W Hockenheim czują ulgę

Szef Hockenheimring Jorn Teske przyznał, że w obliczu aktualnej sytuacji wcale nie martwi go fakt utraty miejsca w kalendarzu Formuły 1.

W Hockenheim czują ulgę

Kierowcy Formuły 1 pożegnali się w ubiegłym roku z torem w Hockenheim. Jeden z najciekawszych wyścigów sezonu wygrał Max Verstappen. Polscy kibice z pewnością zapamiętają dziesiąte miejsce Roberta Kubicy wywiezione z deszczowej Badenii-Wirtembergii.

Niemieccy organizatorzy utracili miejsce w kalendarzu kosztem Wietnamu. Teske w rozmowie z dziennikiem Mannheimer Morgen przyznał, że w obliczu aktualnej sytuacji czuje ulgę. Pandemia koronawirusa powodująca niepewność co do każdego kolejnego grand prix mogłaby wpędzić zarządzających obiektem w poważne tarapaty. Martwić nie trzeba się m.in. o zwroty biletów.

- Wyobraźcie sobie, że musicie zwrócić 30-40 tysięcy biletów bez żadnej informacji co do tego na kiedy wyścig może zostać przełożony. Pod względem finansowym nic nie straciliśmy.

Teske dodał jednak, że powyższe pozytywy dotyczą jedynie Formuły 1. Tor, podobnie jak wiele innych obiektów sportowych, nie może zarabiać na bieżącej działalności.

- Mówimy o milionowych stratach, które trudno w tej chwili dokładnie oszacować. Nie możemy organizować jazd na torze, żadnych wydarzeń dla publiczności, hotel jest zamknięty, podobnie jak muzeum. Brakuje też dochodów z usług gastronomicznych.

- Jednocześnie jakiekolwiek planowanie jest niemożliwe, ponieważ nikt nie wie do kiedy potrwa ta sytuacja i co wydarzy się w czerwcu. Obostrzenia mogą zostać przedłużone. Jesteśmy jednak pewni, że przetrwamy ten sezon - zakończył optymistycznym akcentem Jorn Teske.

Czytaj również:

akcje
komentarze
Wsparcie od Rona Dennisa

Poprzedni artykuł

Wsparcie od Rona Dennisa

Następny artykuł

GP Holandii ucina spekulacje

GP Holandii ucina spekulacje
Załaduj komentarze