Przejdź do głównej treści
Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj
Franco Morbidelli, VR46 Racing Team

Walka na najwyższym poziomie

Jednym z głównych tematów po Grand Prix Aragonii była zacięta walka pomiędzy Franco Morbidellim a Ferminem Aldeguerem.

Jeźdźcy Gresini i Team VR46 walczyli ze sobą przez kilka okrążeń i nawet w pewnym momencie doszło między nimi do kontaktu. Po wyścigu Morbidelli opisał, co działo się w jego głowie podczas walki.

- W mojej głowie krążyła czysta adrenalina - powiedział Morbidelli. - Można ją było rozlać i zrobić z niej napój adrenalinowy w tym momencie wyścigu.

- To był ryzykowny wyścig. Bardzo się zmęczyłem, zwłaszcza w pierwszej połowie nie czułem się komfortowo, ale wygląda na to, że w ten weekend poprawiliśmy tempo na nowej oponie.

- Nie miałem potencjału, którego się spodziewałem i zaryzykowałem trzy upadki, w tym dwa duże. Jeden na 9. zakręcie, a drugi na 10., więc jestem naprawdę szczęśliwy, że udało mi się doprowadzić motocykl do mety na piątym miejscu.

Czytaj również:

- To była naprawdę fajna walka, a Fermin [Aldeguer] bardzo naciskał na końcu i cieszę się, że mogłem go pokonać, ale był naprawdę silny. To było podobne do walki Marca [Marqueza] na Silverstone, różnica polega na tym, że z Marka nie mogłem pokonać. Fermina pokonałem, ale był naprawdę mocny.

Zapytany, czy w niedzielę miał więcej problemów w porównaniu z sobotnim wyścigiem sprinterskim, w którym zajął czwarte miejsce, Włoch stwierdził, że nic się nie zmieniło.

- Było tak samo - powiedział Morbidelli. - Na początku wyścigu miałem duże problemy. Wszyscy spodziewaliśmy się czegoś lepszego po sprincie, ale nie miałem dobrej prędkości na początku wyścigu.

- Bardzo ryzykowałem i prawie trzy razy się rozbiłem, więc pomyślałem sobie, że lepiej będzie dowieźć to miejsce do mety.

Czytaj również:
Poprzedni artykuł Nie miał sobie równych
Następny artykuł Bagnaia gotowy na domowe ściganie