Szef Ferrari odwrócił wzrok
Szef Ferrari nie dał rady oglądać końcówki Grand Prix Austrii, gdy pojawiły się obawy, że Charles Leclerc nie dowiezie zwycięstwa do mety wyścigu na Red Bull Ringu.

Chwilę po tym, jak doszło do awarii jednostki napędowej w F1-75 Carlosa Sainza, wyglądało na to, że nieszczęście Ferrari może być jeszcze bardziej spotęgowane, ponieważ lider wyścigu Charles Leclerc skarżył się, że pedał gazu w jego samochodzie nie działa prawidłowo.
Gdy Max Verstappen podążający na drugiej pozycji zmniejszył dystans do Monakijczyka, w garażu włoskiej ekipy oraz na ich pit wall pojawiły się ogromne nerwy.
Napięcie było już tak duże, że szef zespołu Mattia Binotto przyznał, że nie był w stanie śledzić przebiegu rywalizacji, nie spoglądał nawet na ekrany z pomiarem czasu.
- Szczerze mówiąc, nie wiem - odparł zapytany na antenie Sky Sports F1, co było nie tak z pedałem przepustnicy w aucie Leclerca. - Słyszałem o tym, sprawdzaliśmy dane, ale musimy poczekać z tym, aż wróci do nas samochód. Wówczas ustalimy czy doszło do usterki mechanicznej, czy pojawił się inny problem. Ja w tamtym momencie przestałem oglądać wyścig.
- Nawet nie patrzyłem na monitory z pomiarem czasu. Rozglądałem się tylko na boki - kontynuował.
Leclerc jednak zdołał utrzymać pierwsze miejsce i wygrał trzeci wyścig w sezonie 2022, pierwszy od czasu GP Australii.
Binotto wskazał, że wynik ma bardzo duże znaczenie dla morale jego stajni, ale w ich szeregach panuje też uczucie rozczarowania, bowiem gdyby nie awaria w bolidzie Sainza, mieliby szanse na dublet.
- Oczywiście bardzo się cieszę, bo to nasze drugie zwycięstwo z rzędu. Poprzednio wygraliśmy na Silverstone, a teraz tutaj. To było dla nas ważne aby się podnieść po kilku wyścigach, w których nie zdołaliśmy triumfować.
- Mamy potencjał i oczywiście cieszymy się z najwyższego stopnia podium, ale jesteśmy też trochę rozczarowani z powodu awarii w samochodzie Carlosa, bo ta niedziela mogła być dla nas jeszcze lepsza - zaznaczył.
Po komfortowym zwycięstwie Verstappena w sobotnim sprincie, spodziewano się, że Ferrari nie zdoła zagrozić formacji Red Bull Racing. Binotto pytany, skąd taka różnica w osiągach między sobotą a niedzielą wskazał, że opłaciła się strategia wywierania presji na obrońcy tytułu.
- Szczerze mówiąc trudno mi ocenić, co robią inni - powiedział Binotto. - Przyjrzeliśmy się danym ze sprintu i staraliśmy się znaleźć jak najlepszy balans w aspekcie właściwej pracy opon, aby odpowiednio nimi zarządzać. Kierowcy wykonali fantastyczną pracę, obaj. Radzili sobie bardzo dobrze. Wywierali presję na Maxa od początku wyścigu, co stanowiło najistotniejszą różnicę w porównaniu do sprintu.
- Zdecydowaliśmy, że najlepszą opcją będzie próba zmuszenia Maxa do szybkiej jazdy, co negatywnie oddziaływało na stan opon w jego samochodzie. Ta taktyka dobrze się sprawdziła - podsumował.

Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.