Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Kolarska pasja Kubicy

Sporty motorowe nie są jedyną pasją Roberta Kubicy. Nie jest tajemnicą, że dużym zamiłowaniem darzy również kolarstwo szosowe, które stanowi dla niego istotny element życia. To zainteresowanie w ostatnich latach jeszcze bardziej nabrało na sile. W wywiadzie dla motorsport.com uchylił rąbka tajemnicy o swojej przygodzie z dwoma kółkami.

#41 Team WRT Oreca 07 - Gibson: Robert Kubica

Robert Kubica to postać bez wątpienia ikoniczna na światowej scenie sportów motorowych. Jego nazwisko kojarzy się nie tylko z szybkością na torach i odcinkach specjalnych, ale także z determinacją, która pozwoliła mu pokonać liczne wyzwania.

Sporty motorowe - obecnie rywalizacja w Długodystansowych Mistrzostwach Świata przy wsparciu Grupy ORLEN - to nie jedyne zamiłowanie Polaka. Dochodzi też do tego kolarstwo szosowe, pasja mocna i autentyczna, która stanowi nieodłączny element jego życia. Trwa ona już od długiego czasu, a w ostatnich latach nabrała szczególnego znaczenia.

Rower to nie tylko narzędzie treningowe, czy pomysł na zdrowy styl życia, ale również sposób na utrzymanie równowagi psychicznej i zanurzenie się w odmiennym doświadczeniu.

W wywiadzie udzielonym dla Motorsport.com Polska opowiedział o swojej przygodzie związanej z dwoma kółkami.

Motorsport.com: Jaki mniej więcej pokonujesz dystans na rowerze szosowym rocznie, a jaki miesięcznie?

Robert Kubica: Rocznie pokonuję dystans między dwanaście a piętnaście tysięcy kilometrów. Miesięcznie natomiast wychodzi różnie. Przykładowo w maju, jeszcze przed Le Mans, wykręciłem jakieś dwa tysiące kilometrów.

M.com: Podczas weekendów wyścigowych F1 często można było Ciebie zobaczyć na torze na rowerze. Czy miało to na celu lepsze zapoznanie z areną, trening, czy bardziej chwilę relaksu przed rywalizacją.

RK: W tym przypadku nie chodziło o zapoznawanie się z torem, a bardziej polegało to na wykorzystaniu go do bezpiecznej jazdy, w przypadku której na ulicach niektórych krajów nie jest najlepiej. Łatwiej było mi też pod kątem logistycznym. Miałem możliwość zabierania roweru na niektóre obiekty. Po skończeniu swojej pracy od razu mogłem na niego wskoczyć i zaliczyć kilka kółek.

Jednak taka jazda po torze wyścigowym nie jest jakoś specjalnie emocjonująca, gdyż brakuje trochę klimatu jak np. fajnych widoków. Natomiast jest bardziej wymagająca i męcząca niż jak to wygląda w telewizji. Kamera spłaszcza pewne rzeczy, a niektóre z aren charakteryzują się sporymi przewyższeniami. Lubię np. Interlagos. Różnice wzniesień jakie tam są sprawiają, że można zrobić fajne interwały, choćby na sekcji z długą prostą prowadząca mocno pod górę, po której można złapać chwilę oddechu na zjeździe.

M.com: Ile rowerów masz obecnie w swojej stajni?

RK: Sporo rowerów u mnie stoi. Teraz mam pięć.

M.com: Ostatnio widywany jesteś na rowerach Specialized. Skąd przywiązanie do tej marki.

RK: Szczerze mówiąc nie wiem. Zaczęło się od jeżdżenia na Treku. Natomiast mało osób wie, ale miałem poważny wypadek. Potrącił mnie samochód na początku 2018 roku. Po tym zdarzeniu ten egzemplarz Treka poszedł w odstawkę. Następnie poskładałem kolejnego, ale nie wstrzeliłem się z jego rozmiarem.

Generalnie ze względu na moją fizjonomię potrzebuję komfortowego roweru. Jeśli czuję się na nim dobrze, zostaję przy danych rozwiązaniach. Na Treku było fajnie, ale jak wspomniałem, później spróbowałem kilku modyfikacji i już nie było tak dobrze. Natomiast pewnego dnia wpadłem do sklepu mojego znajomego. Miał w salonie Speca, do którego się przymierzyłem i tak już zostałem z tą marką od pięciu lat.

 

M.com: Skąd się wzięła u Ciebie pasja związana z kolarstwem szosowym?

RK: Moja kolarska pasja wywodzi się jeszcze z dawnych lat, kiedy jeździłem na MTB. Już od najmłodszych lat zaliczałem spore dystanse. Później to poszło w odstawkę, nawet nie umiem wytłumaczyć dlaczego, ale z pewnością tego żałuję. Nastąpiło to w czasie gdy przeprowadziłem się za granicę. Nie miałem tam roweru i tak naprawdę przyszedł etap w moim życiu, że przez kilkanaście lat spędzałem bardzo mało czasu na dwóch kółkach.

Teraz cieszę się, że ta pasja powróciła. Rower bowiem sporo mi dał. Nie tylko jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne. Przyznam, że lubię trochę pojeść, także rower pomaga mi w utrzymaniu wagi i pozwala nie ograniczać w degustowaniu dobrego jedzenia, choć oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Natomiast przede wszystkim kolarstwo pomogło mi mentalnie w trudnym dla mnie okresie.

Bardzo się cieszę z decyzji o powrocie na rower, chociaż początki, po wypadku, nie były łatwe. Zaledwie za drugim razem kiedy wyszedłem pojeździć, a miałem wówczas jeszcze spore ograniczenia fizyczne, pewna pani otworzyła drzwi tuż przede mną wysiadając z auta. To zdarzenie trochę mnie zraziło. Przez osiem miesięcy miałem przekonanie, że jeśli do obecnych wtedy problemów dodam następne, to może nie jest właściwy moment na uprawianie takiego sportu. Dopiero rok później zabrałem się już za to regularnie.

M.com: Czy sam serwisujesz swoje rowery, czy oddajesz je może w ręce zaprzyjaźnionego serwisu?

RK: Szczerze, nie dbam za bardzo o rowery. Natomiast mam taki plan i chciałbym nauczyć się je w pełni serwisować. To jest trochę tak jak z gokartami. Jak już byłem w F1, ale wsiadałem też do gokartów, wszystkim zajmowałem się sam. Miałem z tego dużą przyjemność, lubiłem majsterkować przy moich pojazdach.

Jeżdżę na rowerze, kręcę kilometry, ale nie robię tego w formie treningu. Nie mam żadnego ułożonego planu. Podchodzę do tego półamatorsko. Wręcz nie chcę, aby ta część mojego życia zmierzała w kierunku jakiegoś profesjonalizmu. Owszem, dbanie o rower to podstawa, ale u mnie niestety bywa z tym różnie.

M.com: Czy mimo to rozważałeś jakiś start w zawodach, np. w lokalnym, jednodniowym kryterium?

RK: Nie. Aczkolwiek brałem początkowo udział w kilku Grand Fondo. Rzecz jasna mam jakieś swoje cele, żeby zrobić coś wyłącznie dla siebie. Moją główną bolączką jest to, że w kolarstwie trzeba być cierpliwym i maksymalnie regularnym. W tym roku startuję mniej w motorsporcie, więc łatwiej mi z tą konsekwencją. Natomiast nie zawsze tak to wyglądało. Kiedy kończył się sezon wyścigowy F1, dopiero wtedy kręciłem najwięcej, odbudowywałem formę przez zimę. Następnie przychodził marzec i wszystko siadało.

 

M.com: Kamery Netflixa, przy okazji kręcenia serialu o Tour de France, wypatrzyły cię jako gościa jednego z zespołów w trakcie trwania wyścigu. To jednak nie jedyna Twoja styczność z tą platformą w kontekście tej dyscypliny.

RK: Z Netflixem miałem okazję wcześniej współpracować. Towarzyszyli mi z kamerą przez kilka godzin podczas treningu [red. przygotowując w 2019 roku kolejny sezon Drive to Survive]. Szczerze, jeżdżenie góra dół na tym samym wzniesieniu i powtarzanie ujęć nie było jakoś szczególnie fajne.

M.com: Czy twoja pasja do kolarstwa przekłada się również na szersze zainteresowanie tym sportem. Obserwujesz na przykład co dzieje się w wybranych, największych tourach?

RK: W tym roku trochę się pozmieniało i mniej obserwowałem bieżące wydarzenia. Były jednak lata, że nie szedłem spać aż przynajmniej nie obejrzałem ostatnich czterdziestu minut z powtórki etapu. Oglądałem także pełne transmisje. Generalnie śledzę co dzieje się w tym świecie. Jak mówię, obecnie trochę mniej, ale bierze się to przede wszystkim z tego, że staram się mocno ograniczyć czas spędzony wieczorem na spoglądanie w ekran tuż przed snem.

W każdym razie bardzo podziwiam wszystkich kolarzy. Ten sport wymaga porządnego stylu życia. Trzeba poświęcić dla uprawiania tej dyscypliny naprawdę dużo.

M.com: Wielu kierowców rajdowych i wyścigowych widywanych jest na rowerach. Niektórzy zaliczają wspólne treningi. Jeździsz czasem w większych grupach?

RK: Różnie z tym bywa. Czasami jeżdżę z kilkoma kierowcami, ale to bardzo okazjonalnie. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce po prologu przed Le Mans. Było nas wtedy chyba z dziesięciu. Dużo kierowców wskakuje na rowery. Mam paru kumpli, którzy wywodzą się ze świata sportów motorowych i wybieramy się razem na wakacje, aby gdzieś pojeździć. Znam się również z kilkoma byłymi, jak również czynnymi, zawodowymi kolarzami.

 

Bądź częścią społeczności Motorsport.com

Dołącz do rozmowy
Poprzedni artykuł Ochota na Le Mans nie minęła
Następny artykuł Alpine gotowe na WEC

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska