Media społecznościowe wznieciły aferę

Christian Horner, szef Red Bull Racing, złagodził ton w sprawie Yukiego Tsunody i obwinił media społecznościowe za rozpętanie afery po kwalifikacjach do Grand Prix Meksyku.

Media społecznościowe wznieciły aferę

Tsunoda awansował do Q3 i biorąc pod uwagę relegację na koniec stawki, jego udział w finałowym segmencie czasówki miał się ograniczyć do pomocy Pierre’owi Gasly’emu.

Jednak w decydujących chwilach kwalifikacji Tsunoda jechał przed walczącym o poprawę czasów duetem Red Bull Racing: Sergio Perezem i Maxem Verstappenem. Poinstruowany przez swojego inżyniera, Japończyk postanowił zjechać z toru w drugim sektorze. Wzniecony za AT-02, kurz zmylił Pereza, który wypadł w tym samym miejscu na pobocze. Z kolei Verstappen, natrafiwszy na zamieszanie nieco odpuścił, spodziewając się żółtych flag.

Obaj kierowcy RBR oraz jego kierownictwo nie było zachwycone. Rozgoryczony Horner mówił, że zostali „zTsunodowani”. W obronie swojego podopiecznego stanęli niektórzy obserwatorzy oraz Franz Tost, dowodzący AlphaTauri, siostrzaną ekipa Red Bulla.

Po niedzielnym wyścigu, Horner zadowolony ze zwycięstwa Verstappena, złagodził ton wobec Tsunody, oskarżając jednocześnie obserwatorów o nadmierne rozdmuchanie sprawy.

- Myślę, że powinno się spojrzeć na kontekst tego, co zostało powiedziane - zaznaczył Horner. - Niestety, media społecznościowe mają zwyczaj czepiania się pojedynczych zdań i nadmiernego ich wykorzystywania.

- Sądzę, że świat byłby dość nudny, gdyby nie można było komentować występów kierowcy.

Horner dodał, że analiza całego ciągu zdarzeń sprawiła, że zmienił nieco swoje zdanie na temat występku Tsunody, dodając jednak, że Japończyk mógł uniknąć zamieszania, gdyby otrzymał dokładne informacje od swojej ekipy.

- Uważam, że po przyjrzeniu się sprawie i będąc fair w stosunku do Yukiego, można stwierdzić, iż powinien był otrzymać większą pomoc i dokładniejsze informacje.

- Rezultat był niefortunny, a on był tam tylko po to, by dać strugę swojemu zespołowemu koledze. Tak to już jest. Finał był szczęśliwy, ponieważ start z drugiego rzędu wyszedł nam na dobre.

Tsunodę uniewinnił również zwykle surowy Helmut Marko.

- Incydent nie był winą Tsunody. Zespół wiedział, co się dzieje i powinien mu nakazać opuszczenie toru wcześniej. Przekazałem mu, że nie zawinił on tylko inżynier.

Czytaj również:
akcje
komentarze
Gasly nie czuł zagrożenia
Poprzedni artykuł

Gasly nie czuł zagrożenia

Następny artykuł

Leclerc nie chciał ustąpić?

Leclerc nie chciał ustąpić?
Załaduj komentarze