Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska

Marczyk: Rozpoczynam najważniejszy rozdział

Mikołaj Marczyk po kilku latach spędzonych na polskich i europejskich oesach rozpocznie przygodę z mistrzostwami świata. Łodzianin wierzy, że w przyszłości może zostać członkiem fabrycznego zespołu.

Mikołaj Marczyk, Skoda Fabia Rally2 evo

Po wywalczeniu mistrzostwa Polski w 2019 roku, Mikołaj Marczyk wraz z Szymonem Gospodarczykiem mogli rozpocząć międzynarodową karierę i zaliczyli pełny - choć przez pandemię koronawirusa krótszy niż zwykle - sezon FIA ERC 2020.

Pozyskaną wiedzę i zebrane doświadczenie spożytkowali podczas ubiegłorocznej kampanii. Trzy rundy ERC kończyli na podium. W końcowej tabeli Marczykowi przypadło trzecie, a Gospodarczykowi drugie miejsce. W klasyfikacji Michelin Talent Factory Polacy byli najlepsi. Dzięki połączeniu programów, duet po raz drugi wywalczył prymat w klasyfikacji generalnej RSMP.

Sezon 2022 to wymarzony krok w kierunku mistrzostw świata. Choć Marczyk świadomy jest powagi czekającego go wyzwania, podchodzi do rywalizacji z optymizmem. Wierzy, że młodość jest jego atutem i w perspektywie kilku lat może zostać kierowcą w fabrycznym zespole, wystawiającym samochody królewskiej klasy.

Motorsport.com [M.com]: - Plany odsłonięte. Przed wami upragnione mistrzostwa świata. Za nieco ponad trzy tygodnie ruszy Rajd Chorwacji. Podekscytowany?

Mikołaj Marczyk [MM]: - Oczywiście, choć ja już zdążyłem się trochę przyzwyczaić do wyzwania, które jest przed nami. Przez ostatnie pół roku starałem się zorganizować możliwość startu naszego zespołu w mistrzostwach świata. Uważam, że dla nas to ważny i duży krok.

- Czy pod względem sportowym jest ekscytacja, czy strach? O tym jeszcze zbyt dużo nie myślałem. Po prostu cieszę się, że 5 lat po moim debiucie w mistrzostwach Polski trafimy do Rajdowych Mistrzostw Świata WRC 2, gdzie - jak uważam - jest nasze miejsce.

M.com: - Zauważyłem, że bardzo analitycznie podchodzisz do wszystkiego, co wiąże się ze startami. Czy z bilansu plusów i minusów wyszło ci, że to odpowiednia pora na taki awans? W mojej opinii przeskok z ERC do WRC nierzadko jest większy niż z polskiego podwórka na europejskie oesy.

MM: - Uważam, że w moim życiu rajdowym były - jak do tej pory - trzy przełomowe momenty, a teraz nadejdzie czwarty. Nie powiedziałbym, że któryś z nich jest największy. Każdy w swoim czasie był duży, trudny i wymagający.

- Pierwszy taki moment to angaż do zespołu Subaru Poland Rally Team, czyli debiut w mistrzostwach Polski kierowcy, który miał na koncie tylko 5 rajdów okręgowych po 40 kilometrów odcinków specjalnych każdy. Sądzę, że to był duży krok, obarczony wielką presją. Wtedy kibice rajdowi po raz pierwszy zwrócili uwagę na moją sportową aktywność. Krok ten zakończył się bardzo dużym sukcesem. W debiutanckim sezonie zostaliśmy mistrzami Polski w Open N.

- Drugim takim krokiem było rozpoczęcie niesamowitego, jak na dzisiejsze czasy, programu rajdowego, czyli zespół Skoda Polska Motorsport. Zostałem powołany do największej polskiej ekipy jako perspektywiczny kierowca, mając doświadczenie na poziomie pięciu rajdów w RSMP. Zostałem przyjęty do zespołu jako 22-latek. To była wyjątkowa chwila. Ten projekt też zwieńczyliśmy sukcesem. W wieku 23 lat zostałem najmłodszym mistrzem w historii polskich rajdów.

- Trzeci krok postrzegam bardziej przez pryzmat pozyskania partnera naszych startów niż wyniku sportowego. Tym krokiem było dołączenie do Orlen Team i związanie się z PKN Orlen. To był klucz do rozpoczęcia międzynarodowej kampanii. Było to w marcu 2020 roku, czyli dwa lata temu. Współpraca przyniosła dobre efekty w mistrzostwach Europy czy mistrzostwach Europy „juniorów”, czyli Michelin Talent Factory. W klasyfikacji generalnej Szymon zdobył drugie miejsce, a ja trzecie.

- Teraz stoimy u progu czwartego kroku. Rozpoczynam najważniejszy rozdział w mojej przygodzie z rajdami, czyli starty w mistrzostwach świata w kategorii WRC 2. Będę zbierał doświadczenie na trasach, na których mam nadzieję, że zostaniemy na dłużej. Nic wyżej już nie ma. Śmiejemy się z Szymonem, że wyżej to może już tylko mistrzostwa galaktyki.

- Dla chłopaka, który miał pięć „okręgówek” wielką rzeczą było wsiąść do tego Subaru. Potem dla chłopaka z pięcioma startami w RSMP za kierownicą „eNkowego” Subaru dostać się do zespołu Skoda Polska Motorsport i nawet go trochę funkcjonalnie i operacyjnie obsługiwać również było niesamowite.

- Przed każdym z tych wszystkich wyzwań czułem, że mnie to przerasta. Z drugiej strony, miałem przekonanie, że to nie jest wszystko tak tylko „palcem po wodzie”- niemożliwe do realizacji. Czułem, że gdzieś na dalekim horyzoncie, w skali roku, dwóch, pojawi się szansa, by program startów, który realizuję, zakończył się sukcesem.

- Jeśli chodzi o wspomniany przeskok do WRC - z punktu widzenia praktyka, trudno mi dziś odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ ja jeszcze nie wiem, jak duży jest ten krok z mistrzostw Europy do światowego czempionatu. Nie zatwierdziłbym jednak twojej tezy, że bliżej jest z RSMP do ERC niż potem do WRC. Mistrzostwa Europy, do których ja trafiłem, były serialem w którym przez dwa lata rządzili Andreas Mikkelsen czy Aleksiej Łukjaniuk. Podczas wielu rajdów ścigałem się z Danim Sordo, Madsem Ostbergiem i Nikołajem Griazinem, którzy często pojawiali się w mistrzostwach Europy. A to jest pierwszy garnitur i topowi zawodnicy WRC 2. Część z nich nawet wygrywała rundy WRC w klasyfikacji generalnej.

- Patrząc na poziom sportowy, oceniam, że będzie on teraz odrobinę wyższy. Wynikać to będzie z tego, że Mikkelsen czy Ostberg na trasach WRC są jeszcze szybsi niż w mistrzostwach Europy. W ERC byli niejako z doskoku, natomiast jeśli w danej rundzie mistrzostw świata startowali już kilka lub kilkanaście razy, mają jeszcze większą prędkość.

- Nie uważam, by same trasy były trudniejsze. Rajd Fafe z ERC to mniej więcej połowa Rajdu Portugalii z mistrzostw świata. Oczywiście, pierwszym wyzwaniem będzie dystans. Zamiast 200 kilometrów, trzeba będzie przejechać 300. Odcinki są dłuższe. W tej przykładowej Portugalii może być oes Amarante - 38 kilometrów i 26 minut jazdy. Takiego odcinka do tej pory nie doświadczyłem. Najdłuższa moja próba miała 29 kilometrów. A jeśli chodzi o czas jazdy, na Azorach wyniósł on 17,5 minuty.

- Wyzwaniem będzie również daleka pozycja na drodze i koleiny zrobione przez auta WRC oraz cięcia, które podobno są bardzo agresywne. Na pewno chwilę zajmie mi ten pierwszy proces poznawczy. Ja się do niego już od pół roku przygotowuję i chcę tę „inkubację” do tego cyklu przejść jak najszybciej. Myślę, że stanie się to w skali trzech, czterech rajdów i wygląd tygodnia rajdowego oraz te 300 kilometrów będą już dla mnie naturalne. Pierwszy występ z pewnością będzie wyzwaniem pod kątem kondycji fizycznej. Nie ma takiej możliwości przygotowania, by debiutować na 300 kilometrach, chcąc jechać szybko i nie popełniając przy tym błędów, a potem powiedzieć, iż jestem w świetnej formie i nic mnie nie zaskoczyło.

- Trudnych sytuacji będzie mnóstwo, jednak wydaje mi się, że ów przeskok powinien być podobny do tego z RSMP do ERC. Oczekuję też, że zebrane doświadczenie pozwoli mi szybciej omijać pewne problematyczne sytuacje. Mniej rzeczy mnie zaskoczy, a ja będę wiedział, że one będą trudne.

Mikołaj Marczyk, Szymon Gospodarczyk, Skoda Fabia Rally2 evo

Mikołaj Marczyk, Szymon Gospodarczyk, Skoda Fabia Rally2 evo

Photo by: Tomasz Kaliński

M.com: - Czy pozostanie w mistrzostwach Europy było poważnie brane pod uwagę? Mówię o nieco szerszym kontekście. Bylibyście faworytami do tytułu i - co ważne - w centrum zainteresowania promotora oraz przekazu medialnego.

MM: - Myślałem o tym, aby pozostać jeszcze w ERC i to był jeden z czynników. Ponadto zawsze staram się trzymać planu, a ten zakładał trzyletnią obecność w mistrzostwach Europy. W pierwszym roku mieliśmy zebrać doświadczenie, w drugim stanąć na podium generalki i wygrać mistrzostwa Europy juniorów, a w trzecim zawalczyć o tytuł.

- Zmieniłem jednak ten plan, ponieważ robiony postęp okazał się - również dzięki temu, że łączyliśmy dwa cykle - większy, niż zakładałem. Stwierdziłem, iż sufitem naszego poziomu sportowego nie są mistrzostwa Europy. Pozbyłem się kilku kompleksów i odpowiedziałem sobie na pytanie czy jestem w stanie walczyć z topowymi kierowcami świata, mając odpowiednie doświadczenie. Wiedziałem, że mam 26 lat, więc jestem relatywnie młody, ale już nie najmłodszy i jeśli szybko trafię do mistrzostw świata, to w skali dwóch, trzech lat poznam je i nadal jako dwudziestokilkulatek będę miał za sobą i doświadczenie, i wiedzę, i młodość. Wierzę, że w dłuższej perspektywie jesteśmy w stanie zawalczyć o miejsce w fabrycznej ekipie WRC.

- Zbierając to wszystko razem, właśnie dlatego zdecydowałem się na ten krok, który jest trudnym wyzwaniem. Oczywiście, w mistrzostwach Europy moglibyśmy być jedną z bardziej interesujących załóg, natomiast patrzę też pod innym kątem. Sport rajdowy u nas ma grupę kibiców i jest szanowany, natomiast jeśli chcemy mieć kierowcę, który przyciągnie rzesze fanów, uważam, że nie będzie nim mistrz Europy. Potrzebujemy kierowcy fabrycznego WRC, który ma adekwatny do rajdówki Rally1 poziom sportowy.

M.com: - Pamiętam, że podsumowując sezon 2020 określiłeś go mianem nowego otwarcia. Czy wśród słów opisujących ostatnią kampanię jest „sukces”?

MM: - Uważam, że to był sportowo najlepszy sezon w moim życiu. Również był to rok największego postępu i to jest interesujące, ponieważ zwykle największy progres występuje na początku. W moim przypadku był to piąty rok. Widać też doskonale, że jak tylko otrzymałem większe możliwości startów, to wykorzystałem szansę. Widać było, że postępy, które robię jako kierowca, są bardzo duże.

- Rok sukcesu. Sukcesu naszych partnerów i mój jako kierowcy. Myślę, że zaznaczyliśmy swój poziom na arenie mistrzostw Polski. W mistrzostwach Europy również nie mieliśmy się czego wstydzić. Co prawda mogliśmy być oczko wyżej - Szymon byłby wtedy mistrzem Europy - ale nie odczuwam smutku jeśli chodzi o walkę, którą przegraliśmy o 2 sekundy na Wyspach Kanaryjskich. Kiedyś w bardziej kluczowym dla nas momencie wygramy o te 2 sekundy [śmiech] - to właśnie piękno sportu.

M.com: - Czyli rozczarowanie tym trzecim miejscem nie trwało długo?

MM: - Nie, chociaż wiadomo, że te pierwsze godziny czy pierwszy wieczór nie były najprzyjemniejsze. Walczyliśmy, daliśmy z siebie wszystko, ale okazało się, iż przypadnie nam pozycja niżej. Było trochę goryczy. Jednak kilka dni później byłem już po prostu zadowolony z sezonu.

- Niektórzy kibice, gdy ich spotykałem dwa miesiące później, mówili „szkoda”. Odpowiadałem, że wcale nie i że przyjdą jeszcze lepsze dni. Ktoś musi być tym drugim, a ktoś pierwszym. Może rolę grało również moje podejście do życia. Nie za każdym razem trzeba być za wszelką cenę pierwszym. Lepiej w tych najważniejszych momentach i kluczowych chwilach mieć tę szczyptę szczęścia. Mam nadzieję, że walka o wicemistrzostwo Europy nie była kluczowym momentem mojego rajdowego życia.

M.com: - Śmiało można powiedzieć, że ten trzeci weekend listopada był jednym z ważniejszych w najnowszej historii polskiego sportu samochodowego. Zarówno wy, jak i Kajetan z Maciejem, walczyliście do ostatnich metrów finałowego oesu. Obu duetom zabrakło dosłownie kilku sekund. Łączy was to, że pierwsze przejazdy tych później decydujących oesów wygraliście ze swoimi rywalami. Uśpiona czujność?

MM: - Trochę tak. W przypadku Kajetana to w ogóle były skrajności. Yohan Rossel ze wszystkich oesów na torze chyba tylko ten jeden przejechał aż tak dobrze.

- Jeśli o mnie chodzi, walczyliśmy blisko. Zadecydowały bodaj 2 s, ponieważ my musieliśmy po prostu wygrać z Efrenem Llareną drugi etap. Podczas tych 6,5 minut jazdy zabrakło 2 s. A tak przez cały czas jechaliśmy równo.

- Ja na Rajdzie Wysp Kanaryjskich byłem na limicie swoich możliwości, zakładając dojechanie do mety. Uważam, że to był taki dojrzały rajd w moim wykonaniu. Tyle po prostu byłem w stanie. To była prędkość na poziomie 0,3 s/km za Łukjaniukiem, który był bardzo szybki. Wydaje mi się, że na tamten czas to było moje maksymalne tempo. Nic więcej nie mogłem tam wykombinować.

- Na tym ostatnim oesie pewnie z 1,5 s oddałem przez drobne błędy. Nie przez to, że byłem spięty, ale starałem się dać z siebie trochę więcej. Dojechaliśmy do mety i pamiętam, że przybiliśmy piątkę z Szymonem, a on powiedział, że niezależnie od wyniku mi dziękuje. Ja również czekałem aż pojawią się czasy. Zobaczyłem, że przegraliśmy i wiadomo, że ten pierwszy moment jest bolesny. Potem jest już w porządku.

M.com: - Przyglądając się waszym wynikom z sezonu ERC, można się pokusić o stwierdzenie, że zwykle wszystko było zgodne z przewidywaniami. Tam, gdzie mogliście wykorzystać doświadczenie i swoje predyspozycje było dobrze, a tam gdzie brakowało obycia i z założenia miało być trudniej, tak się właśnie działo. Czy może coś cię zaskoczyło pozytywnie lub negatywnie?

MM: - Uważam, że w debiucie na Azorach - w stawce, gdzie byli Dani Sordo, Andreas Mikkelsen i kilku innych zawodników - piąte miejsce w generalce jest bardzo dobre, także patrząc historycznie na osiągnięcia debiutantów w tym rajdzie. To zaskoczenie „in plus”. Spodziewałem się, że tam będzie gorzej.

- Z kolei na minus wskazałbym wieczorny przejazd próby Pindula podczas „Barumki”. Nie chodzi o cały rajd, bo uważam, że ten pojechaliśmy dobrze. Jednak ten nocny oes kosztował 40 sekund, które nas wyrzuciły z realnej walki. Wcześniej byliśmy blisko Filipa Maresa, który po wypadku Erika Caisa rajd skończył na trzeciej pozycji. Ponadto wspomniałbym o pierwszym dniu „Fafe”, kiedy kompletnie sobie nie radziłem z omijaniem kamieni, jadąc we mgle i koleinach.

- Pozytywnie zaskoczyła mnie prędkość podczas Rajdu Polski, który rozpoczynał mistrzostwa. Udało się wskoczyć na poziom międzynarodowy. Myślę też, że na Węgrzech byliśmy mocni. Skorzystaliśmy na tym, że było sucho. Jesiennie, ale sucho. My również mieliśmy tam swoje problemy, ale byliśmy w świetnej formie. Do tej pory miałem problemy z takimi oesami, a tam i łączniki szutrowe, i wszystkie brudne sekcje poszły dobrze. Byłem tam mocny.

M.com: - Przy okazji naszej poprzedniej dłuższej rozmowy dyskutowaliśmy o twoim profilu jako kierowcy. Pojawiła się wtedy hipoteza, że brakuje ci nieco zadziorności. Tłumaczyłeś wtedy, że nigdy nie zrobisz na oesie nic „z szaleństwa”. Jednak czy chwile tego szaleństwa nie pojawiły się, na przykład, na wspomnianych Kanarach czy właśnie Węgrzech, gdzie na ostatniej próbie przeskoczyłeś miejscowego Andrasa Hadika?

MM: - Nie. Niezmiennie uważam, że nawet na poziomie mistrzostw świata i zdobywania tytułu - jak Sebastien Ogier czy Loeb - nie ma szaleństwa. Tam jest po prostu komplet odpowiednich cech, pakiet przygotowań i umiejętności, które składają się na właściwy poziom sportowy.

- W WRC na 300 kilometrach oesowych nie da się zrobić nic z szaleństwa czy samej chęci bycia szybszym, niż się jest. Wszystko się robi pakietem przeszłych doświadczeń, przygotowaniem do konkretnych zawodów oraz szczyptą szczęścia.

- Wracając do szaleństwa. W moim przypadku nic takiego nie było. Oczywiście, nie oznacza to, że ja za każdym razem dojadę do mety. Nie. Też mogę urwać koło, złapać kapcia czy wypaść z drogi. To elementy tego sportu, ale staram się je ograniczać. W minionym sezonie nie było momentów, w których zacząłem podejmować nadmierne ryzyko. I tej strategii nie zmienię. Dokładnie tak będzie w WRC. I uważam, że pojawi się sporo sytuacji, kiedy na poszczególnych oesach będziemy notować duże straty. Pojawią się jednak też odcinki, na których - jak wierzę - już w pierwszym sezonie okażemy się mocni.

- Taka będzie rola nadchodzącego sezonu. Wymierzyć tempo i nawet dojechać do mety oesu minutę później, ale mieć pakiet wiedzy. Dzięki temu możliwy będzie postęp nie z sezonu na sezon, ale z rajdu na rajd. To mój sposób i pewna przewaga nad innymi.

M.com: - Z Szymonem współpracujecie od 2017 roku. Patrząc na was z boku, odnoszę wrażenie, że nie jest to - jak się czasem zwykło mawiać - małżeństwo z rozsądku, ale faktycznie dobrze się dogadujecie i kumplujecie poza pracą.

MM: - Dokładnie tak jest. Współpraca trwa już pięć lat, ale jest również bardzo wymagająca. Spędzamy razem ponad 200 dni w roku. Myślę jednak, że jesteśmy już powoli profesjonalistami. Nie mamy wobec siebie nadmiernych wymagań, ale każdy pilnuje swojej części. Jest również wzajemny szacunek sportowca do sportowca. Nie ma podejścia, że to kierowca jest najważniejszy albo pilot się wymądrza, bo ma większe doświadczenie. Jest nas dwóch i każdy ma swoje potrzeby i zadania na rajdzie.

- Jest też wzajemna opieka. Nie mogę patrzeć tylko na to, co mi jest potrzebne. Ja sam rajdu nie wygram. Szymon tym bardziej, bo nawet nie ma kierownicy [śmiech]. Taka współpraca jest żywym organizmem i nieustannie trzeba o nią dbać. Trzeba zachować ciągłość, ale i czułość relacji.

M.com: - Patrząc na dobór rajdów - Chorwacja, Portugalia, Sardynia, Estonia, Finlandia i Katalonia - większości można się było spodziewać. Przyznam jednak, że mając w odwodzie Grecję czy Ypres, zaskoczyłeś mnie Finlandią.

MM: - Chciałem Finlandię! Chciałem ją, ponieważ żaden Polak w ostatnich latach tam się nie wybierał. Uważam, że to bardzo trudny rajd i w pierwszym starcie będzie pewnie spory łomot. Jest ogromna prędkość i trzeba zrozumieć charakterystykę tych wszystkich szczytów oraz ich opisu.

- Podchodzę jednak do tego kompleksowo i z dużą wiarą, że będziemy dłużej jeździć w mistrzostwach świata. Uważam, że w skali dwóch, trzech lat możemy mieć tam dobrą prędkość. Moja technika jazdy po luźnej nawierzchni sprzyja przyczepnym i szybkim szutrom, więc mam walory spełniające wymagania takiego rajdu.

M.com: - Ostatni ogłoszony start w rundzie WRC przypada na październik. Gdy spotkamy się na początku listopada, o jakich wynikach chciałbyś móc opowiedzieć, by w głosie była satysfakcja?

MM: - Ustaliłem sobie dwa parametry. Dobrze wykonana praca będzie oznaczała, że ujrzę mety tych rajdów, przejadę 300 kilometrów i zbiorę pełne dane na kolejny sezon, by następnego roku nie pojawił się problem, że konkretnego rajdu jeszcze nie jechałem. Nie chcę popełnić błędu z Rajdu Barum 2019. Wtedy i tak nie miałem tempa, by zrobić coś imponującego, więc należało za wszelką cenę utrzymać się na drodze i po prostu dojechać do mety.

- Drugi cel, poza tym zbieraniem doświadczenia, związany jest z WRC 2 Junior. Myślę, że ta podkategoria jest odpowiednia dla mojej osoby. Są tam Erik Cais, Marco Bulacia, Chris Ingram, Emil Lindholm, czyli zawodnicy podobni do mnie. Uważam, że wskazane byłoby podczas kilku rajdów walczyć o podium w tej klasyfikacji.

Mikołaj Marczyk, Szymon Gospodarczyk, Skoda Fabia Rally2 evo

Mikołaj Marczyk, Szymon Gospodarczyk, Skoda Fabia Rally2 evo

Photo by: Vandraq Studio

 

Bądź częścią społeczności Motorsport.com

Dołącz do rozmowy
Poprzedni artykuł Kajetanowicz i Marczyk poznali rywali
Następny artykuł Breen przesiądzie się do Fiesty

Najciekawsze komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Może chcesz napisać pierwszy?

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska