W Haasie obawiano się eskalacji konfliktu

Szef ekipy Haas F1 Günther Steiner przyznał, że na pewnym etapie minionego sezonu obawiał się, iż napięta sytuacja pomiędzy obydwoma kierowcami - Kevinem Magnussenem i Romainem Grosjeanem - stanie się niemożliwa do opanowania.

W Haasie obawiano się eskalacji konfliktu

Duet reprezentantów amerykańskiej ekipy starł się ze sobą kilkukrotnie, a do najpoważniejszych incydentów doszło w czasie rywalizacji w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Niemczech.

Po zdarzeniu na Silverstone, gdzie oba bolidy zetknęły się kołami, dojeżdżając jednak później na punktowanych pozycjach, Steiner poczuł, że radzenie sobie z kierowcami staje się niepotrzebną walką, zwłaszcza w obliczu problemów, które Haas miał z samochodem.

Zapytany przez Autosport.com/Motorsport.com czy sytuacja wymknęła się spod kontroli, Steiner odpowiedział: - O tak, zdecydowanie. Po Silverstone doszło to do takiego punktu, że nie było szans na dalsze funkcjonowanie. Mieliśmy problemy z samochodem, mieliśmy je również z kierowcami.

- To była wielka walka. Nie narzekam, byłem po prostu niemal pod ścianą. Chodzi też o motywację zespołu. Poddaję całą ekipę sporej presji, aby pracowali jak najlepiej, a oni dwaj [kierowcy] zderzają się potem w zakręcie numer 5. W pewnym momencie nie dało się tym już dłużej zarządzać.

Steiner uważa, że zarówno Magnussen, jak i Grosjean zapomnieli, że najważniejszy jest zespół, a wysokie oczekiwania były jednym z czynników prowadzących do ich starć.

- Przestali myśleć o zespole. W Barcelonie i na Silverstone zakwalifikowali się wysoko i mieli okazję na punkty. Zapomnieli jednak, że owe punkty należą również do ekipy, a nie tylko do nich. Czy robili to przez presję? Może się kiedyś tego dowiem, a może nie.

Magnussen, który ponownie będzie partnerem Grosjeana w sezonie 2020, uważa, że cała sytuacja została wyolbrzymiona w mediach, a on sam nie miał nigdy żadnych problemów z kolegą z zespołu.

- Było to denerwujące, ponieważ media zrobiły z tego duży temat - powiedział Duńczyk w rozmowie z Motorsport.com. - Stworzyło to coś w rodzaju sytuacji kryzysowej, a tak naprawdę ani ja, ani on nie mieliśmy żadnych zatargów. Rozmawialiśmy przez telefon tydzień po Silverstone i nic złego się nie działo.

- Oczywiście, zespół uważa, że zawiedliśmy. Natomiast nie takie były intencje. Myślę, że całe to zamieszanie zbliża nas do siebie i zdobyte doświadczenie pomoże w przyszłości.

- Zaletą Günthera jest to, że mówi to co myśli i przedstawia sytuację taką, jaką ona jest - zakończył Kevin Magnussen.

Czytaj również:

akcje
komentarze
Latifi nie jest za stary

Poprzedni artykuł

Latifi nie jest za stary

Następny artykuł

Ferrari przywita kobietę w Akademii

Ferrari przywita kobietę w Akademii
Załaduj komentarze