Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Polak mistrzem Europy w debiutanckim sezonie

Grzegorz Rożalski zakończył swój pierwszy sezon Mistrzostw Europy w Wyścigach Górskich na pierwszym miejscu w Kategorii 1, Grupy 1.

Grzegorz Różalski

Grzegorz Rożalski

Polski kierowca ścigający się w samochodzie Mitsubishi Lancer Evo 9, po dwóch latach startów w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski, w których najpierw zdobył tytuł wicemistrzowski, a następnie mistrzowski, w 2025 roku przystąpił po raz pierwszy do europejskiego cyklu FIA EHC.

Rywalizację na 11. trasach rozrzuconych po całym Starym Kontynencie, w tym także Polsce, zakończył na czwartej pozycji w klasyfikacji generalnej i pierwszej w swojej klasie samochodów z zamkniętym dachem. Dodatkowo przyznane zostało mu trofeum w kategorii „Best Performer” dla najlepszego kierowcy.

- Przygodę z wyścigami górskimi zaczynałem w 2023 roku, wcześniej ścigałem się od 17 roku życia, kiedy tylko uzyskałem prawo jazdy - powiedział w rozmowie z Motorsport.com. - Najpierw startowałem w KJS-ach, różnego rodzaju sprintach, potem w time attack, natomiast karierę kierowcy hillclimbowego zacząłem bardzo późno, na co też wpływały koszty, na które nie mogłem sobie pozwolić.

- Jak dziś pamiętam, gdy pierwszy raz siadłem za kierownicą Lancera Evo, który wtedy miał 800 koni. W moim pierwszym wyścigu w Korczynie naprawdę walczyłem o życie na każdym zakręcie i odcisnął on na mnie tak niesamowite piętno, że po całym wyścigu, kiedy usiadłem, pomyślałem: Boże, ja mam dwójkę dzieci, co ja tu robię?

- Natomiast z każdym kolejnym przychodziło to płynniej, ponieważ człowiek oswajał się z tym samochodem, oswajał się z tą dyscypliną i udawało mi się jeździć coraz szybciej oraz wyciągałem coraz więcej wniosków, co wpływało na pewnego rodzaju płynność jazdy, bezpieczeństwo i wiele innych aspektów.

Grzegorz Rożalski

Grzegorz Rożalski

- Pierwszy sezon był dla mnie ciężkim sezonem, bo zmagaliśmy się z problemami z samochodem. Ówczesny zespół niestety nie dawał rady, więc w kolejnym roku zmieniłem ekipę i już w 2024 udało mi się zdobyć tytuł mistrza Polski w klasyfikacji generalnej i pobić pięć rekordów na siedmiu trasach, na których startowałem, z czego ogromnie się cieszę.

- Natomiast wiadomo, że przy tego typu samochodach powtarzalność nie zawsze jest łatwa do uzyskania, ponieważ często prześladują nas pewnego rodzaju usterki. Auto w obecnej specyfikacji ma dużo ponad tysiąc koni, więc przy tak wykręconych mocach, no niestety, pewne podzespoły czasami odmawiają posłuszeństwa.

- Natomiast to, co miałem osiągnąć w Polsce, udało mi się zrobić w dość krótkim czasie więc chcieliśmy pójść dalej i spróbować czegoś innego. I rzeczywiście Europa dla mnie była niesamowita. To jest doświadczenie, które będę pamiętał do końca życia z kilku powodów.

- Po pierwsze wyjeżdżam niesamowicie szybkim samochodem na trasy, których kompletnie nie znam. W hillclimbingu mamy tylko jedną szansę, kiedy podjeżdżamy na start, to musimy być skupieni na 100%. Śmieję się, że udaje mi się dojść do poziomu skupienia, w którym widzę, jak mucha macha skrzydłami, a sekunda trwa 3 sekundy.

- Hillclimbing ma to do siebie, że mamy tylko dwa podejścia i w każdym ze startów musimy przejechać optymalnie, bo to jest jedyna szansa na to, żeby wygrać, ponieważ liczy się suma czasów. Rzeczywiście wchodząc w Europę, oprócz skomplikowanej logistyki, ponieważ mieliśmy 11 wyścigów rozrzuconych po całej Europie, od Portugalii po kraje bałkańskie, Niemcy, Szwajcarię, Francję, poważnym problemem była znajomość tras.

Grzegorz Rożalski

Grzegorz Rożalski

- Nawet jeżeli przyjeżdżam wcześniej, uczę się tej trasy, każdy zakręt opisuję czterema, pięcioma parametrami, oczywiście każdą muszę znać idealnie, każde pochylenie, każdy kąt, każdą łatę na drodze, żeby tym samochodem pojechać optymalnie. Przy jeździe w trybie wyścigowym często otwierają się pewne elementy, których nie zauważamy wcześniej i dlatego ten pierwszy sezon jest najtrudniejszy - właśnie ze względu na te elementy.

- Ja wszedłem w EHC jako nowicjusz, przysłowiowy żółtodziób i uważam, że nawet udawało nam się trzymać bardzo dobre tempo, natomiast jednak jasno trzeba zaznaczyć, że brak doświadczenia na trasach europejskich jest dość dużym wyzwaniem.

- Zespół pracował naprawdę na tak wysokim poziomie, że nawet jeżeli mierzyliśmy się z jakimiś problemami, to w ciągu chwili potrafiliśmy je usuwać.

- Wydaje mi się, że największym dla mnie problemem była zmienna pogoda. Jeżeli w sobotę na podjazdach treningowych padał deszcz, a w niedzielę było słońce, to na trasie, na której nigdy nie jechałem, bardzo ciężko było znaleźć setup. W sytuacji zmiennej pogody, no niestety musimy czasami improwizować, ponieważ warunki potrafią zburzyć plany albo pewną konsekwencję w działaniach.

Słuchaj, zabieraj samochód, nie jedziemy tutaj.

Jedną z najlepiej znanych Rożalskiemu tras była Limanowa, polski odcinek na którym startował w GSMP. Doświadczenie zdobyte podczas poprzednich zawodów zaowocowało zdobyciem podwójnego zwycięstwa i kompletu 25 punktów.

- Tak jak powiedziałem, jeżeli już znam trasę, mam swojego boarda, czyli mam materiał, na którym mogę pracować, to dużo łatwiej jest mi optymalizować jazdę - kontynuował. - Także na pewno w Limanowej było mi dużo, dużo łatwiej niż na każdym innym wyścigu i to trzeba jasno zaznaczyć.

- Ale były też takie wyścigi, jak na przykład w Hiszpanii, kiedy wjechałem na trasę, i gdy zobaczyłem jak wygląda, to zadzwoniłem do mojego inżyniera i z przekorą powiedziałem: „Słuchaj, zabieraj samochód, nie jedziemy tutaj”. On pyta się: „Dlaczego?”, a ja mówię: „To jest tak wąska trasa, kompletnie nie pasująca pod specyfikację naszego auta”.

- Oczywiście to był żart. Pojechaliśmy i w Hiszpanii również udało się wygrać. Natomiast w pierwszym etapie sezonu borykaliśmy się z dwoma problemami. Pierwszym - układem wspomagania kierownicy, który przy zwiększonych obrotach silnika niestety nie wytrzymywał i musieliśmy go wielokrotnie przebudowywać. 

- Drugim był zwiększony moment obrotowy silnika, który powodował, że mieliśmy problem z ustawieniem zbieżności. Także nawet w Hiszpanii to bardziej była jazda na zasadzie balansowania samochodem, na przekładaniu środka ciężkości z lewej na prawą w ciasnych zakrętach, ponieważ ciężko było utrzymać go w prostej linii.

- Ale po tej rundzie poradziliśmy sobie z tym problemem i samochód od połowy sezonu zaczął jechać zupełnie inaczej, zaczął iść za przysłowiową ręką, więc dawało to ogromną satysfakcję.

Mój lekarz zabronił mi dalszych startów w wyścigach w tym sezonie.

Droga Rożalskiego po tytuł mistrzowski nie była usłana różami. Udane rundy, nawet jeśli z przygodami, to tylko jedna strona medalu. Po drugiej znalazł się między innymi wypadek z Francji, który omal nie wykluczył go z całego sezonu.

- Podczas pierwszego wyścigu we Francji miałem poważny wypadek, najechałem na rozlaną plamę oleju i uderzyłem w ścianę skalną, całkowicie rozbijając samochód - wspominał.

- Miałem problemy z kręgosłupem, pęknięty kręg szyjny i mój lekarz zabronił mi dalszych startów w wyścigach w tym sezonie. Ale ja z reguły jestem uparty i dążę do celu, więc pomimo, że - tak to ujmę - „rozbitych morali”, zespół odbudował w dwa tygodnie samochód i udało się pojechać dalej.

- Proszę sobie wyobrazić, to były święta. Mój zespół nie świętował, oni cały ten czas spędzili w garażu. Lany poniedziałek, niedzielę pracowali przy budowie samochodu.

- Kolejną rundę jechaliśmy w Austrii, gdzie zdarzył się jedyny przykry incydent, mianowicie w nocy ktoś odkręcił mi śrubę od kolektora ssącego.  I to była jedyna sytuacja negatywna w całym tym sezonie. Więc Austria też poszła nam jak po grudzie, ponieważ zabrakło doładowania, samochód ledwo jechał i na przejeździe wyścigowym niestety nie wykręciliśmy czasu.

- Oczywiście później dalej gnębiły nas pewne problemy, ale w połowie sezonu przełamaliśmy tę złą passę i zaczęliśmy jechać naprawdę, uważam, w niezłym tempie. Natomiast z czego mogę się cieszyć i czym mogę się poszczycić, to jestem pierwszym kierowcą w historii Polski, który wygrał w grupie pierwszej, czyli w najmocniejszych autach i przy okazji zdobyliśmy też tytuł Best Performer Driver, czyli najlepszy kierowca sezonu.

 
Poprzedni artykuł Olkucka z niewielką poprawą
Następny artykuł Sztuka we FRECA po raz trzeci

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry