Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Awans Przygońskiego

Marc Coma utrzymał prowadzenie w Sardegna Rally Race po 332-kilometrowym etapie Arborea - Teulada.

Obydwa odcinki specjalne - o długości 109 i 50 km, wygrał Andrea Mancini z zespołu Husqvarny. Maratoński etap bez serwisu na biwaku, został rozegrany w rzęsistym, mocno ograniczającym widoczność deszczu. Typowo trialową trasę najszybciej z motocyklistów Orlen Teamu przejechał Jakub Przygoński, który po czwartym i dziewiątym miejscu na oesach awansował o dwie pozycje w klasyfikacji generalnej rajdu i jest obecnie czwarty w klasie pow. 450.

Przygody podczas etapu miał Jacek Czachor. Kapitan Orlen Team zatrzymał się przy włoskim motocykliście, który miał wypadek. - Cały czas padał deszcz, który mocno ograniczał widoczność - powiedział Jacek. - Trzeba było przecierać gogle i uważać na śliskie kamienie. Pomimo tych trudnych warunków jechało mi się lepiej niż wczoraj. Zmieniłem trochę konfigurację motocykla. Ustawiłem inaczej zawieszenie by motocykl lepiej wybierał na wyboistych ścieżkach i kamieniach. Na odcinku zatrzymałem się by pomóc Włochowi, który miał upadek. Nie można było się z nim jednak kompletnie dogadać. Teraz jest już ósma godzina, a organizator nie dał nam jeszcze wytycznych do roadbooka. Jest jedna lampka. Nie wyobrażam sobie, jak siedemdziesięciu motocyklistów ma pracować jednocześnie.

- Dzień rajdowy rozpoczęliśmy w deszczu - mówi Jakub Przygoński. - Cali byliśmy mokrzy, rękawiczki, buty, kombinezon, totalnie wszystko. Trasa była typowo trialowa, bardzo dużo zjazdów i podjazdów oraz śliskich kamieni. Etap skończyliśmy maratonem. Dzisiejszą noc spędzamy na poligonie w namiotach. Nie ma z nami mechaników. Nie możemy również sami dokonywać żadnych poprawek w motocyklach, które są w parku zamkniętym.

- Dzisiaj było dosyć trudno - przyznał Marek Dąbrowski. - Cały czas podjazdy zjazdy i deszcz. Wszyscy dojechaliśmy i jesteśmy na mecie, to cieszy.

Po dwóch dniach rajdu, Marek Dąbrowski zajmuje ósme, a Jacek Czachor dziewiąte miejsce. Jutro etap trzeci o długości 308 kilometrów z Teulady do Murevery.

PO 2 ETAPIE
1. Marc Coma (E) KTM EXC 530
2. Cyril Despres (F) KTM EXC 530
3. Andrea Mancini (I) Husqvarna TE 450
4. Helder Rodrigues (P) Yamaha WR 450F
5. Matteo Graziani (I) KTM EXC 530

Poprzedni artykuł Rossetti potwierdza start
Następny artykuł Dwa słowackie RSR-y

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry