Jechaliśmy jednak za Gordonem, który miał problemy z autem i nie rozwijał dużych prędkości. Bardzo się kurzyło i niewiele było widać. Tak dojechaliśmy do wydm, które okazały się wyjątkowo zdradliwe. Każdy błąd mógł być przyczyną dachowania, bądź zjechania w miejsce, z którego trudno byłoby się wydostać. W końcu auto jadące przed nami rolowało, trzeba było je ominąć. Zdecydowaliśmy się podjechać pod praktycznie pionową ścianę, udało się, jednak niedługo później uderzyliśmy tylnym dyferencjałem tak silnie, że aż pękła przednia szyba.JACEK CZACHOR: - Znaliśmy te wydmy z naszego ubiegłorocznego startu na motocyklach. Kiedy tylko dojechaliśmy do piachu, od razu zdecydowaliśmy się zatrzymać i zredukować ciśnienie w kołach. Zajęło nam to około 2 minut, ale decyzja okazała się bardzo trafna. Staraliśmy się wytyczać trasę jak najbardziej precyzyjnie. Udało nam się płynnie pokonać piaski i dzięki temu mamy dobrą pozycję.KUBA PRZYGOŃSKI: - Pół etapu jechałem w kurzu konkurenta, który startował przede mną. Dopiero po tankowaniu w połowie odcinka udało mi się go wyprzedzić i wtedy złapałem swoje tempo jazdy. Trasa była momentami bardzo szybka i rzeczywiście trzymaliśmy manetki odkręcone do końca, ale były też wolniejsze fragmenty trasy. Szare wydmy mają dziwną strukturę, są jakby bardziej miękkie i łatwo zapada się w nich motocykl. Trzeba mieć na nich dobrą technikę jazdy.
ADAM MAŁYSZ: - Dzisiaj dzień pełen mocnych wrażeń. Mieliśmy dachowanie pod sam koniec trasy, już po przejechaniu przez słynne szare wydmy. Przejeżdżaliśmy wtedy przez rzekę na niskim ciśnieniu opon, a do mety brakowało nam niespełna 30 km. Obok nas dachowała również Toyota zawodnika z Kazachstanu. Na koła podstawił nas Martin Kaczmarski, za co mu dziękujemy. Od momentu wywrotki jechaliśmy już bardzo zachowawczo ze względu na brak hamulców. Niezależnie od dzisiejszych emocji czujemy się bardzo dobrze i spokojnie wytrzymaliśmy wszystkie warunki. Mamy nadzieję, że nasi mechanicy wszystko dzisiaj naprawią. Jesteśmy dobrej myśli i walczymy dalej!
KRZYSZTOF HOŁOWCZYC: - Takiego początku Dakaru zupełnie się nie spodziewałem! Po wczorajszym bardzo przyzwoitym wyniku dziś ruszyliśmy w bojowych nastrojach. Jechałem dobrym tempem, czułem prawdziwą satysfakcję z jazdy. Złapaliśmy gumę, ale zmieniliśmy dość szybko, tak, że jadący za nami Lavieille nie doszedł nas. Jednak wkrótce potem popełniliśmy niewielki błąd nawigacyjny, taki na 2-3 minuty i wróciliśmy na trasę już za nim. Szybko go jednak dogoniliśmy i wyprzedziliśmy. W połowie etapu mieliśmy nie za dużą stratę do czołówki, a ja coraz bardziej podnosiłem tempo, mając sporą frajdę z jazdy. Wjechaliśmy w dość grząskie szare wydmy i tam zsunęła nam się opona, tak więc prawie całą 50-kilometrową sekcję wydm przejechaliśmy praktycznie na 3 kołach, ale poszło całkiem nieźle. Gdy wyjechaliśmy za wydmy i zmieniliśmy koło, wjechaliśmy w dość wąską piaszczystą drogę, na której nie było wyraźnych śladów, żeby jechały nią wcześniej jakieś auta. Stwierdziliśmy, że lepiej nie ryzykować i trzeba się upewnić czy to jest właściwy szlak, Niestety, nie mogliśmy w pobliżu znaleźć żadnej innej drogi i w sumie po prawie 20 minutach krążenia okazało się, że wróciliśmy na tę pierwszą. Potem w szaleńczym tempie do mety. W sumie 37 minut straty do Peterhansela i spadek na 9. miejsce w generalce. No cóż, mam tylko nadzieję, że co się słabo zaczyna dobrze się kończy... Trzeba walczyć dalej o każdą cenną minutę, a przed nami jeszcze kawał drogi do Valparaiso.
MARTIN KACZMARSKI: - To był długi i trudny odcinek, ale jestem bardzo zadowolony ze swojego tempa. Cieszę się, że udało mi się pomóc na trasie Adamowi Małyszowi, który zakopał się 40 km przed końcem odcinka. Dakar się rozkręca, a my razem z nim. Dzisiejszy dzień zaliczam do udanych.
STEPHANE PETERHANSEL: - To był fajny odcinek, naprawdę szybki na początku, ponieważ średnia prędkość była wyższa niż 100 km/h. To była mieszanka szybkich tras. Pojawiły się też kamienie i ryzyko złapania kapcia. Na koniec były też fajne wydmy, a nawigacja była łatwa, ponieważ było tam sporo ludzi. Na szczycie każdej wydmy trzeba było jechać trasą, która wyznaczali ludzie, więc łatwo było nawigować.
CARLOS SAINZ: - Myślę, że to był dobry odcinek. Nie mieliśmy problemów i pojechaliśmy bardzo szybko. Były również trudne wydmy, ale wszystko poszło ok. Byłem trochę ostrożny, aby powstrzymać zużycie opon.
NANI ROMA: - Dzień nie zaczął się dobrze, utknąłem w kurzu za Nasserem, ponieważ miał przebite koło. Nie mogłem go wyprzedzić do czasu, aż złapał drugiego kapcia. Minąłem go i znalazłem się w kurzu za Orlando. Wtedy sam przebiłem koło. Czasami tak się zdarza. Są dni, kiedy każdy musi się zająć swoimi problemami. Potem była najtrudniejsza część - wydmy. Olej miał wysoką temperaturę, co oznaczało się muszę uważać. Ostatnie 60 km pojechałem najlepiej, jak mogłem. Tak wygląda ściganie się w Dakarze.
NASSER AL-ATTIYAH: - Cieszę się, że dojechaliśmy do mety. Ruszyliśmy z trzema kołami zapasowymi i mieliśmy trzy kapcie. Było ciężko, było sporo kamieni. Po 250 km nie mieliśmy już zapasu i musieliśmy pojechać unikając problemów. Jestem zadowolony z osiągów, ale to nadal długi rajd.
RAFAŁ SONIK: - Na starcie usłyszałem tylko ryk silnika: „uuuuuuuu” i już go nie było. Niesamowicie deprymujące. Sebastian jechał jednak szybko bez względu na teren i jeszcze przed tankowaniem złapał kapcia oraz uszkodził quad. Zatrzymałem się i zapytałem, czy mu pomóc, ale powiedział, że da sobie radę. Później już go nie widziałem. - Jakimś sposobem przeciąłem lewą, tylną oponę na wewnętrznym boku. Zupełnie jak w Rajdzie Brazylii. Nie mogłem nic z tym zrobić, bo spalił się bezpiecznik od kompresora i nie miałem możliwości naprawy. W związku z tym całą drugą część odcinka, 190 km, pokonałem na kapciu. Gdyby to się nie zdarzyło, pojechałbym kilkanaście minut szybciej i wygrałbym w cuglach. Cieszę się, że stało się tylko tyle, bo tuż przed startem odcinka zorientowałem się, że nie działa pompa paliwowa. Zdążyłem znaleźć butelkę wody mineralnej, wężyk i przepompowywałem paliwo ustami, tak jak kiedyś. Także popiłem dziś trochę benzyny, ale operacja zakończyła się sukcesem. Mam trochę popalone ręce od benzyny, trochę absmak w ustach, ale warto było.
SAM SUNDERLAND: - Nie było zbyt wiele wydm, może 50 kilometrów, ale zdecydowanie miałem dużo frajdy. Pokonywaliśmy bardzo zmienny teren, wymagający różnej jazdy - było trochę technicznych partii, trochę naprawdę bardzo szybkich. Ogólnie zaliczyłem udany oes. Dojechałem do mety w czołowej siódemce. Mówią, że jestem pierwszy, ale poczekajmy, czy ktoś nie okaże się szybszy. Będę naprawdę szczęśliwy, jeżeli wygram ten odcinek. To byłoby moje pierwsze etapowe zwycięstwo w Dakarze. Wspaniała sprawa! Motocykl był niesamowity. Jak wiecie, bez całej tej ciężkiej pracy, jaka przebiega za kulisami, nic by się nie udało. A zatem jestem naprawdę wdzięczny za tę szansę Hondzie i wszystkim moim sponsorom. Zamierzam dalej iść w tym kierunku i uzyskać dobry wynik na mecie. Fot. DPPI.
FRANCISCO LOPEZ: - Dzisiaj pierwsza część była bardzo szybka, a druga piaszczysta z wydmami. To było dobre dla mojego motocykla. Końcówka była bardzo techniczna, ale myślę, że to dobry dzień. Jestem zadowolony z nowego zespołu. Mój motocykl był dzisiaj drugim najlepszym i bardzo się z tego cieszę. Dakar jest bardzo długi. Meta w Valparaiso jest dla mnie bardzo ważna.
JOAN BARREDA: - To był długi i ciężki odcinek, z szybkimi trasami na początku. W pełni skoncentrowałem się na terenowej nawigacji przez 50 km po wydmach. Udało się wypracować przewagę nad rywalami, ale na 60 km przed metą na drogę wyskoczył mi byk. Mocno zahamowałem i ciężko było uniknąć kraksy. Zderzyłem się z nim i zniszczyłem roadbook. Z manualną nawigacją zdołałem dojechać do mety nie tracąc zbyt dużo czasu. Cieszę się z finiszu w pierwszej trójce i utrzymania prowadzenia w generalce.
ALAIN DUCLOS: - Kiedy jesteś we właściwym miejscu, masz dobrą widoczność. Wszystko poszło dobrze. Pozycje trochę się zmieniły tuż przed wydmami. Potem trochę przycisnąłem i dogoniłem Cyrila, który miał wywrotkę. Widziałem, że wstał, więc pojechałem dalej. Dogonił mnie i do mety jechaliśmy razem. To był etap bez problemów.
PAULO GONCALVES: - To był naprawdę twardy dzień. Na wydmach miałem trochę problemów z gazem i straciłem trochę czasu. To mógł być lepszy dzień. Zdołałem dojechać do mety i to jest najważniejsze. Jutro ruszamy z dobrej pozycji walka trwa dalej.
MARC COMA: - To był bardzo fajny dzień. Miałem problem, kiedy kamień znalazł się między moimi biegami i silnikiem co zablokowało moją skrzynię biegów. Musiałem się zatrzymać i to wyjąć. Potem mogłem jechać dalej bez problemów. Straciłem kilka minut, ale to się czasem zdarza. Cieszę się, że pomimo takich problemów nadal jestem w rajdzie i nadal liczę się w walce.
CYRIL DESPRES: - Pierwsza część etapu była naprawdę szybka. Motocykl nie jedzie zbyt szybko, ponieważ chcemy trochę oszczędzić silnik. To nasza decyzja. Marc i Joan Barreda wyprzedzili mnie i nadrobili sporo minut przed tankowaniem, ale zdołałem wrócić na wydmach. Wywróciłem się na wydmie i zobaczyłem gwiazdy. Uszkodziłem mojego camelbacka, więc nie miałem wody przez 100 km.
MARCOS PATRONELLI: - To dobry dzień, ponieważ było bardzo ciężko i udało się to przejechać. Musiałem dostosować ciśnienie w kołach przed wjazdem na wydmy, ale w jednym z nich miałem zbyt mało powietrza i 50 km przed metą uderzyłem w kamień. Musiałem je wymienić. Na koniec byłem zaskoczony, bo z tymi wszystkimi problemami myślałem, że wszystkie quady mnie dogonią. Można powiedzieć, że Dakar zaczął się dzisiaj.
LUCAS BONETTO: - To był naprawdę dobry dzień. Przez ostatnie 20 km miałem kilka problemów: kapeć i problemy z pompą paliwa. Musiałem się zatrzymać i Marcos minął mnie, ale to był dobry dzień.
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.