Wypowiedzi po Rajdzie Rzeszowskim

Wypowiedzi zawodników po MARMA 30. Rajdzie Rzeszowskim.

Wypowiedzi po Rajdzie Rzeszowskim

ADRIAN CHWIETCZUK: - Nie w ten sposób chciałem zakończyć Rajd Rzeszowski, który nie jest dla mnie najszczęśliwszy. Muszę wrócić tutaj za rok i wyrównać rachunki. Pokonała nas awaria silnika. To nie pierwsza podobna awaria jednostki napędowej w ostatnim czasie, w tym trzecia u kierowcy z Polski. Żałuję, że po raz kolejny nie było mi dane w pełni poznać odcinków Rajdu Rzeszowskiego. Piątkowy etap tej imprezy to było rajdowanie z prawdziwego zdarzenia, w warunkach, w których nigdy nie jechałem: w deszczu i z dużą ilością błota na trasie. Jestem zadowolony, że do momentu awarii radziliśmy sobie z tymi nieprzewidywalnymi warunkami. Słowa podziękowania za doskonałe ustawienia auta należą się zespołowi Hołowczyc Racing. Nieocenioną pracę wykonała też załoga szpiegowska w składzie Łukasz Szterleja/Daniel Siatkowski. Teraz czeka nas krótki reset, a za miesiąc zaliczymy kolejną rundę RSMP, czyli Rajd Śląska, na który auto podstawi nam Roman Kresta. We wrześniu wystartujemy także w innym rajdzie, rozgrywanym na szutrze. Jeszcze w tym miesiącu chcemy zacząć testy na tej nawierzchni.

JAROSŁAW BARAN: - Piątkowe odcinki z uwagi na silne opady deszczu oraz dużą ilość błota na cięciach były bardzo trudne i premiowały kierowców mających doświadczenie w takich warunkach, ale również dawały szansę na naukę tej części rajdowego rzemiosła. Szkoda, że nie mogliśmy wystartować na sobotnich odcinkach, lecz awarie techniczne to również cześć rajdowego życia. Nie jest to dla nikogo miła lekcja, ale bez takich momentów radość z mety i sukcesów nie smakuje tak wyjątkowo. To też musimy zaakceptować.

 

ŁUKASZ BYŚKINIEWICZ: - Pojechaliśmy ze Zbyszkiem koncertowy Marma 30. Rajd Rzeszowski. Tuż przed startem, podczas przygotowań wypadliśmy z drogi i przetoczyliśmy się przez dach. Jednak nawet taka przygoda nie przeszkodziła nam, aby szybko i skutecznie pokonywać odcinki specjalne. Wielka tu zasługa serwisu Kumiega Racing i APR Motorsport- dziękuję za perfekcyjną odbudowę i przygotowanie Fiesty Rally3. To był świetny i kompletny rajd, w którym nic nie mogłem poprawić: dobrze dobierałem opony Michelin, dobrze ustawiliśmy zawieszenie. Pojechaliśmy bezbłędnie po mokrych i błotnistych odcinkach specjalnych i także bardzo szybko po suchym. Wspomniany, pierwszy, mokry dzień rywalizacji to zdecydowanie najtrudniejszy asfaltowy etap rajdu w mojej karierze. Była to prawdziwa przeprawa, która dała nam wiele emocji i satysfakcji z osiąganych czasów. Nawiązaliśmy walkę z mocniejszymi samochodami klasy Rally2. Na Podkarpaciu wygraliśmy aż 10 z 11 rozegranych odcinków. Wygraliśmy we wszystkich mistrzostwach do jakich się zgłosiliśmy: w Polsce, na Słowacji i w Pucharze Europy Strefy Centralnej CEZ. Z powodu problemów i przygód konkurencji umacniamy się i oddalamy w punktacji sezonu. To był idealny rajd, za który dziękuję naszym Partnerom: Auto Partner, MaXgear, Blachy Pruszyński, NOVOL, TEKOM Technologia, SIREN7, Michelin Motorsport Polska oraz TVN TURBO.

ZBIGNIEW CIEŚLAR: - Tegoroczny Rajd Rzeszowski oceniam jako najlepiej przejechane zawody na Podkarpaciu w mojej karierze. Pomimo nieprzyjemnej przygody podczas testów, szybko zapomnieliśmy o wywrotce i zaatakowaliśmy od pierwszego odcinka specjalnego. Pierwszego dnia warunki na trasie były koszmarne. W wielu miejscach nie było widać nawet drogi tylko same błoto. Łukasz spisał się świetnie i już po pierwszym dniu mieliśmy jasną sytuację i prowadziliśmy. Drugi, suchy dzień to czysta przyjemność jazdy i pewne zwycięstwo z kompletem punktów. W tej chwili jesteśmy na pierwszym miejscu w punktacji sezonu z dużą przewagą nad drugim zawodnikiem. Kolejny nasz start to mój domowy Rajd Śląska w dniach 10-11 września. Serdecznie zapraszamy do kibicowania.

 

ARTUR RÓWNIATKA: - Emocje powoli schodzą, ale jest naprawdę super! Dotarliśmy do mety, wygraliśmy swój pierwszy odcinek specjalny w RSMP - czego chcieć więcej, marzenia się spełniają! Chyba przejechałem w tym rajdzie więcej kilometrów niż przez całą swoją karierę. W tak trudnych warunkach nie mieliśmy żadnych przygód oesowych, więc jesteśmy z siebie dumni! Samochód też się spisał, jestem bardzo zadowolony z chłopaków w serwisie i z tego, jak przygotowali auto do jazdy. No i oczywiście także mój pilot zasługuje na słowa uznania! W tym sezonie na pewno powalczymy do samego końca w MARTEN Tarmac Masters. Mamy tam do przejechania jeszcze dwie eliminacje i liczymy się w punktacji. Chcemy też kontynuować przygodę w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. Wybieramy się na Rajd Śląska - startowaliśmy tam rok temu w RO, teraz pojedziemy w RSMP i będziemy łapać punkty i doświadczenie. Biorąc pod uwagę, że Rajd Rzeszowski jest podwójnie punktowany, to może na koniec sezonu uda się nawet być na dobrym miejscu w klasyfikacji.

WOJCIECH HABUDA: - Możemy sobie pozwolić w końcu na uśmiech - jest wymarzona meta na Rajdzie Rzeszowskim! Artur drugiego dnia na suchej nawierzchni mocno przyspieszył i staraliśmy się jeszcze zbliżyć do pierwszego miejsca. Nie udało się, ale jesteśmy z siebie zadowoleni, bo w takich warunkach meta jest jak zwycięstwo. Jako pilot mam tutaj dużo więcej pracy - w RO od początku sezonu mam jeden zeszyt z notatkami, a na Rajdzie Rzeszowskim zapisałem już prawie cały!

 

JACEK MICHALSKI: - Przed rajdem mówiłem, że obawiam się trochę mieszanych warunków, ale finalnie ta mieszanka okazała się idealna. W piątek cały czas jechaliśmy w deszczu, nawet jeżeli innym załogom nie padało, to przed naszym przejazdem niebo i tak się otwierało. Przyzwyczailiśmy się do tego deszczu bardzo szybko i dzięki temu jechaliśmy przyzwoitym, równym tempem. W sobotę zaświeciło słońce i cały dzień był po suchym. Pierwszą pętlę na pojechaliśmy troszkę spokojniej, aby przestawić się na slicka, natomiast pod koniec rajdu przyspieszyliśmy. Cały czas jednak jechaliśmy bezpiecznie, żeby w głupi sposób nie stracić pewnego już zwycięstwa. Udało nam się wygrać wszystkie odcinki poza jednym, na którym dwukrotnie nas przyblokowano, ale nie ma to większego znaczenia. Boje się nawet, że gdybyśmy się za bardzo przyzwyczaili do tych oesowych zwycięstw to mogłoby nam to namieszać w głowach. Nie trzeba być najszybszym na wszystkich odcinkach, aby wygrać rajd. Poza tym konkurencja za nami też nie odpuszczała, jednak trapiły ich awarie i przygody. My na szczęście się ich ustrzegliśmy, poza dwukrotnym cofaniem, gdzie straty wyniosły kilka sekund cały rajd przejechaliśmy czysto. Cieszymy się, że mogliśmy się teraz odwdzięczyć mechanikom za Rajd Polski i nie daliśmy im dodatkowej roboty na strefie serwisowej, a nagrodą jest zwycięstwo Subaru w klasyfikacji zespołów producenckich.”

ADAM BINIĘDA: - Choć za nami dopiero połowa sezonu, to wydaje mi się, że miano tej najtrudniejszej rundy przypadnie właśnie Rajdowi Rzeszowskiemu, oczywiście za sprawą pogody i warunków, jakie zastaliśmy na trasie pierwszego dnia. Wprawdzie po prognozach i zapoznaniu z trasą spodziewaliśmy się, że tak będzie, to jednak miejscami można było mówić o prawdziwym armageddonie, szczególnie na drugich przejazdach. Nasz plan zakładał rozpoczęcie rajdu swoim tempem i ewentualny atak na drugiej pętli, jednak po pierwsze okazało się, że nasze tempo jest całkiem dobre i prowadzimy w klasie, a po drugie warunki na drugiej pętli nie sprzyjały takim atakom. Podczas pierwszych przejazdów wprowadzaliśmy drobne poprawki do opisu, ponieważ wiedzieliśmy, że tam gdzie był syf, zrobi się tzw. gnój, natomiast tam gdzie było jeszcze w miarę czysto, ten syf na pewno się pojawi. Dzięki temu podczas drugich przejazdów ustrzegliśmy się błędów, a drobne wycieczki poza trasę, jeżeli już to przytrafiały nam się na pierwszej pętli. Na koniec wielkie podziękowania kieruję dla całego zespołu SHRT, który perfekcyjnie przygotował nam auto i mogliśmy się skupić tylko na jeździe.

 

KACPER WRÓBLEWSKI: - Przystępując do Rajdu Rzeszowskiego czuliśmy się mocni. Było to między innymi wynikiem dość intensywnego okresu, gdzie jeździliśmy rajdy co 3 tygodnie. To z pewnością przełożyło się na wyczucie naszej Skody Fabii Rally2 EVO. W weekend jechało nam się bardzo dobrze. Panowaliśmy nad tempem i wszystko szło po naszej myśli, z wyjątkiem drugiego odcinka specjalnego – Gwoźnica. Przebiliśmy oponę i wylądowaliśmy na 14 pozycji, tracąc ponad minutę. Była to sytuacja rajdowa, która zdarza się najlepszym. Nie przejęliśmy się tym wcale, tylko ruszyliśmy w pogoń. Od drugiej pętli atakowaliśmy cały czas, a jedyne co nas powstrzymywało przed wysokimi lokatami, to pierwsze przejazdy tych samych odcinków. Jako 11 auto na drodze mieliśmy już bardzo dużo brudu i błota, co wbrew pozorom bardzo mi się podobało i sprawiało dużo radości! Na drugich przejazdach, gdzie każdy miał już podobnie na trasie, notowaliśmy czasy w czołowej piątce, a różnice między nami były niewielkie. Stąd pierwszy dzień rajdu zakończyliśmy na 7 pozycji w klasyfikacji generalnej. Mieliśmy realne szanse na awans wyżej. W drugi dzień nasze wysokie tempo pozwoliło nam przesuwać się w punktacji dalej. Chcieliśmy dogonić Grześka Grzyba i Michała Poradzisza, którzy byli na 3 miejscu, ale brakło trochę kilometrów. Ostatecznie kończymy rajd na dobrym 4. miejscu z kilkoma oesowymi podiami, w tym z najważniejszym pierwszym wygranym odcinkiem w życiu w mistrzostwach Polski. Dodaje nam to jeszcze większych skrzydeł i pewności. Z Rzeszowa wyjeżdżamy też z bardzo dużą liczbą punktów. Dziękujemy bardzo naszym partnerom za możliwość startu oraz wspaniałym kibicom, za wszystkie gratulacje za naszą pogoń i jazdę na, jak i po kapciu, a i oczywiście za zderzaki (zgubiliśmy aż trzy). Walczymy dalej, bo czasy które notowaliśmy pokazują, że jesteśmy w stanie być na podium i wygrywać odcinki z załogami, które na co dzień startują również za granicą i siłą rzeczy mają więcej nakręconych kilometrów oesowych.

JAKUB WRÓBEL: - Rajd Rzeszowski to bez dwóch zdań mój ulubiony rajd w całym kalendarzu RSMP. Jak zwykle organizator stanął na wysokości zadania i przygotował dla nas niezwykle trudne próby. Niesamowita huśtawka emocji, wspaniała pogoń zakończona sukcesem powodują, że jesteśmy bardzo zadowoleni. Dziękujemy wszystkim za doping i wsparcie. Jesteście wielcy.

 

TOMASZ KASPERCZYK: - Ten rajd zakończył się dla nas lepiej niż zakładałem, ale nie do końca stało się to za naszą sprawą. Od początku nie mogłem jechać tempem, jakiego sam od siebie oczekuję. Trudno się z tym pogodzić, ale czasem jest tak, że trzeba zrobić to, co się może, a nie to co się chce. Dlatego skupiliśmy się na tym, by w tych trudnych warunkach nie wywinąć żadnego numeru i zameldować się na mecie w Rzeszowie, zdobywając przy tym punkty. Jasne, że wolałbym być wyżej, ale w sezonie, w którym do końcowej klasyfikacji liczą się wyniki z wszystkich rund, ważne jest też to, by regularnie punktować. Gratuluję wszystkim, którzy swoim tempem zapracowali na miejsce na podium.

 

MIKOŁAJ MARCZYK: - 30. Rajd Rzeszowski to dla nas bardzo udana impreza. Drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, pięć wygranych odcinków specjalnych, walka do samego końca o zwycięstwo z Erikiem Caisem – w ten sposób staliśmy się zdecydowanymi liderami mistrzostw Polski. Przewodzimy stawce RSMP z dużą przewagą. Jeśli miałbym powiedzieć, co cieszy mnie najbardziej, to blisko dwuminutowa przewaga nad całą czołówką mistrzostw Polski. To daje mi potwierdzenie, że idziemy z Szymonem we właściwym kierunku i mistrzostwa Europy w których startujemy umacniają naszą załogę i zespół. W tej chwili z optymizmem patrzymy już na kolejną rundę FIA ERC – Rajd Barum.

SZYMON GOSPODARCZYK: - To wspaniałe uczucie – znów stanąć na podium Rajdu Rzeszowskiego. To był przewrotny rajd. Pierwszego dnia ulewy, błoto, mokra droga, głębokie cięcia – to rzadko się tutaj zdarza, bo ta impreza kojarzona jest głównie z piękną pogodą, słońcem i kibicami przy trasach. Tak było dopiero drugiego dnia. Natomiast piątek był bardziej takim etapem na przetrwanie – na dojechanie w jednym kawałku do mety. Drugiego dnia z jednej strony mieliśmy w głowie pogoń za naszym kolegą z Czech, ale z drugiej patrzyliśmy na punkty. Nasi główni rywale z mistrzostw Polski mieli problemy i spotykały ich różnego rodzaju awarie. Ważne było to, aby dojechać do mety i zebrać te niezwykle cenne punkty. Nie jesteśmy od tego, aby wygrywać małe bitwy. Patrzymy na cały sezon i chcemy wygrać całą „wojnę”. Podjęliśmy decyzję strategiczną i ona się opłaciła.

 

JAROSŁAW SZEJA: - Jestem wściekły. Jest mi naprawdę bardzo przykro, bo wykonywaliśmy dziś świetną pracę. Czasy w czołówce, na odcinkowym podium, tylko to potwierdzają. Niestety błąd ludzki uniemożliwił nam ukończenie rajdu. Wiem co zrobić, wiem jakie wyciągnąć konsekwencje, na kolejnym rajdzie będziemy mądrzejsi o tę lekcję. Od poniedziałku nastąpi reset, musimy pewne sprawy przeorganizować. Jeszcze pokażemy nasze tempo i potwierdzimy, że razem z Hyundai Poland Racing, tym wspaniałym samochodem potrafimy pojechać szybko!

 

ŁUKASZ KABACIŃSKI: - Rajd Rzeszowski był trudny i szybki, warunki ekstremalne jak na najbardziej gorący rajd sezonu. Staraliśmy się jechać z Michałem Kuśnierzem najszybciej jak to możliwe na każdym kilometrze rajdu. W wynikach końcowych tego jeszcze nie widać, ale progres jest duży. Warto by było jednak ustabilizować to tempo. Oprócz 7. miejsca w rajdzie, wywozimy także, a może przede wszystkim pierwszy puchar dla PROUDCUBE KABAT TEAM, za 3. miejsce w kategorii zespołów. Jest to mała nagroda pocieszenia dla kilkunastu osób zaangażowanych w to abyśmy z Michałem mogli skoncentrować się tylko na jeździe.

...więcej wkrótce
informacja prasowa

Czytaj równieź:



akcje
komentarze
Video: Wypowiedzi po Rajdzie Rzeszowskim
Poprzedni artykuł

Video: Wypowiedzi po Rajdzie Rzeszowskim

Następny artykuł

Toyota Yaris GR na trasie Rajdu Rzeszowskiego

Toyota Yaris GR na trasie Rajdu Rzeszowskiego
Załaduj komentarze