Hamilton nie zamierza przepraszać

Lewis Hamilton nie czuje, aby musiał przepraszać Maxa Verstappena za ich starcie, do którego doszło w Grand Prix Wielkiej Brytanii. Obiecał jednak, że skontaktuje się z rywalem.

Hamilton nie zamierza przepraszać

Po kontakcie Maxa Verstappena i Lewisa Hamiltona na pierwszym okrążeniu Grand Prix Wielkiej Brytanii, który wyeliminował Holendra z wyścigu, reprezentanci zespołu Red Bulla zaatakowali siedmiokrotnego mistrza świata. Zwłaszcza Christian Horner kilkukrotnie nazwał manewr Brytyjczyka desperackim, a dr Helmut Marko mówił, że takie działania powinny być karane zawieszeniem w wyścigu.

Czytaj również:

Jak można się domyślić, opinie panującego mistrza i szefa Mercedesa - Toto Wolffa znacznie różniły się od stanowiska kierowcy i szefostwa Red Bull Racing.

- Widziałem tylko krótki klip [z wypadku], kiedy wbiegłem do garażu - mówił Hamilton na konferencji prasowej po wyścigu. - Teraz przyjrzę się temu i przemyślę to dokładnie. W obecnym zrozumieniu sytuacji uważam, że nie mam za co przepraszać. Przyjeżdżamy na wyścigi, aby rywalizować ze sobą.

- Słyszałem, że Max jest w szpitalu i to mnie martwi. Nikt z nas nigdy nie chce, aby ktoś doznał kontuzji. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Po weekendzie na pewno skontaktuję się z Maxem, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Przed nami jeszcze wiele wyścigów oraz zmagań i razem powinniśmy znaleźć odpowiednią równowagę w naszych relacjach - kontynuował.

- Nie zgadzam się z sędziami, ale biorę to na siebie i dalej wykonuję swoją pracę. Nie będę narzekał. Każdy ma swoje zdanie i nie obchodzi mnie co myślą inni. Po prostu robię to, co uważam za konieczne oraz jestem wdzięczny losowi za ten dzień.

W odniesieniu do ostrej krytyki ze strony Christiana Hornera, dodał: - Nie mam nic do powiedzenia Christianowi, poza tym, że nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że to bezwartościowa wygrana. To zwycięstwo, to efekt pracy dwóch tysięcy członków zespołu.

- Ważne, abyśmy teraz wszyscy trochę odpuścili i poczekali aż emocje opadną. Wiem, jak ciężko jest stracić tyle punktów - przekazał.

Toto Wolff stwierdził: - W przeszłości w takich sytuacjach znajdowali się już inni wielcy kierowcy, którzy poważnie ze sobą walczyli. Kiedy nikt nie chce się poddać, takie sytuacje mogą się zdarzyć.

- Z mojego punktu widzenia, do tanga trzeba dwojga. Myślę, że obaj zawodnicy przyczynili się do tego incydentu. Kiedy samochody zbliżają się do siebie, trzeba zostawić sobie miejsce, co tym razem się nie zdarzyło. Natomiast kara wymierzona przez sędziów jest generalnie logiczna - uznał. - Myślę, że gdyby to samo działo się w wolniejszym zakręcie, nie byłoby zbytniej dyskusji. Nikt nie kłóciłby się o to, czy dać kierowcy 5 czy 10 sekund.

- Teraz można usłyszeć wiele komentarzy na temat działań Hamiltona podczas tego kontaktu, ale Lewis nigdy nie jeździł nieczysto. Jest sportowcem w każdym tego słowa znaczeniu i nie widzieliśmy żadnych poważnych incydentów z jego udziałem. Rywalizuje nie tracąc swojej godności - dodał.

Czytaj również:

 

akcje
komentarze
Red Bull Racing podejmie dalsze kroki?
Poprzedni artykuł

Red Bull Racing podejmie dalsze kroki?

Następny artykuł

Leclerc nie miał argumentów

Leclerc nie miał argumentów
Załaduj komentarze