Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska

Niedopuszczalna obecność dźwigu

Sergio Perez powiedział, że obecność na torze dźwigu podczas Grand Prix Japonii, to „najsłabsza sytuacja”, z jaką spotkał się podczas swojej kariery w Formule 1.

Sergio Perez, Red Bull Racing RB18

Andy Hone / Motorsport Images

Dźwig pojawił się na torze, by usunąć rozbite Ferrari Carlosa Sainza. Ciężki sprzęt pracował przy F1-75, gdy cała stawka jechała już za samochodem bezpieczeństwa, ale nie została jeszcze wywieszona czerwona flaga.

Obecność dźwigu stała się przedmiotem dyskusji po tym, jak niewiele brakowało, a uderzyłby w niego Pierre Gasly. Francuz wizytował mechaników w celu wymiany przedniego skrzydła i gonił całą stawkę, trzymając się wyznaczonej delty. Kierowca AlphaTauri nie ukrywał wściekłości zaistniałą sytuacją, podkreślając, że było blisko podobnej tragedii, jakiej świadkiem był już tor Suzuka.

Czytaj również:

- Niezależnie od warunków, dźwig nie powinien pojawić się na torze, gdy jeszcze są na nim samochody - powiedział Perez. - Nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć.

- Warunki nie mają znaczenia. To po prostu nie może się wydarzyć. Naprawdę mam nadzieję, że po raz ostatni widzimy pojazd pomocniczy na torze, gdy nadal jeżdżą samochody i to niezależnie od wyścigowej serii.

Komentując warunki pogodowe towarzyszące rywalizacji na torze Suzuka, Meksykanin dodał:

- Sądzę, że gdy za pierwszym razem wyjechaliśmy na tor i zaliczaliśmy okrążenia do pól startowych, wyglądało to całkiem w porządku, nawet na przejściówkach. Jednak opady wzmogły się tuż przed startem i podczas pierwszego okrążenia. W tym względzie decyzja o zatrzymaniu wyścigu była słuszna. Podobnie jak ta o jego wznowieniu.

- Jednak widok dwóch dźwigów na torze, to najsłabsza sytuacja, z jaką miałem do czynienia przez lata w Formule 1.

Opady oraz wodny spray unoszący się za samochodami skutecznie ograniczyły widoczność. Niektórzy kierowcy nie wiedzieli nawet, że jadąc za samochodem bezpieczeństwa, mijali pracujący dźwig. Dopiero w przerwie spowodowanej czerwoną flagą przyjrzeli się telewizyjnym powtórkom i zaczęli wymieniać między sobą wiadomości.

Jednym z tych, który przyznał, że nie widział ani dźwigu, ani uszkodzonego Ferrari Sainza był Fernando Alonso.

- Nadal nie wiem, gdzie stał Carlos - przyznał Hiszpan, jadący wtedy jako szósty. - Dźwigu również nie widziałem. Zero widoczności. Jadąc za samochodem bezpieczeństwa, nie widziałem ani dźwigu, ani Carlosa, więc oczywiście był to słaby moment w wyścigu. Trzeba to wyjaśnić.

Również Daniel Ricciardo zdradził, że dźwigu na torze nie widział. Dowiedział się o nim dopiero z powtórek, na których i tak ledwie można było dostrzec ciężki sprzęt.

- Chciałbym powiedzieć, że widziałem go „po fakcie”, ale nie. Nie widziałem go. Dopiero po powrocie do alei zobaczyłem powtórki. Pomyślałem wtedy, że może, może... Naprawdę ciężko było cokolwiek dostrzec.

FIA jeszcze w niedzielę poinformowała, że rozpoczęła dochodzenie w sprawie użycia feralnego dźwigu. Dodała jednak, że obecność ciężkiego sprzętu na torze w warunkach samochodu bezpieczeństwa lub czerwonej flagi jest normalną procedurą.

Czytaj również:

Bądź częścią społeczności Motorsport.com

Dołącz do rozmowy
Poprzedni artykuł Znów dostało się Alpine
Następny artykuł Honda jeszcze nie zadecydowała

Najciekawsze komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Może chcesz napisać pierwszy?

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska