Formuła 1
14 lis
-
17 lis
Wydarzenie zakończone
28 lis
-
01 gru
Wydarzenie zakończone
WRC
24 paź
-
27 paź
Wydarzenie zakończone
14 lis
-
17 lis
Wydarzenie zakończone
RSMP
30 lis
-
30 lis
Wydarzenie zakończone
WEC
08 lis
-
10 lis
Wydarzenie zakończone
W
Bahrain
12 gru
-
14 gru
FP1 za
2 dni
Zobacz pełną wersję:

Rajdówki Kajetana: przesiadka na przedni napęd

akcje
komentarze
Rajdówki Kajetana: przesiadka na przedni napęd
29 sty 2019, 20:05

W poprzednim artykule Kajetan Kajetanowicz opowiedział czytelnikom Autoklubu o swoim pierwszym samochodzie rajdowym - maluchu.

Po trzech startach tym samochodem Kajto zaczął rozglądać się za nowymi możliwościami. Na jego celowniku ponownie znalazł się fiat, ale tym razem było to Cinquecento.Rozglądałem się za nowym samochodem od dłuższego czasu. Któregoś razu wybrałem się na imprezę Noma Motorsport. Tam poznałem organizatorów, którzy przygotowywali też rajdowe samochody. Można powiedzieć, że to były rajdówki bardziej w cudzysłowie, ale generalnie zgodne z przepisami. Mieli u siebie przygotowane rajdowe cinquecento. Bardzo długo zbierałem pieniądze na start takim samochodem. Udało mi się pozyskać budżet i dogadałem się z tymi ludźmi. Kosztowało mnie to wtedy 2,5, może 3,5 tysiąca. Auto było więc w przystępnej cenie, o wiele tańsze, niż wszystkie inne, ale dla mnie to cinquecento i tak było wspaniałe.Pierwszy i jedyny raz wystartowałem nim w 2002 roku podczas Rajdu Lubelskiego. Wszyscy mocno mnie straszyli, że to bardzo szybki rajd, a poza tym to będzie mój debiut w aucie przednionapędowym. Po przejechaniu pierwszych kilku kilometrów pomyślałem: kurde, o czym ci ludzie mówili. Wiadomo, że było kilka rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę, ale przejechałem ten rajd bez większych problemów i powiedziałem: zrobione. Nie ma o czym gadać.



Zebrany budżet wystarczył Kajetanowi na przejechanie tylko jednego rajdu. Miłość do motorsportu pozwoliła mu jednak przemóc swoją skłonność do lenistwa i rozpocząć stałą pracę. Pomogła mu w tym jego mama, która pracowała w Ustroniance. Rozpoczęcie pracy w lokalnej firmie miało bardzo duży wpływ na przyszłość Kajta.

W tamtym okresie na pewno nie szukałem stabilnej pracy. Mogłem zarabiać małe pieniądze, ale po prostu móc cieszyć się życiem. Rajdy jednak coś we mnie zmieniły. Po wielkich namowach zacząłem pracować. Moja mama załatwiła mi pracę w Ustroniance, gdzie byłem szkolony na majstra. Jednego dnia przez plac tej firmy przechodził jej szef, pan Michał Bożek. Zobaczył mnie i zagadał. Okazało się, że słyszał o moich startach i zaprosił mnie do swojego biura, żebym mu wszystko opowiedział.

Pamiętam tę rozmowę do dziś. To były spore emocje. Wymieniliśmy kilka prostych zdań, a potem, od słowa do słowa okazało się, że pan Michał znał się z Piotrem Rakowskim, który składał dla mnie silniki. Nagle poczułem, że wszystko się ze sobą zazębia i zaraz otworzą się nowe możliwości. Postanowiliśmy, że wejdziemy razem w nowy rajdowy projekt.

Plan zakładał starty w Pucharze PZM. Pan Michał kupił seicento, a na rajdówkę przerobił go nasz nowy szef zespołu, czyli Piotr Rakowski. W ten sposób miałem już samochód oraz wsparcie finansowe.

Przed pierwszym startem miałem docierać silnik w naszym nowym seicento. Mieliśmy tam seryjny silnik, więc trzeba było przejechać dużą liczbę kilometrów, zanim można było wystartować nim w rajdzie. Kiedy wsiedliśmy z Olą do tego samochodu, to było dla nas absolutne wydarzenie. Ktoś dał NAM samochód, który MY mamy docierać, a już niedługo będziemy jeździć nim w rajdach. Czułem się, jakby to był sen. Jakbym był w bajce. Ktoś mi mówi, że ja tym samochodem muszę zrobić ileś tam kilometrów i mi jeszcze ten samochód zatankuje.



Kajetanowicz, jak sam dziś przyznaje, dzięki rajdom znalazł w swoim życiu cel, co pomogło mu wyjść na prostą. Przygoda ze sportem otworzyła mu oczy na świat, którego wtedy nie znał zbyt dobrze.

Pamiętając wszystkie wytyczne i to, że wcześniej zatarłem już kilka silników, pojechaliśmy w kierunku Częstochowy. Teraz przez Częstochowę przejeżdżam nawet dwa razy w tygodniu, ale wtedy, jak zobaczyłem znak „Częstochowa 51 km”, to powiedziałem, „ja pierdziele, ale my już jesteśmy daleko, nie? Chyba musimy już wracać…”. I wróciliśmy. Siedziałem z rodzicami przy obiedzie i totalnie rozemocjonowany opowiadałem, że prawie dojechaliśmy do Częstochowy, bo widzieliśmy znak, że 51 kilometrów do Częstochowy... Teraz to wydaje się śmieszne, ale to pokazuje, jak bardzo nie byłem obyty w świecie. Ba, w Polsce. Ustroń był dla mnie całym światem.

Łącznie w sezonie 2002 Kajetanowicz przejechał ze swoją pilotką Olą siedem rajdów w ramach Pucharu PZM. Plany na następny rok były bardzo ambitne, jednak finalnie nie udało się ich zrealizować.

2003 rok miał być kolejnym ważnym krokiem w mojej karierze. Chcieliśmy wystartować w pucharze peugeota, ale mój ówczesny sponsor, Ustronianka, wycofał się z tego projektu. Znowu wróciłem do sytuacji, w której musiałem mocno się starać, żeby zdobyć budżet. Sprzedałem swojego malucha, żeby odkupić seicento od Ustronianki. Zaczęliśmy planować kolejne starty. Naszym pierwszym rajdem był Rajd Nikon. Pojechaliśmy tam autolawetą kolegi mojego taty. Na rajd zabraliśmy ze sobą tylko jednego mechanika, bo tylko na tyle pozwalał nam budżet. Jak na złość, mechanik rozchorował się w drodze na rajd, więc nie mogliśmy w pełni na niego liczyć.
 
Jechaliśmy więc w nocy na Rajd Nikon. Z samego rana mieliśmy mieć zapoznanie z trasą. Przed Wrocławiem zaczęła się świecić kontrolka od ładowania. Samochód zaczął przerywać, więc musieliśmy zjechać na stacje. Podłączyliśmy długie kable do seicento, odpaliliśmy je i podpięliśmy do naszej autolawety. Dojechaliśmy jakoś na miejsce, ale na tym przygody się nie skończyły. Zjeżdżając z autolawety, przebiliśmy chłodnicę o wyciągarkę. Następnego dnia zrobiliśmy więc zapoznanie z trasą, wieczorem jechaliśmy po lekarstwa dla naszego mechanika, a potem w deszczu, pod naszym domkiem letniskowym, kleiliśmy chłodnicę.

Teraz nad każdym moim startem czuwa sztab profesjonalistów. Mój własny zespół. Myślę jednak, że gdybym wcześniej nie przeszedł takich przygód, dzisiaj mogłoby mnie nie być w miejscu, w którym jestem.


W następnym artykule dowiecie się, jak wyglądały kulisy przesiadki Kajetana do Peugeota 106.


fot. Z archwium Kajetana Kajetanowicza
[fb]https://www.facebook.com/KajetanKajetanowicz/videos/2122042551162335/[/fb]
 

Następny artykuł
Pochwały dla Bottasa

Poprzedni artykuł

Pochwały dla Bottasa

Następny artykuł

Molinaro szuka budżetu

Molinaro szuka budżetu
Załaduj komentarze

O tym artykule

Serie Rajdy