Formuła 1
01 lis
-
03 lis
Wydarzenie zakończone
14 lis
-
17 lis
Race za
08 Godziny
:
59 Minuty
:
48 Sekundy
WRC
24 paź
-
27 paź
Wydarzenie zakończone
14 lis
-
17 lis
Wydarzenie zakończone
RSMP
04 paź
-
06 paź
Wydarzenie zakończone
MPRC
05 paź
-
06 paź
Wydarzenie zakończone
Zobacz pełną wersję:

Sukces czy bardziej porażka?

akcje
komentarze
Sukces czy bardziej porażka?
27 paź 2011, 14:06

Za nami kolejny finał światowy serii Rok Cup z udziałem polskich zawodników.

We włoskim Lonato wystąpiło ich w tym roku dwudziestu. Po kilku dniach odpoczynku i refleksji możemy pokusić się o podsumowanie występu Polaków.

Do Lonato jechaliśmy z nadziejami. Nadziejami na podium. Kto mógłby na nim stanąć? Z pewnością było kilku polskich faworytów, którzy mogliby powtórzyć polskie sukcesy z lat poprzednich. Znakomity występ kilku z nich w rozegranej tydzień wcześniej drugiej eliminacji włoskiego pucharu Jesieni prognozował wysoką formę naszych zawodników. Niestety, ostatecznie Polaków zabrakło wśród czołowych kierowców finału światowego, co wyraźnie pokazało, że mimo rosnącego poziomu i frekwencji w kraju, coraz bardziej oddalamy się od światowej czołówki.

Najlepszy wynik w finałach A uzyskał Marcel Grudziński. Jako jedyny z Polaków, zwycięzca polskiej serii Rok Cup, wyjechał z Lonato z pucharem (nagradzano ośmiu zawodników). Ósme miejsce młodego gdynianina w kategorii Mini Rok to z pewnością spore osiągnięcie, tym bardziej, że Grudziński wystartował do finału z 27. pozycji. Do pozostałych Polaków należała druga połowa stawki finalistów. Na 14. miejscu na mecie zameldował się Jakub Masztalerz, 22. był Jan Krencisz, a 25. i 26. miejsce zajęli Michał Kasiborski i Filip Wójcik. Szczególnego pecha w finale A miał Jan Krencisz, który po bardzo dobrym starcie uczestniczył w kolizji i spadł na odległe miejsce.

W stawce ścisłych finalistów kategorii Mini zabrakło jedynie Piotra Parysa jr, który tydzień wcześniej tryumfował w obu wyścigach kończącej włoski Puchar Jesieni eliminacji. Niestety pech Polaka w biegach eliminacyjnych pozbawił go nadziei na dobre zakończenie sezonu.

Mini Rok był kategorią najliczniej obsadzoną przez naszych kierowców. Udział aż pięciu z nich w ścisłym finale to zadowalający wynik. Więcej było tylko Włochów (8), i tyleż samo co Polaków Amerykanów. Różnica między tymi trzema krajami jest jednak znaczna. Włosi i Amerykanie w ścisłej czołówce finalistów mieli po trzech zawodników. My, niestety, tylko jednego.

Z nadziejami przyglądaliśmy się również poczynaniom naszych kierowców w kategorii Junior Rok. Niezły występ Polaków w Pucharze Jesieni był dobrym prognostykiem przed finałem. Karol Lubas zajął w nim drugą pozycję, a kolejne – 6. i 9. Michał Śmigiel i Krzysztof Frankowski.

Do finału A zakwalifikowało się tylko tych dwóch pierwszych. Frankowski, Dominik Morawski (Lonato opuścił przed finałem) i Oskar Kałuża musieli zadowolić się finałem B, radząc sobie w nim ze zmiennym szczęściem. Frankowski zakończył swój udział na miejscu 7., natomiast Kałuża finiszował o dziesięć miejsc dalej.

Ostateczne pozycje Polaków w finale A, choć mniej zadowalające dla obserwatorów, dla samych kierowców okazały się satysfakcjonującym wynikiem. Karol Lubas, który po raz pierwszy wystąpił na finale światowym w tej kategorii, uplasował się na 16. miejscu. Michał Śmigiel, również debiutant, po nieprzyjemnej przygodzie po starcie i incydencie na pierwszych okrążeniach na odległej 30. pozycji. Obaj kierowcy za cel postawili sobie awans do finału A tej imprezy i go zrealizowali.

W finale A kategorii Super Rok Polaków nie zobaczyliśmy, choć mieliśmy nadzieję na występ Michała Huebnera (46. pozycja po biegach kwalifikacyjnych). Polski kierowca dobrze sobie radził w eliminacjach, ale ostatecznie do awansu do światowej czołówki zabrakło 15 punktów. Poniżej oczekiwań zaprezentował się Patryk Kempiński, który po eliminacjach zajął odległe 57. miejsce (do finału A awansowało 34 spośród 68 kierowców). W finale B Kempiński przyjechał natomiast najwyżej z grona Polaków plasując się ostatecznie na 16. miejscu.

Udział w tej kategorii Mariusza Szymczaka i Janusza Gładysza można uznać za treningowy. Obaj kierowcy, którzy w Polsce przejechali wszystkie rundy serii Rok (Szymczak został mistrzem kraju z dość dużą przewagą) wypadli dość blado na tle znacznie młodszej międzynarodowej stawki. Jednak w ich przypadku cele i oczekiwania były zupełnie inne.

W najbardziej prestiżowej kategorii finału światowego, Rok, mieliśmy pięciu reprezentantów. Największe nadzieje wiązaliśmy ze startem Huberta Cebulskiego i Bartłomieja Mireckiego. Obaj bez większych problemów uzyskali awans do finału A, prezentując się w biegach kwalifikacyjnych nad wyraz dobrze. Hubert Cebulski, dla którego włoska impreza była najprawdopodobniej ostatnią w kartingowej karierze kierowcy znakomicie pojechał dwa biegi kwalifikacyjne, w obu z nich uzyskując najlepszy czas wyścigu (I i II miejsce), dwukrotnie identyczny, co świadczy tylko o doświadczeniu i równej jeździe polskiego zawodnika. O pozycji startowej do finału A Cebulskiego zaważył incydent z trzeciego biegu kwalifikacyjnego, po którym Polak opuścił tor i stracił czołową pozycję.

Równie udanie przebijał się przez eliminacje Bartłomiej Mirecki, który dwukrotnie był trzeci, raz finiszując na szóstej pozycji.

Trójkę Polaków w finale A uzupełnił Jakub Kierasiński, który zakończył swój udział w Lonato na 24. miejscu. Pozostali kierowcy, Daniel Szmelcuch i Michał Danek, musieli zadowolić się startem w finale B imprezy. Szmelcuch zameldował się na mecie na 11. miejscu, Danek uczestniczył w kolizji już na pierwszym okrążeniu, która wykluczyła go z dalszego udziału.

W finale A kategorii Rok po cichu liczyliśmy na przebojową jazdę Mireckiego i Cebulskiego, jednak to nie oni wystąpili w rolach głównych. Obaj wystartowali z tej samej linii i obaj uczestniczyli w incydencie na pierwszych okrążeniach, co znacznie zmniejszyło ich szanse na wywalczenie miejsca choćby w pierwszej piątce. Blisko tego celu był jednak Hubert Cebulski, który zdołał przebić się na 7. lokatę, ale po jednej z prób wyprzedzenia wolniej jadących przed nim zawodników ...stracił w swoim gokarcie koło i resztę wyścigu musiał oglądać ze stanowiska sędziowskiego. Mirecki natomiast zameldował się na mecie na 15. miejscu, co z pewnością jest poniżej oczekiwań i jego możliwości.

Z Lonato wyjeżdżaliśmy zatem bez większych sukcesów, zaledwie z jednym, „pamiątkowym” pucharem wywalczonym przez polskiego mistrza najmłodszej kategorii Marcela Grudzińskiego. Tegoroczny finał światowy pokazał różnice pomiędzy polskim kartingiem a resztą świata. Co prawda polska reprezentacja nie wypadła aż tak bardzo źle, ale z pewnością poniżej przedfinałowych oczekiwań. Apetyty były znacznie większe, zwłaszcza, że w latach poprzednich polskich sukcesów w finale światowym Rok nie brakowało.

W tegorocznym finale straciliśmy miano drugiej co do liczebności reprezentacji. Wyprzedziła nas Południowa Afryka, która stawiła się w Lonato w sile 21 kierowców.

Paweł Surynowicz
Polski Karting
 

Następny artykuł
Czworo Polaków w finałach

Poprzedni artykuł

Czworo Polaków w finałach

Następny artykuł

Finał sezonu WSK

Finał sezonu WSK
Załaduj komentarze

O tym artykule

Serie Karting