22 lata bez Janusza Kuliga
Dziś mija kolejna, już 22. rocznica śmierci Janusza Kuliga.
Janusz Kulig, Jarosław Baran
Autor zdjęcia: Leszek Kuśmirek
13 lutego 2004 doszło do tragedii, która miała niebagatelny wpływ nie tylko na polskie środowisko rajdowe.
Na przejeździe kolejowym w Rzezawie koło Bochni zginął 35-letni wówczas Janusz Kulig – jedna z najwspanialszych postaci w historii polskiego sportu samochodowego.
Jak ten smarkacz jechał! Był w absolutnej harmonii z samochodem, jednego nie wykonał niepewnego ruchu, ruch był jego naturalnym żywiołem - Jerzy Pilch
Urodzony w Łapanowie Kulig był trzykrotnie mistrzem Polski w klasyfikacji generalnej (1997, 1999, 2000), miał też w dorobku wicemistrzostwo Europy (2002), mistrzostwo środkowoeuropejskiej strefy FIA (1998, 1999) i mistrzostwo Słowacji (2001).
Janusz spełnił swoje dziecięce marzenie i rozpoczął karierę kierowcy rajdowego w 1991 roku za kierownicą popularnego „malucha”, czyli Fiata 126p. Przez kolejne lata piął się po szczeblach kariery i zdobywał mistrzowskie korony jeżdżąc takimi samochodami jak m.in.: Opel Kadett GSi, Opela Astra GSi, Renault Megane Maxi, Ford Focus WRC, czy Toyota Corolla WRC.
Pierwsze kroki w rajdach stawiał z Dariuszem Burkatem na prawym fotelu. Potem "umysłowymi" Janusza byli kolejno, Jarosław Baran, Emil Horniacek i Maciej Szczepaniak. Ten ostatni wystartował z Januszem w czterech rajdach sezonu 2003, ale był przygotowany do pełnego sezonu w Fiacie Punto S1600, który był przygotowany dla trzykrotnego mistrza Polski na sezon RSMP 2004.
Janusz Kulig, Jarosław Baran, Renault Mégane Maxi
Autor zdjęcia: Leszek Kuśmirek
Niestety nigdy w nim nie wystartował. Los chciał inaczej.
Chyba najlepiej osobę Janusza opisał na łamach „Polityki” polski pisarz, publicysta, felietonista, dramaturg i scenarzysta filmowy, Jerzy Pilch.
- Raz jeden jedyny jechałem z kierowcą przezroczystym. Ładnych kilkanaście lat temu to się zdarzyło. Upalne lato spędzałem u teściów pod Krakowem, rozmaicie się stamtąd podróżowało, a to teść jechał, a to szwagierka podrzuciła, a to pekaesem się człowiek dotelepał. Pewnego dnia, jak wszystkie sposoby zawiodły, zabrałem się okazją z synem przyjaciół teścia, z oporami się zabrałem, bo to zupełny smarkacz był. Chryste Panie! Jak ten smarkacz jechał! Był w absolutnej harmonii z samochodem, jednego nie wykonał niepewnego ruchu, ruch był jego naturalnym żywiołem. Nigdy już potem nie spotkałem i pewnie nie spotkam kogoś tak suwerennie panującego nad pojazdem, zdumiewający był dojrzały spokój tego osiemnastolatka i nawet mówił tyle, ile trzeba i bardzo dorzecznie. Tak – jazda z Łapanowa w tamten olśniewający lipcowy dzień była jak epifania, droga była rzeką, samochód był rybą, chłopak był po prostu stworzony do jeżdżenia autem, marzył, że zostanie kierowcą rajdowym, nazywał się Janusz Kulig. Wszystko się spełniło. Samochód sunie jakby płynął przez przestworza, młodziutki Kulig zmienia bieg, poprawia słoneczne okulary, jest upalny dzień w pełni lata, nad krętą drogą drży powietrze, niedługo Kraków.
Udostępnij lub zapisz ten artykuł
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.
Najciekawsze komentarze