Kajetanowicz: Motywacji mi nie brakuje

Kajetan Kajetanowicz, choć z początku rozczarowany finałem sezonu w WRC 3, nadal jest pełny motywacji i przyznał, że jeszcze nie powiedział w światowym czempionacie ostatniego słowa.

Kajetanowicz: Motywacji mi nie brakuje

Kajetan Kajetanowicz wraz z Maciejem Szczepaniakiem czwarty sezon z rzędu wspólnie ruszyli na oesy mistrzostw świata. Duet Lotos Rally Team rywalizował w kategorii WRC 3.

Polacy kampanię rozpoczęli od zwycięstwa w kwietniowym Rajdzie Chorwacji. Kolejne dołożyli miesiąc później w Portugalii oraz we wrześniu podczas Acropolis Rally of Gods. Do trzech triumfów dorzucili dwa drugie i jedno trzecie miejsce. Łącznie więc na podium stawali sześciokrotnie. Słabszy rezultat przywieźli z Sardynii, gdzie gonitwa po wycieczce poza drogę wystarczyła do ósmej pozycji.

W decydującym o tytule ACI Rally Monza zwycięstwo było mniej ważne. Kluczowa była rozgrywka z Yohanem Rosselem. Francuz, pilotowany wtedy przez Juliena-Jaquesa Renucciego, odjeżdżał Polakom na górskich oesach, natomiast ci odrabiali straty na Autodromo Nazionale di Monza - słynnym torze, znanym fanom Formuły 1. Przed ostatnim odcinkiem Kajetanowicz i Szczepaniak mieli w zapasie 1,6 s. Finał lepiej wyszedł jednak rywalom i na mecie różnica wyniosła 3,1 s na korzyść Rossela i Renucciego.

Tyle właśnie zabrakło Kajetanowiczowi do mistrzostwa świata. Szczepaniak ze względu na oddzielną tabelę dla pilotów oraz roszady na prawym fotelu u Rossela mógł cieszyć się z tytułu jeszcze przed startem ACI Rally Monza.

W rozmowie z Motorsport.com, Kajetan Kajetanowicz opowiedział o swoim kolejnym sezonie na arenie międzynarodowej, emocjach po jego finale, presji oczekiwań i niesłabnącej motywacji do dalszych startów.

Motorsport.com [M.com]: - Zacznijmy od „Barbórki”. Patrzę na wyniki i mówię: „po staremu”. Ósme zwycięstwo, dziewiąte na ulicy Karowej. Jednak odniosłem wrażenie, że tzw. otoczka była inna. Choć już od jakiegoś czasu w Warszawie nie chodzi o zabawę, ale o jak najlepszy wynik, a załogi prześcigają się w tym, „kto ile ma pod maską”, w tym roku powstało jakieś dziwne napięcie, a obserwowana w trakcie i po narracja krzyczała niemal o sportowym przestępstwie. Mylę się?

Kajetan Kajetanowicz [KK]: - Faktycznie, trzeba pamiętać, że jednak wynik sportowy jest w tym rajdzie ważny. Kto z grona kandydatów do zwycięstwa mówi inaczej, ten... mija się z prawdą [śmiech].

- Jeśli chodzi o napięcie związane z samochodem. Cóż... pewien stronniczy komentator, który ponownie został powołany do tej służby, zupełnie niepotrzebnie zbudował taką narrację. Narrację diametralnej różnicy w sprzęcie, nie mając zielonego pojęcia o tym, czym kto dysponuje. Prywatnie można mieć swoich ulubieńców, ale w roli komentatora wypadałoby jednak zachować resztki profesjonalizmu.

- Na szczęście w Polsce mamy inteligentnych kibiców, którzy nie oceniają mocy silnika na przysłowiowe oko lub w zależności od głośności wydechu i nie dali się tą drogą poprowadzić. Natomiast jeśli pytasz mnie czy miałem mocniejsze auto niż podczas rund mistrzostw świata, odpowiem: tak miałem. Na „Barbórce” to jest już, niestety, konieczność, w pełni zgodna z regulaminem.

- Jednak ja w pierwszej kolejności przyczyn niezadowalających czasów szukam w sobie. Szukam rozwiązań w swoim przygotowaniu, w pracy zespołu, a dopiero na sam koniec zaglądam komuś pod maskę. W rezultacie mogę powiedzieć, że... widziałem czy brałem udział już w bardziej zaciętych „Barbórkach”. Wygraliśmy wszystkie odcinki oraz Karową. Tę ostatnią z przewagą jakiej dawno nie było. Ja swoją pracę wykonałem odpowiednio i miałem również sporo frajdy. Jest to również wielka zasługa mojego zespołu. Jeśli ja miałem frajdę, znaczy, że oni spisali się znakomicie.

M.com: - I teraz wszyscy pomyślą: „Nadal nie powiedział konkretnie...”

KK: Silnik 1,6 l, seryjna turbina, większa zwężka, „program”, „plastiki”, które pożyczyłem w Czechach za 300 euro oraz usunięty tylny spojler. Taka magia. Czy inni też pochwalą się tym co mieli [śmiech]?

Kajetan Kajetanowicz, Maciej Szczepaniak, Skoda Fabia Rally2 evo

Kajetan Kajetanowicz, Maciej Szczepaniak, Skoda Fabia Rally2 evo

Photo by: Tomasz Kaliński

M.com: - Cofnijmy się kolejne dwa tygodnie. Trochę ponad 0,012 - czy wiesz co to jest za wartość?

KK: - Mój czas reakcji [śmiech]?

M.com: - Tyle w przeliczeniu na kilometr oesowy ACI Rally Monza zabrakło do mistrzostwa. Miałeś wtedy dosyć rajdów? Nie tyle tuż po ostatnim odcinku - wtedy od razu są kamery, mikrofony, było wielu kibiców, więc panuje zamieszanie - ale po dotarciu do hotelu. Zdjąłeś kombinezon, miałeś chwilę dla siebie. Nie powiedziałeś: „mam dość”?

KK: - Nie, takiej myśli nie miałem, ale nie będę ukrywał, że wtedy te emocje bardziej się wylały, właśnie w hotelowym pokoju. Patrząc na to nawet teraz, z perspektywy czasu, sądzę, że to takie naturalne uczucie u sportowca, który swojej dyscyplinie oddaje praktycznie wszystko. Zwłaszcza, gdy coś jest tak blisko, praktycznie na wyciągnięcie ręki, a jednak nie udaje się tego osiągnąć.

M.com: - W każdym sporcie, niezależnie od wyniku, wszystko jest dokładnie analizowane. Kiedy drużyna piłkarska przegra po rzutach karnych, trwa „dochodzenie” czemu nie udało się strzelić gola w 90 minutach lub dogrywce. Masz już za sobą taki „rachunek sumienia”?

KK: - Kilka lat temu w takiej sytuacji wszyscy pewnie byśmy się bardzo cieszyli, a ewentualny tytuł byłby bonusem. W tym roku wiadomo było, że każdy tego ode mnie oczekuje. W Polsce wygraliśmy dużo, w zasadzie wszystko, co mogliśmy. Podobnie w Europie. Stąd teraz ta presja była naturalna. Wszystkich przyzwyczaiłem do tego, że wygrywamy. Takie same oczekiwania są teraz i dotyczą tych najwyższych celów. Powiedziałbym nawet, że te oczekiwania są nieraz nawet w formie żądania. I inaczej - gdy nie udaje się czegoś osiągnąć, staje się to wielkim rozczarowaniem. Z naciskiem na wielkie.

- Muszę jednak dodać, że patrząc na wszystko już z perspektywy czasu, dostrzegam wiele plusów. Może nie jest to moment, aby się z tymi przemyśleniami teraz dzielić, ale najważniejsze, iż ja to dostrzegam, ponieważ to ja siądę za kierownicą, ja będę naciskał gaz i ja będę musiał poukładać sobie wszystko w głowie. I przede wszystkim będę się musiał przygotować do nowego sezonu tak, by pojechać jeszcze szybciej, by walczyć z najlepszymi kierowcami na świecie. Wszystko to mówię z perspektywy planów, bez zdradzania niczego pewnego. Jednak, by dać sobie tę szansę, muszę wszystko zrobić jeszcze lepiej.

- Dlatego z takiej historii, jaka miała miejsce na koniec „Monzy”, wyciągam też pozytywy. I tak to zostawiam. Bez względu na to, co kto uważa, jestem dumny z tego, że ta walka trwała do ostatniego odcinka, w zasadzie nawet ostatniego kilometra trasy. To mnie napawa dumą. Mam kochający rajdy zespół, a także naprawdę oddanych kibiców, którzy wspierają mnie w różnych miejscach na ziemi, pojawiając się bardzo licznie. Kibiców miałem zawsze, ale jest ich coraz więcej, a ich obecność na rajdzie na pewno dodaje motywacji.

- Mówimy o mistrzostwach świata. Obojętnie czy to jest WRC 2 czy WRC 3, zdarza się, że walczymy z kierowcami, którzy jeździli w „dużym WRC”, tylko z jakiegoś powodu - najczęściej budżetu - w tej chwili ich tam brakuje. Wiem, ile kosztuje mnie cała ta historia, by zespół należycie przygotować do startów. To, co się stało, chcę przekuć w nasz zysk i mam nadzieję, że w przyszłym roku tę historię będziemy mogli pisać dalej.

M.com: - Łatwiej przełknąć porażkę, kiedy brakuje tak niewiele czy te emocje byłyby mniejsze, gdyby zabrakło pół minuty i sprawa byłaby przesądzona z dwa, trzy odcinki wcześniej?

KK: - Nie można powiedzieć, że na tym ostatnim oesie nie ryzykowałem. Trudno mi powiedzieć czy byłbym w stanie pojechać te 3 sekundy szybciej. Ze słów inżyniera wynikało, że z posiadanym pakietem niekoniecznie.

- Jeśli pytasz jaką wolałbym różnicę, gdybym wiedział, że przegram, wybieram te 3 sekundy.

M.com: A lepiej być w takim momencie - i niewielkiej różnicy przed finałowym oesem - uciekającym czy goniącym?

KK: - W tamtym momencie nie miało to większego znaczenia. Wiedziałem, że muszę pojechać „wszystko”. Jednak z jednej strony, ktoś mógłby powiedzieć: „czemu mocniej nie postawiłeś wszystkiego na jedną kartę?” Gdybyśmy jednak nie ukończyli, tę pozycję na pewno byśmy stracili. A wtedy prowadziliśmy [z Rosselem].

- To było szalone. Emocje trwały do ostatniego metra. A zaczęły się już na początku rajdowego tygodnia. Siedziało to w mojej głowie. Wiadomo, że tak jest. Można nawet powiedzieć, że emocje rozpoczęły się już miesiąc wcześniej, po Rajdzie Katalonii. Wtedy wygraliśmy Power Stage, utrzymaliśmy szanse na tytuł, wychodząc na prowadzenie w tabeli.

- Wtedy już głowa była pełna myśli: „tak, to jest możliwe”. Dotarło do mnie to, że będzie straszny „ogień”. Zresztą cała nasza trójka: Andrea Crugnola, Yohan Rossel i ja byliśmy na tym rajdzie przed pierwszą załogą fabryczną [WRC 2]. Wiedziałem, że tempo będzie okrutne, ale cieszyłem się czekając na te emocje.

- Zdawałem sobie też sprawę, że będzie trudno. Rossel miał trochę więcej czasu na przygotowanie. Nie jechał „Katalonii”, a ja wiem jakie to ma znaczenie i jak ciężko mi poskładać dzień w rozsądny harmonogram. Walka była jednak fajna. Dałem z siebie wszystko, nie popełniłem błędu i wspólnie z Maćkiem i całym zespołem, dostarczyłem frajdę kibicom.

M.com: - Czyli motywacja do dalszych startów pozostała?

KK:- Oczywiście. Myślę, że podczas Barbórki wszyscy widzieli. Nie odechciało mi się jeździć [śmiech].

M.com: - W kilku wywiadach podkreśliłeś, że to twój najlepszy sezon. Trzymając się tego rankingu i uznając, że od 2018 roku każdy kolejny na szczeblu mistrzostw świata jest lepszy, ta motywacja jest jeszcze większa?

KK: - Z jednej strony tak. Z drugiej rosną też oczekiwania i towarzyszy temu coraz większa presja. Dochodzisz do pewnego momentu, w którym przy danej organizacji „systemu” - niech brzmi tajemniczo [śmiech] - pojawia się limit - twój lub zespołu.

M.com: - Metryczka mówi, że masz prawie 170 oficjalnych występów, z czego ponad jedna trzecia to WRC i ERC, czyli w zasadzie dwie najważniejsze rajdowe serie. Czy pomimo takiego doświadczenia, coś podczas tego sezonu cię zaskoczyło lub nauczyło czegoś o rajdach? A może w czymś się utwierdziłeś?

KK: - Czy mnie coś zaskoczyło? Hmm. Generalnie jestem gościem, który spodziewa się niespodziewanego. Zawsze nawet powtarzam w zespole, żebyśmy przygotowali się na rzeczy, na które nie jesteśmy gotowi, głównie mentalnie. Wtedy łatwiej jest przyjąć pewne wydarzenia. Teraz nie pamiętam takich rzeczy, ale na pewno gdzieś tam mniej lub bardziej byłem zaskoczony. Jednak w momencie pytania nic takiego nie kojarzę. Staram się na bieżąco wyciągać wnioski i myśleć do przodu.

- Przez chwilę zastanawiałem się czy nie powiedzieć, że wszystko ma znaczenie, nawet drobne rzeczy. Na przykład Power Stage na Rajdzie Estonii...

M.com: - Gdybyś jednak zakończył te dwa zdania wcześniej... Ale w porządku - i tak miałem się przyznać, że mnie nauczyło - nigdy nie wpieraj zawodnikowi, że wynik jest dobry, gdy dorobek punktowy mógłby być - nawet nieznacznie - większy. Pamiętam to narzekanie i zamartwianie się, kiedy z powodu kapcia na Power Stage nie udało się w Estonii zdobyć tych czterech, pięciu dodatkowych punktów. Dziś wiemy, że z nimi tabela końcowa mogłaby wyglądać inaczej...

KK: - Była taka rozmowa [śmiech]. Widzisz. Ja wtedy wiedziałem. Nie dlatego, że jestem wszechwiedzący. Zdawałem sobie sprawę, że ścigamy się w cyklu, który nie wybacza błędów czy niepowodzeń. Tak też się stało.

- Natomiast to też nie jest tak, że następnym razem zrobiłbym coś inaczej w każdej sytuacji. Były i takie, w których to po prostu nie było możliwe, lub ja - będąc człowiekiem i nie mając nadprzyrodzonych sił - nie potrafiłem tego zrobić. Czasem nie mamy na niektóre rzeczy wpływu. Lewis Hamilton w ostatnim wyścigu Formuły 1 również na niektóre wydarzenia nie miał wpływu, mimo że on wtedy jechał fenomenalnie.

Kajetan Kajetanowicz, Maciej Szczepaniak, Skoda Fabia Rally2 evo

Kajetan Kajetanowicz, Maciej Szczepaniak, Skoda Fabia Rally2 evo

Photo by: Marcin Snopkowski

M.com: - Najmilszy moment sezonu? Coś szczególnie utkwiło ci w głowie?

KK: - Praktycznie 99 procent rzeczy, historii i rajdów to są pozytywne momenty. Nie tylko dlatego, że ja chcę to tak zapamiętać, ale po prostu tak było. Wszystkich statystyk nie znam, ale wiem, iż wygraliśmy trzy rajdy, na sześciu byliśmy na podium. Podczas siódmego [Rajdu Sardynii] zadecydował mój błąd, ale też prowadziliśmy.

- Patrząc więc na to całościowo, można nawet powiedzieć, że to nie tylko nasze umiejętności, ale i szczęście. Naprawdę trudno mieć taki sezon. Gdyby policzyć punkty zdobyte w tym roku i nawet biorąc pod uwagę pięć najlepszych wyników, zeszłorocznego mistrza WRC 3 - Jariego Huttunena - przeskoczylibyśmy z łatwością. Jak tu więc nie zapamiętać takiego roku dobrze i nie cieszyć się z tych chwil.

- I to nie jest tylko takie moje „gadanie” czy PR-owe przygotowanie. Ja to po prostu czuję, mam to w sercu i mnie to motywuje. To bezsprzecznie najlepszy sezon w mojej karierze.

M.com: - Nieodłączny element rozmów na koniec sezonu. Co z kolejnym? Czy w tej chwili jest już coś pewnego?

KK: - Chciałbym powiedzieć, że będę jeździł... Albo inaczej. Powiem ci, że chcę jeździć, a chciałbym powiedzieć, że będę jeździł. To jak zawsze nie zależy tylko ode mnie. Jestem zmotywowany i jeżeli uda mi się nakierować nas na właściwe tory i mieć do tego odpowiednie możliwości oraz siłę, to na pewno to zrobimy.

- Korzystając z okazji, całej naszej motorsportowej rodzinie przesyłam dużo ciepła i radości na zbliżające się Święta. Zaciągnijcie hamulec ręczny, złapcie trochę oddechu wśród najbliższych i przygotujcie się do startu w nowy rok, w którym, mam nadzieję, opony zawsze będą odpowiednio dogrzane, zakręty dobrze opisane, a emocje tylko pozytywne. Bezpiecznych Świąt wszystkim!

Kajetan Kajetanowicz, Maciej Szczepaniak

Kajetan Kajetanowicz, Maciej Szczepaniak

Photo by: Marcin Snopkowski

akcje
komentarze
Bez Ogiera walka będzie zacięta
Poprzedni artykuł

Bez Ogiera walka będzie zacięta

Następny artykuł

Obiecujące możliwości Hyundaia

Obiecujące możliwości Hyundaia
Załaduj komentarze