Le Mans: Kristensen wyrównał rekord sześciu zwycięstw.

Duńczyk Tom Kristensen, jadąc Audi R8 na zmianę z Japończykiem Seiji Arą oraz Włochem Rinaldo Capello wygrał w niedzielę słynny 24-godziny wyścig samochodowy na torze w Le Mans.

Le Mans: Kristensen wyrównał rekord sześciu zwycięstw.

Był to szósty triumf Kristensena w tej prestiżowej imprezie – tym razem reprezentował on barwy japońskiego Audi Sport Japan Team Goh. Duńczyk wyrównał w ten sposób rekord sześciu zwycięstw w Le Mans, który ustanowił niegdyś Belg Jacky Ickx. Jednocześnie jako pierwszy w historii odniósł piątą z rzędu wygraną. Kristensen po raz pierwszy triumfował w tym klasyku w 1997 roku z zespołem Joest Porsche. Rok temu dokonał tego za kierownicą Bentleya, natomiast wszystkie pozostałe zwycięstwa odniósł jadąc Audi. Warto również odnotować, iż Saiji Ara jest dopiero drugim w historii Japończykiem, który triumfował w tym legendarnym wyścigu.

Co mogę powiedzieć, to niewiarygodne osiągnięcie,” mówił na mecie Kristensen. ”Przecież dokonałem tego w swoim ulubionym wyścigu. Pamiętajcie jednak, że to wszystko jest zasługą całej rzeszy osób: pozostałych kierowców, mechaników i wielu innych. To dziwne, bo jako dziecko chciałem zawsze dorównać Jacky'emu Ickxowi. On był zawsze moim ulubionym kierowcą".

Drugie miejsce w zakończonej w niedzielę 72. edycji wyścigu zajęła inna ekipa jadąca na Audi R8 (Audi Sport UK Team Veloqx), w której składzie znaleźli się Brytyjczycy: Johnny Herbert, Jamie Davies i Guy Smith. Wyścig trzymał do końca w napięciu, a różnica pomiędzy pierwszą a drugą załogą wyniosła zaledwie 41.354 sekundy.

Trzecie miejsce stało się udziałem zespołu Champion Racing, jadącego w składzie: Włoch Emmanuele Pirro, Fin J.J. Lehto oraz Niemiec Marco Werner. Dysponowali oni również Audi R8, a ich strata wyniosła 11 okrążeń.

W kategorii GTS najlepszy był Chevrolet Corvette prowadzony przez Olivera Gavina, Oliviera Berettę oraz Jana Magnussena. Wyprzedzili oni o 11 okrążeń Rona Fellowsa, Johnny’ego O’Connella oraz Maxa Papisa w bliźniaczym aucie. Na trzecim miejscu w tej kategorii ze stratą 16 okrążeń dotarło na metę Ferrari 550 załogi Colin McRae, Rickard Rydell i Darren Turner. Trzeba przyznać, że Colin McRae całkiem przyzwoicie sobie poradził w swoim debiucie w tym wyścigu. W żyłach Szkota ciągle jednak płynie rajdowa krew, czego dowodem były wizyty prowadzonego przez „McCrasha” Ferrari w pułapkach żwirowych. „To było świetne doświadczenie. Dużo trudniejsze niż się spodziewałem, ale miałem to szczęście, że byłem członkiem takiego zespołu jak Care Racing, i że chłopaki z Prodrive’u się mną opiekowali. Miło było pracować ze znajomymi twarzami jeszcze z czasów rajdowych. Dave ‘Wilks' Wilcock świetnie się spisał ciągle ustawiając mnie we właściwym kierunku – większość razy! Czy wrócę tu? Zobaczymy,” powiedział po wyścigu Colin McRae.

(LEH/PAP)

akcje
komentarze
Mokre, dramatyczne Kielce.

Poprzedni artykuł

Mokre, dramatyczne Kielce.

Następny artykuł

XXX Bieszczadzki Wyścig Górski.

XXX Bieszczadzki Wyścig Górski.
Załaduj komentarze