Emocje Marqueza

Marc Marquez, po dziewięciomiesięcznej przerwie ponownie w stawce MotoGP, cieszył się z występu w Grand Prix Portugalii, a po zakończeniu rywalizacji nie mógł opanować emocji.

Emocje Marqueza

Marquez wrócił do rywalizacji po trwającej od lipca przerwie. W niedzielę Hiszpan stanął na polach startowych po 265-dniowej absencji dzielącej wyścig w Portimao od ubiegłorocznego Grand Prix Hiszpanii. W międzyczasie sześciokrotny mistrz MotoGP przeszedł trzy operacje kontuzjowanej prawej ręki.

28-latek ruszał jako szósty. Świetny start pozwolił mu być przez chwilę nawet na trzeciej pozycji. Potem na wymagającym fizycznie Autodromo Internacional do Algarve  Marquez zaczął tracić dystans. Plasował się w okolicy końca pierwszej dziesiątki. Po przygodach rywali zajął siódme miejsce, o niemal 5 s wyprzedzając brata Alexa. Strata do zwycięzcy Fabio Quartararo wyniosła 13 s.

Po zjeździe do garażu zmęczony Marquez nie ukrywał towarzyszących mu emocji:

- Jestem osobą, która lubi trzymać wiele rzeczy w środku, ale kiedy dotarłem do garażu i zobaczyłem swoich mechaników, po prostu wybuchłem i nie byłem w stanie kontrolować emocji - powiedział Marquez. - Od długiego czasu marzyłem o takim dniu, o ukończeniu wyścigu MotoGP. To największy z dotychczasowych kroków w mojej rehabilitacji.

- Poczucie, że jestem jeźdźcem MotoGP było moim marzeniem. I dziś się spełniło. Kiedy więc dotarłem do boksu, pojawiła się eksplozja emocji, mimo że byłem zmęczony, wręcz wyczerpany.

Poproszony o bardziej szczegółowy opis wyścigu w swoim wykonaniu, Marquez odparł:

- Najtrudniejsze były chyba pierwsze okrążenia, ponieważ czułem się trochę nieswojo. Gdy w szkole grasz w piłkę ze starszymi, ogrywają cię, jak chcą. Podczas pierwszych okrążeń byłem jakby nie na swoim miejscu. Nie miałem tempa, nie mogłem kontrolować motocykla i wszyscy zaczęli mnie wyprzedzać.

- Jednak potem uspokoiłem się nieco, nie walczyłem, odnalazłem się i zwiększałem tempo krok po kroku. Swoje najlepsze okrążenie zaliczyłem pod koniec wyścigu. W samej końcówce poczułem się jeszcze lepiej i próbowałem złapać [Aleixa] Espargaro, ale nagle moje ciało powiedziało dość.

- Przez sześć [ostatnich] okrążeń po prostu siedziałem na motocyklu, próbując ukończyć wyścig. Najważniejsze, że się udało. Finiszowałem jedynie 13 s za Quartararo. To niewiarygodne - podsumował szczęśliwy Marc Marquez.

Czytaj również:

 
akcje
komentarze
Mir wierny swojej zasadzie
Poprzedni artykuł

Mir wierny swojej zasadzie

Następny artykuł

Suzuki pozostaje w stawce MotoGP

Suzuki pozostaje w stawce MotoGP
Załaduj komentarze