Holenderski kierowca podczas piątkowych treningów aż dwukrotnie musiał uznać wyższość Lando Norrisa, który w ten weekend ma pierwszą w karierze szansę na przypieczętowanie tytułu mistrzowskiego F1.
Lider klasyfikacji generalnej uzyskał najlepsze czasy zarówno w FP1, jak i FP2, a Verstappen kończył oba treningi tuż za nim: najpierw z minimalną stratą (+0,008 s), a podczas bardziej miarodajnej sesji ze znacznie większą stratą (+0,363 s).
Przewaga McLarena na torze Yas Marina wyglądała na stabilną, a Holender nie krył, że Red Bull potrzebuje dużego postępu, żeby liczyć się w walce o cokolwiek podczas Grand Prix Abu Zabi.
- Ogólnie byłem całkiem zadowolony z auta, ale musimy być po prostu szybsi. Wciąż nam brakuje tempa. Jesteśmy w przyzwoitym oknie ustawień, ale to za mało.
Kierowca Red Bulla zwrócił uwagę na problemy z prowadzeniem RB21.
- Cały czas walczymy z pracą samochodu na nierównościach. Zarówno tempo kwalifikacyjne, jak i wyścigowe musi być lepsze. To spora różnica do odrobienia.”
Jeszcze gorzej wyglądało to w drugim Red Bullu. W FP1 Arvid Lindblad był dopiero 15., a Yuki Tsunoda, wracający do auta na swoją ostatnią rundę w barwach zespołu, skończył FP2 na 17. miejscu.
Max Verstappen, Red Bull Racing
Autor zdjęcia: Zak Mauger / LAT Images via Getty Images
Helmut Marko potwierdził, że sytuacja jest daleka od ideału.
- Ani tempo wyścigowe, ani kwalifikacyjne nie jest satysfakcjonujące. Tracimy najwięcej w trzecim sektorze. Samochód ma podsterowność, której Max wyjątkowo nie lubi.
Choć Verstappen stoi przed zadaniem niemal niemożliwym, bo Norris potrzebuje tylko podium, aby sięgnąć po tytuł, Red Bull nie liczy specjalnie na pomoc rywali.
- Mercedes i Ferrari nie wydają się wystarczająco szybkie, żeby pokonać Lando - ocenił Marko.
W Red Bullu zdają sobie sprawę, że walka o mistrzostwo wymagałaby błędu ze strony McLarena. To zresztą nie byłaby nowość: to właśnie potknięcia rywali otworzyły Verstappenowi drogę do powrotu do gry – od katastrofalnej strategii w Katarze po podwójne wykluczenie McLarena w Las Vegas.
W połączeniu z udanymi poprawkami Red Bulla wprowadzonymi na włoskiej Monzy Holender odrobił gigantyczną, ponad 100 punktową stratę.
- Zrobiliśmy świetny comeback. Kiedy wszystko się zgrywa, Max potrafi uderzyć w idealnym momencie. Ale po drugiej stronie są dwa McLareny, a my mamy tylko jedno auto z realnym tempem.
Verstappena i Red Bulla czeka zatem weekend, który musi być perfekcyjny. Norris natomiast ma w rękach wszystkie karty, ale zespół podatny na popełnianie błędów będąc pod presją. W niedzielę okaże się, czy po czterech latach dominacji Holendra w F1 dojdzie do zmiany warty.
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.
Czytanie i publikowanie komentarzy