Komentarze po Sopocie

akcje
komentarze
Komentarze po Sopocie
8 lip 2009, 11:33

DARIUSZ ŁUCZYŃSKI: - Jak zawsze, Sopot przywitał nas miłą nadmorską atmosferą.

Badanie kontrolne tuż przy molo jest na pewno jedyne w swoim rodzaju, ogrom turystów, media, miła atmosfera i do tego słoneczna pogoda, to wszystko zawsze nastraja pozytywnie i na pewno jest niezapomnianym momentem w naszej wyścigowej karuzeli. Jednak przyjechaliśmy tu się ścigać. Po pierwszym przejeździe zapoznawczym większość zawodników odczuła na własnej skórze specyfikę nadmorskiego asfaltu, odbijając się od krawężników lub przestawiając szykany. Było naprawdę bardzo ślisko, pomimo super pogody. Przy braku kocy do grzania opon, nic innego mi nie pozostało, jak liczyć na to, że do podjazdów wyścigowych asfalt nieco nagumuje się i będzie lepsza przyczepność. Tak też się stało i w godzinach popołudniowych, przy wysokiej temperaturze, dało się już powalczyć i poprawiać czasy. Jestem zadowolony z sobotnich wyników, bowiem dosłownie na setne sekundy udało mi się wygrać z moim rywalem i wskoczyć na podium, co przy możliwościach mojego samochodu jest nie lada wyczynem. Jednak niedzielne podjazdy zaczęły się o wiele wcześniej i na zimnej nawierzchni przegrałem z tylnymi oponami w moim samochodzie, które na lewym zakręcie przed rondem przy sporej prędkości nie "skleiły". Auto postawiło i była jazda bokiem. Niestety, przełożyło się to na kilkusekundową stratę i oczywiście wykluczyło mnie z walki o podium. Jednak po mimo tego niefartu i tak jestem zadowolony z tych dwóch rund. Korzystając z okazji chciałbym podziękować Panu Leszkowi Orskiemu za sprawne przeprowadzenie zawodów, bo biorąc pod uwagę nasze wyczyny na trasie, nie było to łatwe. Dziękuję również firmie Rosetex, Citroen Opole, Corotop oraz restauracji Salomon z Opola za wsparcie moich startów, a także moim stałym patronom medialnym: portalowi TopRally.pl, gazecie Auto-Moto Biznes, wyscigigorskie.pl i radiu Eska Opole. Teraz czeka nas wyjazd do naszych słowackich sąsiadów, gdzie pragnę zaprosić wszystkich kibiców w dniach 1-2 sierpnia na wyścig Banovce nad Pebravou. Zapraszam również na moją stronę internetową Europol Race Team, na której zawsze można znaleźć bieżące informacje oraz dużo zdjęć i filmików - www.europolteam.pl.

Grzegorz Duda | Fot. Jan Zieliński

GRZEGORZ DUDA: - Dwa siódme miejsca podczas GSMP Sopot cieszą tym bardziej, że udało mi się wyjeździć te pozycje w bardzo mocnej obsadzie. Ogólnie jestem bardzo zadowolony z całej organizacji, która muszę przyznać, była naprawdę perfekcyjna. Trasa w Sopocie jest bardzo wymagająca i szybka. Jest to typowy odcinek na przełamanie własnych słabości. Tu wsiadając do samochodu trzeba zapomnieć o strachu po prędkości ponad 180 km/godz. Moje czasy w okolicach 1.36 bardzo mnie cieszą, bo w porównaniu do lat ubiegłych jeździło mi się naprawdę swobodnie. Musimy pamiętać, że mój Lancer jest w specyfikacji grupy A i nie wszystkie przeróbki są możliwe. Pierwszy raz poczułem na swoich plecach Andrzeja Papamichalisa, który widać, że przygotował swój samochód bardzo dobrze do tych zawodów. Kilka sekund straty zapowiada ciekawą walkę w drugiej połowie sezonu. Oczywiście jak na Sopot przystało, spędziłem trochę czasu na plaży, a że słońce dopisało to była okazja, żeby odpocząć przed zmaganiami, jakie toczyły się na trasie w sobotę i niedzielę. Droga z Sopotu do Gdyni tym razem była dość śliska i kilku kolegów zakończyło wyścig na dachu. Ja starałem się nie popełniać błędów i to mi się udało. Teraz czeka nas miesięczna przerwa i już 31 lipca wybieramy się na Słowację, żeby zmierzyć się z naszymi południowymi sąsiadami na trasie w Banovcach.
Dziękuję całemu zespołowi, sponsorom i oczywiście mojemu tacie, który dba, żeby wszystko zagrało podczas zawodów. Wielkie podziękowania dla wspaniałej sopockiej publiczności, która jak co roku, zagrzewała do szybkiej jazdy.

Fot. Jan Zieliński

Szymon Piękoś | Fot. Jan Zieliński

SZYMON PIĘKOŚ: - Z wyścigu w Sopocie wracamy z lekko uszkodzonym samochodem, ale trudno powiedzieć, że jesteśmy niezadowoleni. Poza tą przygodą, w której uszkodzeniu uległy tylko felgi i tylne zawieszenie, było w miarę OK. Mówię tylko, bo dokręcona piątka i bliskość drzew mogły spowodować, że konsekwencje tej wycieczki krajoznawczej mogły być znacznie poważniejsze. Sobota przywitała nas niezwykle zaciętą walką. Co prawda, wygrałem klasę, ale różnice do następnych zawodników w klasyfikacji generalnej wynosiły bardzo niewiele. Trzech zawodników zmieściło się w jednej sekundzie. Jak widać, było niezwykle ciasno, z czego właściwie jestem zadowolony - fajnie znowu się ścigać o części sekundy.
W niedzielę niestety, przytrafiło się to nieszczęsne zwiedzanie pleneru i mimo szybkiej naprawy auta i startu do drugiego podjazdu wyścigowego, nie zostałem sklasyfikowany. Szkoda trochę tych punktów, ale tak wygląda rywalizacja. Jestem bardzo zadowolony z odporności samochodu na takie przygody. Mogło być naprawdę dużo gorzej, gdyby nie jego wytrzymałość. Od początku sezonu spisuje się rewelacyjnie. No, może oprócz chimerów na Siennej, gdzie w strugach deszczu przez noc trzeba było reanimować skrzynię biegów.
Tradycyjnie starty w zawodach wpierają firmy Inwest-Profil, Aluprof oraz Nice, którym należą się serdecznie podziękowania. Pamiętamy też o wszystkich kibicach, którzy jak zawsze tłumnie zagrzewają do walki o jak najwyższe lokaty. Dziękujemy i do zobaczenia!

Fot. Jan Zieliński

Paweł Dytko

PAWEŁ DYTKO: - Dwa trzecie miejsca to dla mnie bardzo udany start, bo do Sopotu przywiozłem samochód w takiej samej specyfikacji, jak do Siennej. Nad morzem Mariusz Stec zdecydowanie nam odjechał a z Markiem Nygą starałem się ostro walczyć o drugie miejsce, przy okazji musiałem też cały czas spoglądać w lusterko wsteczne na pozostałych kierowców w Lancerach. Szkoda, że trasa w tym roku została spowolniona dwiema szykanami, co moim zdaniem odebrało jej nieco „charakteru” - ale takie są wymogi bezpieczeństwa, do których my, kierowcy musimy się dostosowywać. Cieszę się, że kibice dopisali a kibice zapewne cieszyli się z pogody. Było ciepło i słonecznie, co dla mnie niestety jest niekorzystne. Tylko raz podczas niedzielnych treningów jechaliśmy po mokrym, co pozwoliło mi awansować na drugie miejsce, ale później zrobiło się sucho i niestety, notowałem większe straty. Niemniej samochód spisywał się bez zarzutu i generalnie jechałem bez przygód (nie licząc drobnego rozbicia opon przy pokonywaniu slajdem ronda). Auto jest jednak całe i już w najbliższy weekend będzie służyło Radkowi Typie i Maćkowi Wisławskiemu podczas Rajdu Karkonoskiego.

Marek Nyga

MAREK NYGA: - To był dla mnie wspaniały weekend. Oprócz niesamowitych emocji wynikających z szybkiej trasy, atmosfera w Sopocie była cudowna. Piątek przywitał nas topowo wakacyjną pogodą. Ogromna liczba odwiedzających i fale... Można było choć na chwilę zapomnieć o ciężkiej pracy za kierownicą. W sobotę było znacznie zimniej niż w piątek, ale dla nas to lepiej, ponieważ w samochodzie można było wytrzymać bez lodu. Zdawałem sobie sprawę, że trasa w Sopocie jest lubiana przez zawodników, dlatego postanowiłem od samego początku ostro atakować każdy centymetr drogi. Sobotnie treningi wygrałem nawet z liderem klasyfikacji generalnej, Mariuszem Stecem w bardzo szybkim Evo IX. W podjazdach wyścigowych jechałem pewnie i szybko. Podczas drugiego podjazdu na drugiej szykanie trochę przesądziłem i postawiłem moje Evo na dwóch kołach. Całe szczęście, że nie odbiło się to na czasie przejazdu i pewnie wygrałem swoja klasę N+2000 oraz wywalczyłem drugą pozycję w generalce, pozostając tylko 2 sekundy za wielokrotnym Mistrzem Polski, Mariuszem Stecem. Niedziela przywitała nas mokrą nawierzchnią i podczas podjazdu zapoznawczego, jak i treningowego, jechaliśmy na mediach. Liczyłem, że podjazdy wyścigowe również będą po mokrym, lecz aura zmieniła zdanie i zaświeciło słońce, które szybko osuszyło trasę. Pierwszy przejazd był moim rekordowym czasem 1.30.752. Pomimo wielu plam po deszczu, jechałem bardzo szybko. To było już istne szaleństwo. Chciałem zbliżyć się do Mariusza, natomiast on też przyspieszył i dalej pozostała mi 1 sekunda straty do lidera. W drugim przejeździe popełniłem błąd zmieniając biegi i zaraz za pierwszą szykaną miałem sporo straty ale i zarazem szczęścia, że nie nastąpiła poważna awaria samochodu. Chcąc nadrobić stratę, opóźniałem maksymalnie hamowania, czasami za późno. Na jednym z szybkich hamowań zablokowałem koła i musiałem się ratować przed bandą. To był sygnał, że nic więcej nie jestem w stanie zrobić swoim ciężkim Evo w specyfikacji grupy N. Na szczęście udało się powtórzyć sukces z soboty i jestem z tego powodu bardzo zadowolony.
Dziękuję mojemu zespołowi, sponsorom, organizatorom oraz kibicom, których serdecznie pozdrawiam.

Tomasz Gajewski | Fot. Jan Zieliński

TOMEK GAJEWSKI: - Spędziłem naprawdę fajny weekend w Sopocie. Rywalizacja na trasie z Romkiem Baranem przyniosła mi dużo satysfakcji, ale też kosztowała wiele emocji. Walczyliśmy o tysięczne sekundy na bardzo szybkiej, trzykilometrowej trasie. W pierwszy dzień zmagań to Romek okazał się szybszy ale w niedzielę role się zamieniły i to ja pojechałem naprawdę wszystko, co tylko mogłem. Po pierwszym niedzielnym podjeździe miałem sekundę przewagi, więc mogłem pozwolić sobie na lekkie odprężenie. Niestety, popełniłem mały błąd na rondzie i zahaczyłem o opony - to kosztowało mnie małą stratę ale i tak udało się wygrać właśnie tą 1 sekundą urwaną podczas pierwszego przejazdu. Jestem bardzo zadowolony z wygranej i całej rywalizacji. Te zawody pokazały, że walka w Open-2000 jest naprawdę świetna i nigdy nie wiadomo, jak może się skończyć. Poza tym muszę przyznać, że jestem zaskoczony świetną organizacją zawodów przez Automobilklub Orski. Wszystko poszło planowo, kibice dopisali jak co roku, no i ceremonia wręczenia nagród na molo przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Tylu kibiców jeszcze nie widziałem podczas wręczenia pucharów. Było mi naprawdę bardzo, bardzo miło.
Zgłoszenie na GSMP Banovce na Słowacji już wysłane i teraz czekam tylko na kolejne zawody. Słowacja jest bardzo trudna. Po pierwsze, długa, ponad 6-kilometrowa trasa, no i do tego bardzo dużo zakrętów, których nie da się zapamiętać.
Dziękuję kibicom za doping, ekipie za serwis mojego samochodu, rodzicom za wsparcie i kolegom z GSMP za stworzenie wspaniałego wakacyjnego widowiska w nadmorskim Sopocie.

Fot. Jan Zieliński


Marcin Kozłowski | Fot. Marcin Kaliszka

MARCIN KOZŁOWSKI: - Jestem strasznie zadowolony z wyniku, jaki osiągnąłem w Sopocie. Przed zawodami wiedziałem, że Piotrek Oleksyk będzie bardzo niebezpiecznym rywalem a Wojtek Myszkier na swoim terenie nie odpuści sobie i będzie chciał wygrać. Jednak udało się od początku sezonu nie przegrać pierwszego miejsca i tak też było w Sopocie. Dwa zwycięstwa stawiają mnie jako pierwszego zawodnika w historii klasy HS, który w połowie sezonu jest z kompletem zwycięstw. Trasa w Sopocie była bardzo szybka i postawienie nowej szykany 300 m po starcie mało wniosło do polepszenia bezpieczeństwa na trasie. Wiele miejsc w Sopocie było bardzo śliskich i trzeba było bardzo uważać gdzie się jedzie bo raz opona kleiła się do nawierzchni a były i takie momenty, że czułem że cały samochód mi ucieka i tracę nad nim panowanie. Jednym słowem, wspaniała rywalizacja nad morzem, tłumy kibiców które co roku dopisują na trasie Grand Prix Sopot . Oczywiście, wspaniałe wręczenie nagród na samym molo w Sopocie odbyło się przy oklaskach całej grupy kibiców zgromadzonych na molo, turystów i sympatyków wyścigów górskich. Takich tłumów podczas rozdania nagród jeszcze nie widziałem i to było bardzo miłe. Organizacja całych zawodów zasługuje na bardzo dobrą ocenę i myślę, że Automobilklub Orski spisał się naprawdę nieźle w roli organizatora już po raz 12.

Fot. Marcin Kaliszka

Roman Baran

ROMAN BARAN: - Zawody zaliczam do nienajgorszych. Udało mi się wyprzedzić Tomka Gajewskiego, który naciskał mnie bardzo mocno od początku wyścigowego weekendu. Można powiedzieć, że czułem jego oddech na plecach i musiałem coś zrobić, żeby wygrać. Oczywiście, jedno co mi zostało to wcisnąć mocno gaz w podłogę i bezbłędnie przejechać odcinek z Sopotu do Gdyni. Udało się i w niedzielę na molo świętowałem zwycięstwo w tłumie kibiców, którzy zgromadzili się podczas wręczenia nagród. W Sopocie pojawiło się sporo czteronapędowych Lancerów i Subaru, które zrobiły wspaniały show dla kibiców. Z tego powodu nie udało mi się wskoczyć wyżej niż na 8 miejsce w klasyfikacji generalnej VII i VIII rundy GSMP Sopot 2009. Staram się walczyć z szybszymi samochodami 4x4 ale tym razem na bardzo szybkiej trasie to one miały przewagę.
Jestem bardzo mile zaskoczony świetną organizacją zawodów i wielki ukłon za to w stronę Leszka Orskiego i całego Automobilklubu Orski, który świetnie przygotował się do rund Mistrzostw Polski w wyścigach górskich nad morzem. Jeśli mowa o morzu to oczywiście nie odpuściłem sobie Banana i po rywalizacji na trasie odpoczywałem na plaży, wygrzewając się na naprawdę ciepłym piasku. Teraz muszę przygotować samochód do startu na Słowacji. Już za miesiąc, 1 sierpnia startujemy na trasie wyścigu Banovce nad Bebravou, gdzie zmierzymy się ze słowackimi kierowcami. Obecnie na liście startowej zgłoszonych jest 56 zawodników, ale znając specyfikę słowackich mistrzostw, samochodów będzie koło setki. Już nie mogę się doczekać na start w Banovcach ze względu na wspaniałą trasę, jakiej w Polsce trudno szukać. 6 kilometrów, mnóstwo zakrętów i wspaniała publiczność, to chyba wszystko co zawodnikowi potrzebne jest do szczęścia aby osiągnąć dobry wynik.
 

Następny artykuł
Pierwsza przegrana Faggiolego

Poprzedni artykuł

Pierwsza przegrana Faggiolego

Następny artykuł

Grzyb w górskich ME

Grzyb w górskich ME
Załaduj komentarze

O tym artykule

Serie Wyścigi
Bądź pierwszy by otrzymać
wiadomości