momencie. Wiedzieliśmy, że jest mała luka, w czasie której powinno to się udać. Obiecaliśmy Valtteriemu, że nie straci ani chwili, a obserwowanie tego, jak poradzili sobie nasi mechanicy było naprawdę niesamowite – zakończył Wollf.

Następny artykuł
Villeneuve: Williams już nie jest zespołem wyścigowym

Poprzedni artykuł

Villeneuve: Williams już nie jest zespołem wyścigowym

Następny artykuł

Ciężkie życie juniorów Red Bulla

Ciężkie życie juniorów Red Bulla
Załaduj komentarze

O tym artykule

Serie Formuła 1
Autor Adam Cooper
Bądź pierwszy by otrzymać
wiadomości