Komentarze po Nyirad
JACEK CHOJNACKI: - Stary rallycrossowy wróbel jestem i do tej pory wydawało mi się, że jeździłem po prawdziwych torach do tej dyscypliny sportu.
Tor w Nyirad zdecydowanie zmienił mój pogląd. Oczywiście hopki dla Seicento to żaden problem ze względu na jego niezbyt dużą prędkość a duże różnice wysokości to miód dla tej dyscypliny sportu. Tym także, którym przeszkadzały dziury, chciałbym przypomnieć, że kiedyś rallycrossowe tory takowych miały bez liku i ponieważ nie znając toru byłem na nie na wszelki wypadek przygotowany, dlatego nie miałem żadnych problemów technicznych podczas zawodów w Nyirad. Zatem tor do zabawy doskonały, ale i niebezpieczny ze względu na osiągane prędkości co było bardzo widoczne w mocniejszych klasach. A my do tej pory myśleliśmy, że nasz tor w Słomczynie jest bardzo szybki! A ja zatęskniłem do całkiem podobnego toru w Vilkyciai na Litwie koło Kłajpedy.
KONRAD KACPRZAK: - Jesteśmy po rundzie na Węgrzech, gdzie mieliśmy okazję pościgać się na bardzo fajnym, szybkim i jak się okazało, bardzo wymagającym dla sprzętu torze. Chyba każde auto z National Cup było reanimowane po kolejnych kwalifikacjach. Pech dotknął mój samochód już w pierwszej kwalifikacji - po uszkodzeniu płyty, miski olejowej i złamaniu smoka przytarł się silnik w pierwszym cylindrze, w wyniku czego pękł korbowód. Przez noc inżynierowie Ptaszek i Cygaro skonstruowali mi trzycylindrowe Seicento, którym cudem jeździłem kolejne kwalifikacje i finał, ale nie miałem szans z czterocylindrowymi Sejami i zawody ukończyłem na ostatnim miejscu. Tor bardzo fajny i chętnie pojawię się tam w przyszłym roku.
ADAM KOZAK: - Byłem w Nyirad już trzy razy, znam ten tor z cyklu Mistrzostw Europy i lubię go najbardziej. Obiekt jest niezwykle szybki, przy tym bardzo techniczny, a z uwagi na liczne hopki i "odciążenia", wymagający dla zawieszenia samochodu. Jazdy nie ułatwiał też upał, który o tej porze roku jest tam nie do zniesienia. Jadąc na Węgry miałem przewagę w postaci znajomości toru i zakładałem, że uda mi się wygrać z polskimi zawodnikami - co później potwierdził wynik czasówki. Niestety, zarówno pierwszej, jak i drugiej kwalifikacji nie ukończyłem z powodu usterki w instalacji elektrycznej. Pompa nie podawała paliwa w sposób ciągły i auto gasło. Pozostało wracać do Polski bez węgierskich punktów.
KAMIL KOMOŃSKI: - Lubię suche i słoneczne zawody, takie jak w Nyirad. Tor zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Wiele spadań , duża różnica terenu powodowała, że ten tor stał się dla mnie jednym z najbardziej atrakcyjnych obiektów na tę chwile. Ulubionym momentem był zakręt, gdzie po szybkim spadaniu (koniec 4 biegu) było dohamowanie do nawrotu na 2 bieg. Raz tam przesadziłem i po odbiciu od nasypu ziemnego znalazłem się na boku - ciekawe uczucie, wychodzić przez drzwi jak w czołgu. Dobre czasy w 2 eliminacjach pozwoliły mi startować z 3 pozycji. Do pierwszego zakrętu wjechaliśmy wszyscy bardzo blisko siebie. Na drugim zakręcie spotkałem się z Grześkiem bok w bok. Jego auto wypadło z trasy. Następnie jadąc za prowadzącym Figlem czekałem na jego krok. Postawiłem wszystko na jedna kartę. Minąłem Figla jadącego Joker Lapem i zacząłem ucieczkę. Jechałem najszybciej jak mogłem. Łukasz Figiel po wyjechaniu z Joker'a nie jechał już tak szybko i blokował chłopaków z tyłu, co dało mi szansę bezpiecznego przejechania Joker Lapa na 2 zakręty przed metą. Bardzo się cieszę z mojego pierwszego zwycięstwa. Nie mogę się doczekać następnej eliminacji, żeby znowu sprawdzić się z tak szybką i wyrównaną w tym sezonie konkurencja”
KRZYSZTOF SKORUPSKI: - Nyirad zdecydowanie prowadzi w moim rankingu torów rallycross. Bardzo dużo radości dawała mi jazda na tym obiekcie. Lubię szutrowe zakręty, czego brakuje w Słomczynie. Pierwszego dnia, gdy tor był jeszcze równy, można było naprawdę bardzo szybko pokonywać zakręty. Lecz juz w niedzielę liczne wyrwy w torze oraz polewanie przed wyjazdem naszej klasy, zmuszało nas do znacznego ograniczenia prędkości. Niestety mieliśmy problemy z silnikiem, co było widać na prostej startowej podczas kwalifikacji, kiedy mój wózek nie dorównywał mocą reszcie konkurencji. W finale A na przedostatnim zakręcie jechałem bardzo ostrożnie, dużo wcześniej hamując i trzymając wewnętrzną, broniąc się przed atakami jadącego bardzo dobrze tego dnia Grześka Niedziołko. Właśnie wtedy Grzesiek nie wyhamował, lekko wyrzucając mnie z zakrętu. Ostatecznie jednak udało mi się obronić pozycję, dojeżdżając na metę jako drugi.
ŁUKASZ TYSZKIEWICZ: - Piąta runda FIA Central European Zone Rallycross Trophy odbyła się na węgierskim torze w miejscowości Nyirad. Tor był bardzo szybki i techniczny. Zawody zapowiadały się bardzo ciekawie. Podczas kwalifikacji udawało mi się poprawiać czasy uzyskiwane w treningach co pozwoliło mi zająć drugie miejsce w pierwszej i drugiej kwalifikacji oraz wygrać trzecią. Niestety po zjechaniu do serwisu po trzecim wyścigu okazało się, że w skrzyni biegów jest dziura. Na szczęście mechanicy na finał zdołali włożyć seryjną skrzynię. W tym miejscu chciałbym podziękować moim mechanikom Arturowi i Wojtkowi, mechanikowi Kamila Komońskiego, Arturowi i mechanikom Konrada Kacprzaka, Marcinowi i Pawłowi, którzy walczyli do ostatniej chwili, żebym mógł wystartować w finale. Z seryjną skrzynią nie miałem szans na walkę z Romanem Castoralem i Davidem Stefanem. Na szczęście udało mi się obronić trzecie miejsce, z którego jestem bardzo zadowolony.
RAFAŁ MALIŃSKI: - To był świetny pomysł, żeby jedna z rund mistrzostw Polski rozegrała się na Węgrzech. Mimo, że tor jest bardzo daleko, to jego konfiguracja i zróżnicowanie poziomów z pewnością rekompensuje wysokie koszty dojazdu. Śmiało mogę powiedzieć, że to najfajniejszy tor, po którym jeździłem. Na dodatek przez całe zawody świeciło słońce i panowała plażowa atmosfera. Pierwszego dnia doszło do pewnego dziwnego zdarzenia. Po czasówce większość zawodników przebrała się w "cywilne" ubrania, a moja ekipa była już spakowana, żeby pojechać plażować się nad Balatonem. Kiedy już wsiadałem do samochodu, dotarła do mnie informacja, że zmienił się harmonogram i za pół godziny jedziemy pierwszą kwalifikację. Wszyscy byli tym zdziwieni, informacja była przekazane tylko przez megafon. Przed pierwszym wyścigiem miałem problemy techniczne i moje Seicento odpaliło w ostatnim momencie, kiedy rywale stali już na stanowiskach startowych. Na szczęście organizatorzy byli wyrozumiali i dopuścili mnie do biegu. W finale B popełniłem błąd, zbyt wcześniej zjeżdżając na Joker Lapa, przez co utknąłem za jadącym zdefektowanym samochodem Konradem Kacprzakiem. Na przedostatnim zakręcie udało mi się wyprzedzić Arona Domżałę, ale on skontrował mój atak i na metę wjechał jako pierwszy. Mam nadzieję że węgierska runda na długo zagości w kalendarzu mistrzostw Polski. Ściganie się po tym torze to wielka przyjemność.
ŁUKASZ FIGIEL: - Tor w Nyriad jest nowym torem dla kierowców z National Cup, nawet dla doświadczonych kierowców jak Jacek Chojnacki, który ściga się już od wielu lat. Tor ten pozwolił kierowcom pozyskać, jak i sprawdzić swoje umiejętności jazdy. Różnice wysokości toru, "podbicia" były dla kierowców National Cup niezwykle uciążliwe, gdyż ulegały uszkodzeniu miski olejowe i części zawieszenia. Słoneczna pogoda dopisywała podczas zawodów, jak również dawała w kość podczas kwalifikacji oraz finałów - temperatura dochodziła do 60 stopni w samochodach. Podczas zawodów nie liczyła się jednak temperatura i pot, tylko dojechanie do mety. Duże prędkości podczas jazdy nie pozwalały na jakiekolwiek błędy. Jeden błąd i dachowanie. Z trudem udało się dotrzeć do finału A. Pierwsze 3 okrążenia prowadziłem, w pewnym momencie dobiło samochód przy przejściu z nawierzchni betonowej w szutrową. Pech chciał, że mechanizm lewarka zmiany biegów uległ totalnemu zniszczeniu, co uniemożliwiało zmianę biegów. Dwa ostatnie okrążenia jechałem na trzecim biegu i dojechałem na czwartej pozycji.
MAREK OZIMSKI: - Węgierski tor bardzo różnił się od polskich obiektów. Jest szybszy i dużo bardziej wymagający dla kierowców, jak i dla maszyn. Trasa prowadziła przez liczne hopki i zróżnicowane wysokości, co było bardzo widowiskowe dla kibiców. Osobiście tor w Nyirad podobał mi się, chodź przyznaję, że jechałem bardzo asekuracyjne. Jeden błąd na tym szybkim torze mógł spowodować totalne zniszczenie auta. Wysokie temperatury przy takiej ilości zawodników, a co za tym idzie, długich kolejkach przed startem, były dużym problemem dla oczekujących kierowców. Moja klasa była najliczniejsza. Ciężko było włączyć się do walki z dużo szybszymi i z napędzanymi na cztery łapy samochodami.
Udostępnij lub zapisz ten artykuł
Najciekawsze komentarze
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.