„Ręka Boga” w Abu Zabi

Toto Wolff, szef zespołu Mercedesa w Formule 1, porównał kontrowersyjne decyzje z końcówki Grand Prix Abu Zabi do gola strzelonego ręką przez Diego Maradonę.

„Ręka Boga” w Abu Zabi

Rywalizacja na Yas Marina Circuit przebiegała pod dyktando Lewisa Hamiltona. Zwrot akcji nastąpił pięć okrążeń przed metą, gdy po wypadku Nicholasa Latifiego na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa. Cała stawka ponownie się ścieśniła, a kontrowersje wzbudziły decyzje dyrektora wyścigowego - Michaela Masiego, związane z oddublowywaniem niektórych samochodów.

Zamieszanie związane z restartem - i tym samym wyniki - Grand Prix Abu Zabi zostały oprotestowane przez Mercedesa, otwarcie mówiącego o obrabowaniu Hamiltona z tytułu. Protesty zostały odrzucone przez ZSS finałowej rundy mistrzostw świata. Mercedes rozważał wniesienie apelacji, jednak ostatecznie z tego zrezygnowano, przyjmując obietnicę FIA i zamiar przeprowadzenia śledztwa.

Pytany przez niemiecki Bild czy w Abu Zabi mieliśmy do czynienia z jedną z największych niesprawiedliwości w historii sportu, Wolff bez wahania przytaknął, porównując wydarzenia z wyścigu do kontrowersyjnych goli, uznanych przez sędziów za zdobyte prawidłowo.

- Zdecydowanie jest to na równi z „ręką Boga” Diego Maradony czy gola z Wembley w 1966 roku - powiedział Wolff, podając dwa przykłady.

Pierwszy z nich dotyczy meczu Argentyna - Anglia z Mundialu w 1986 roku. Piłkarze z Ameryki Południowej wygrali 2:1, ale gol na 1:0 nie powinien był zostać uznany. Maradona przy strzale pomógł sobie ręką, czego jednak nie dostrzegli sędziowie. Później sam piłkarz stwierdził, że gol został zdobyty „trochę głową Maradony i trochę ręką Boga”.

Odnosząc się do gola z Wembley, Wolff przypomina mecz Anglia - RFN - finał mistrzostw świata w 1966 roku. Rezultat to 4:2, a trzy gole zdobył Geoff Hurst. Jednak ten na 3:2 (z 11. minuty dogrywki) do dziś budzi wątpliwości. Piłka odbiła się od poprzeczki, spadła w okolicach linii bramkowej i wyszła w pole. Sędzia uznał gola.

Na pytanie czy Hamiltona oszukano, Wolff odparł: - Nie, ale niespójne decyzje dyrektora wyścigowego odebrały mu tytuł.

Austriak wyjaśnił również, czemu zrezygnowano z apelacji. - FIA byłaby zarówno oskarżonym, jak i sędzią. To wyzwala poczucie bezsilności, podobne do tego w trakcie wyścigu. Nie czułem tego od czasów dzieciństwa.

Czytaj również:
akcje
komentarze
Dawny partner znów z Ferrari
Poprzedni artykuł

Dawny partner znów z Ferrari

Następny artykuł

Latifi zszokowany skalą hejtu

Latifi zszokowany skalą hejtu
Załaduj komentarze