Sprinty są dla pieniędzy

Max Verstappen uważa, że główną motywacją organizacji wyścigów sprinterskich są pieniądze.

Sprinty są dla pieniędzy

O urozmaiceniu wyścigowego formatu zaczęto dyskutować już w roku ubiegłym. Wtedy idea zakładała nie tylko wyścig sprinterski, ale również odwrócenie kolejności startowej. Pomysł upadł przez brak jednomyślnej zgody wśród zespołów, ale odrodził się w zmienionej postaci.

Formuła 1 chce do trzech wyścigowych weekendów (prawdopodobnie w Wielkiej Brytanii, Włoszech i Brazylii) włączyć sprint o długości około 100 kilometrów. Jego wyniki decydowałyby o kolejności startowej do niedzielnej, głównej rywalizacji. Zespoły są przychylnie nastawione do propozycji, jednak obawy dotyczą dodatkowych kosztów. Wydatki ekip regulowane są od tego sezonu przepisami. Budżetowy limit wynosi 145 milionów dolarów amerykańskich.

Wśród kierowców entuzjazm jest mniejszy. Przeważają ostrożne oceny, jak ta Daniela Ricciardo, czy niechęć wyrażana przez Sebastiana Vettela. Swoją opinią po raz kolejny podzielił się również Max Verstappen.

- Najszybsze samochody nadal będą z przodu, więc nic to nie zmienia - powiedział Holender na łamach De Telegraaf. - Nie ma znaczenia liczba różnych rozgrywek w ciągu weekendu. O wiele bardziej podoba mi się jeden długi wyścig.

- Jeśli powstaną odpowiednie samochody i będzie można utrzymać się za nimi, dając sobie szansę na wyprzedzanie, wszystkie te [dodatkowe] rzeczy nie będą potrzebne. Wydaje mi się, że za tym pomysłem stoi coś więcej niż tylko poprawa rywalizacji. Chcą po prostu więcej akcji w trakcie weekendu.

- Teraz mamy dość nudny piątek i sobotę aż do kwalifikacji. Chcą przyciągnąć większą liczbę ludzi i przez to zarobić więcej pieniędzy. Ostatecznie właśnie o to chodzi. I ja to rozumiem - przyznał Max Verstappen.

Czytaj również:

akcje
komentarze
Vettel i brak motywacji
Poprzedni artykuł

Vettel i brak motywacji

Następny artykuł

Alfa zaskoczyła Russella

Alfa zaskoczyła Russella
Załaduj komentarze