Przejdź do głównej treści
Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj
Sam Bird, McLaren

W trosce o bezpieczeństwo kierowców

FIA wprowadzi w Formule E nowe rozwiązanie techniczne, mające minimalizować kontuzje po wypadkach.

Od wielu lat bezpieczeństwo w motorsporcie stawiane jest na pierwszym miejscu, a z każdym kolejnym sezonem zagrożenie życia kierowców i osób postronnych jest coraz niższe. Z jednej strony wpływa na to regularna aktualizacja systemów i procedur - z drugiej projektowanie i modyfikowanie samochodów w trosce o zdrowie zawodników.

Od dłuższego czasu problemem w Formule E stały się urazy nadgarstków kierowców. W nowych bolidach trzeciej generacji zawieszenie i koła zostały odsłonięte, przez co impakt uderzenia przenoszony jest na układ kierowniczy. Od przyszłego sezonu ma się to jednak zmienić.

Dotychczas silne uderzenie kołem w bandę lub inny samochód powodowało przekazanie siły na kolumnę kierownicy, która wprawiała w ruch obrotowy kierownicę, mogąc połamać ręce zawodnikowi, który nie zdążył odpowiednio wcześnie jej puścić.

Jake Hughes, Maserati MSG Racing after the crash

Jake Hughes, Maserati MSG Racing after the crash

Autor zdjęcia: Andrew Ferraro / Motorsport Images

Głównym impulsem do zmian były wypadki z udziałem Robina Frijnsa i Sama Birda. Obaj kierowcy musieli przejść operacje i opuścić część sezonu. Ponieważ wszyscy konstruktorzy korzystają z identycznego podwozia i zawieszenia, znalezienie rozwiązania nie było wyzwaniem.

Międzynarodowa Federacja Samochodowa przyjrzała się wnikliwie obu incydentom - choć były one zupełnie inne, zarówno Bird, jak i Frijns doznali kontuzji z tej samej przyczyny. Brytyjczyk do końca życia będzie miał w ręce 9 śrub, a Holender blizny po złamaniu ręki w trzech miejscach. Analiza wykazała, że w momencie uderzenia kierownica obraca się nawet 10-krotnie szybciej, niż może to zrobić kierowca.

Aby skutecznie zapobiec złamaniom rąk i nadgarstków w przyszłości, firma Spark i FIA wspólnie opracowały amortyzator kierowniczy (Steering Damper). Jego działanie sprawi, że prędkość obrotu kierownicy zostanie zredukowana o maksymalnie 40%, a równocześnie kierowcy nie odczują różnicy w prowadzeniu bolidu.

FIA Crash test for the new steering damper

FIA Crash test for the new steering damper

Autor zdjęcia: FIA

Wprowadzenie elementu nie będzie równie skomplikowane i czasochłonne co w przypadku pit stopów. Symulacje i testy zderzeniowe przebiegły pomyślnie, a kierowcy, którzy sprawdzili system na torze, byli z niego bardzo zadowoleni.

- Nie chcieliśmy zwiększać wysiłku potrzebnego do prowadzenia auta – wyjaśnił Nuno Costa, dyrektor ds. bezpieczeństwa FIA. - System miał działać tylko w momencie uderzenia. Symulowaliśmy kolizje i testowaliśmy system z amortyzatorem oraz bez niego, aby sprawdzić wszystkie założenia i koncepcje.

- FIA odnotowała nasze wypadki i zrobiła wszystko, co możliwe, aby tego rodzaju urazy dłoni już się nie zdarzały - powiedział Sam Bird.

- Jeśli dojdzie do wypadku, amortyzator kierowniczy przejmuje całą siłę z kierownicy kierownicę, tak aby nie wyrwało jej z rąk kierowcy - dodał Robin Frijns.

Czytaj również:
Poprzedni artykuł Ostatnia szansa i mistrzostwo świata
Następny artykuł Frijns odchodzi

Najciekawsze komentarze

Więcej o Maciej Klaja

Najnowsze wiadomości