Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Valkyrie nie może stać w garażu

Aston Martin nie chce, żeby Valkyrie stało się garażowym eksponatem. Producent zdradził, że co najmniej jeden właściciel codziennie jeździ swoim supersamochodem po drogach publicznych.

Aston Martin Valkyrie

W świecie właścicieli supersamochodów rośnie uznanie dla tych, którzy robią więcej niż tylko parkują swoje cenne pojazdy w klimatyzowanych garażach. Posiadanie arcydzieła motoryzacyjnego jest niewątpliwie symbolem prestiżu i luksusu, ale prawdziwa istota tych niesamowitych maszyn tkwi w ich osiągach, właściwościach jezdnych i w zapewnianiu kierowcy niesamowitych przeżyć, niezależnie od tego, czy korzysta z niego na co dzień, czy traktuje jak swoją pasję i używa wyłącznie w wolnym czasie lub przy specjalnych okazjach.

Wydaje się, że Aston Martin rozumie ten sentyment i dąży do zachęcenia właścicieli Valkyrie do uwolnienia bestii na asfalcie, a nie tylko trzymania jej jako kolekcjonerskiego eksponatu.

- Ostatecznie to zależy od klienta, co zrobi - mówił Marek Reichman, szef kreatywny Astona Martina, w niedawnej rozmowie z Top Gear. - Jeśli chcą kupić Valkyrie i wystawić go w muzeum, wspaniale. Ale chcesz go usłyszeć i zobaczyć. Zaglądasz na profile na Instagramie z Valkyrie przejeżdżającymi przez tunele. Dlatego je robimy. Pragniemy, żeby ludzie się nimi cieszyli.

Słowa Reichmana uderzają w istotę tego, co odróżnia supersamochody od zwykłych dzieł sztuki. Mają być dynamiczne, angażować zmysły i zapewniać niezrównane wrażenia z jazdy. Podczas gdy muzea mogą gromadzić piękne rzeźby, to na drodze supersamochody naprawdę ożywają. Właściciele Valkyrie, którzy postanowili częściej zasiadać za kierownicą tej maszyny, pokrzepili Astona Martina.

- Mamy jednego posiadacza Valkyrie, który ma już przejechane tym samochodem około 1500 kilometrów. Dobrze to widzieć. Chcemy, żeby te auta jeździły, dlatego je produkujemy - dodał Reichman.

Według artykułu Top Gear, większość tych kilometrów została pokonana na drogach publicznych, a nie na torze, co jest jeszcze bardziej imponujące.

Czytaj również:

Valkyrie już wielokrotnie można było zobaczyć i jest to widowisko warte uwagi. Od Londynu po Monako, od Laguna Seca po Hockenheimring, ten pojazd zawsze robi wrażenie ze swoim silnikiem V12 o pojemności 6,5 litra, opracowanym przez Coswortha, który może osiągać obroty do 11 000 obr./min. A biorąc pod uwagę rzekome przyspieszenie do 100 km/h w zaledwie 2,5 sekundy, można sobie wyobrazić, dlaczego Aston Martin chce, żeby ten samochód jeździł.

Jednak przy cenie około 3 milionów dolarów, nie wielu może sobie na to pozwolić, a brytyjski producent i tak ograniczył budowę modelu do tylko 150 egzemplarzy.

Czytaj również:

 

Poprzedni artykuł V6 Alfy Romeo ocalone
Następny artykuł Premiera Skody Kodiaq drugiej generacji

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry