„Szczęśliwa” opona Ocona

Esteban Ocon chciałby, aby jedna - najbardziej zużyta - opona z kompletu, który zapewnił mu punkt Grand Prix Turcji, zawisła w fabryce Alpine w Enstone.

„Szczęśliwa” opona Ocona

Ocon - w przeciwieństwie do swojego zespołowego partnera, Fernando Alonso - nie zdołał awansować do ostatniego segmentu kwalifikacji. Francuz ustawił A521 na dwunastym polu i większość wyścigu spędził na granicy pierwszej dziesiątki.

Kolejne okrążenia mijały, a większość stawki miała już za sobą przynajmniej jeden zjazd do alei serwisowej. Nawet Lewis Hamilton, początkowo niechętny, udał się na wizytę do mechaników. Oconowi udało się ukończyć wyścig na jednym komplecie ogumienia. Brak zjazdu do boksu pozwolił na zdobycie pojedynczego oczka za dziesiąte miejsce. Opony w Alpine Francuza były kompletnie zniszczone i bardziej przypominały slicki niż „przejściówki”. W prawej przedniej brakowało nawet sporego fragmentu konstrukcji.

- Nie wiem, kiedy po raz ostatni ktoś nie zjechał na pit stop - mówił Ocon. - Dzisiaj zdecydowaliśmy się na to ryzyko. Opłaciło się, ponieważ zdobyliśmy jeden punkt.

- Po wyścigu ta jedna opona nie wyglądała najlepiej. Myślę, że powiesimy ją na ścianie w fabryce. Fajnie, ponieważ, jak powiedziałem, ryzyko opłaciło się.

- Dyskusja była ożywiona, ale ja byłem zdania, że musimy spróbować. W zeszłym roku miałem kolizję na pierwszym okrążeniu i wtedy w zasadzie przejechałem cały dystans na intermediatach. Pomyślałem, że jeśli w ubiegłym roku się udało, teraz możemy to powtórzyć.

Dyrektor wykonawczy ekipy Alpine, Marcin Budkowski dodał: - Aż do momentu, gdy do końca pozostało kilka okrążeń, nie wiedzieliśmy czy się uda. Jednak w pewnej chwili stało się jasne, że ściągnięcie go do boksu w połowie wyścigu wcale nie sprawi, iż pojedzie szybciej. Musiałby przejść przez fazę ziarnienia i postanowiliśmy zostawić go na torze, również na podstawie tego, co robią inni.

- Czekaliśmy na samochód bezpieczeństwa lub przeschnięcie toru. Z biegiem czasu patrzyliśmy na dane i słuchaliśmy jego opinii. Spoglądaliśmy też na ujęcia z kamery pokładowej. W końcu stwierdziliśmy, że damy radę dojechać do końca. Oczywiście, nie pozostałby na torze, gdyby istniały jakieś obawy dotyczące bezpieczeństwa - wyjaśnił Marcin Budkowski.

 

Czytaj również:

akcje
komentarze
Tsunoda walczył dla Verstappena
Poprzedni artykuł

Tsunoda walczył dla Verstappena

Następny artykuł

Hamiltonowi brakowało informacji

Hamiltonowi brakowało informacji
Załaduj komentarze