Lubenia niestraszna Marczykowi

Mikołaj Marczyk i Szymon Gospodarczyk zostali pierwszymi liderami Marma 30. Rajdu Rzeszowskiego.

Lubenia niestraszna Marczykowi

Rywalizację podczas czwartej rundy ProfiAuto Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski rozpoczął odcinek Lubenia, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. W okolicach Rzeszowa od rana pada deszcz.

Tegoroczna wersja najbardziej znanej próby podkarpackiego klasyka liczy 12,10 km. Pierwsze półtora kilometra było w przeszłości używane jedynie raz - w 2015 roku. Ten krótki fragment miał wtedy nawierzchnię szutrową. W dalszej części oesu nie brakuje „lunaparku” przy osadzie Okop oraz przejazdu przez wodę i serpentyn przy kościele w Lubenii.

Najlepiej poradzili sobie Marczyk i Gospodarczyk. „Eksportowa” załoga o 7,8 s pokonała Łukasza i Tomasza Kotarbów [+7,9 s]. Oesowe podium skompletowali Grzegorz Grzyb i Michał Poradzisz [+7,9 s].

- Warunki są trudne. Myślę, że wprawny kierowca rajdowy z dużym doświadczeniem mógłby cisnąć. To obecnie jeszcze nie mój poziom. Nie skorzystałem z czystych cięć. W wielu miejscach pojechaliśmy zbyt wolno. „Rzeszowski” po mokrym to kawał wyzwania - przekazał Marczyk.

- W kilku miejscach zrobiło nam się bardzo ciepło. Nawet nie wiem, jak nam poszło, ale pojechaliśmy ostrożnie - meldował Kotarba.

- Jedziemy na „przeżycie”, tak że nie jest to prawdziwa rywalizacja. Staram się na tyle, na ile mogę - przyznał Grzyb.

0,3 s za czołową trójką ukończyli próbę Erik Cais i Jindriska Zakova [+8,2 s]. Czeska załoga popełniła błąd, myląc kierunek jazdy na jednym z zakrętów. Piątkę zamknęli Wojciech Chuchała i Sebastian Rozwadowski. Reprezentanci MartenSport stracili do Marczyka 9,6 s.

- Popełniłem strasznie amatorski błąd. Na zakręcie w prawo pojechałem w lewo. Musieliśmy nawracać. Mój błąd. Poza tym pojechaliśmy ostrożnie - informował Cais.

- Na pewno za mało agresywnie. Miejscami jest dużo przyczepności, a niestety nie potrafiłem jej wykorzystać. Muszę mocniej analizować to, co dzieje się na drodze. Trzeba się wziąć do roboty - zapowiedział Chuchała.

Tomasz Kasperczyk i Damian Syty rozpoczęli od szóstego czasu [+12,9 s]. Kierowca Volkswagena Polo GTi R5 narzekał na zaparowaną szybę. 0,7 s wolniej jechali Jarosław i Marcin Szejowie. Zespół braci do ostatniej chwili przygotowywał Hyundaia i20 R5. Kacper Wróblewski i Jakub Wróbel zameldowali się przy Hotelu Splendor z ósmym wynikiem [+13,7 s].

- Kompletnie nic nie widziałem, więc czas na pewno jest słaby. Takie są rajdy, niestety - martwił się Kasperczyk.

- Mamy siedemnasty numer, a jest już dużo błota. Na razie jadę spokojnie, żeby nie narobić głupot - przyznał Szeja.

- Chyba mamy trochę „za twarde” auto, ale jechałem całkiem dobrze. Opuszczaliśmy w śliskich miejscach. Jest OK. - zameldował Wróblewski.

Dwa ostatnie miejsca w czołowej dziesiątce wzięli Sylwester Płachytka i Jacek Nowaczewski [+16 s] oraz Maciej Lubiak i Grzegorz Dachowski [+20,6 s]. Płachytka obrócił się na odcinku, a Lubiak ostrożnie rozpoczął rywalizację.

Oesu nie przejechali Teemu Asunmaa i Marko Salminen. Skoda Fabia R4 zakończyła rywalizację z urwanym kołem.

akcje
komentarze
Testowy dla zagranicznych gości
Poprzedni artykuł

Testowy dla zagranicznych gości

Następny artykuł

Cais błysnął w deszczu

Cais błysnął w deszczu
Załaduj komentarze