Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Trybunał wskaże mistrza Polski

Saga Grand Prix Polski 2004 powinna dzisiaj znaleźć swój finał przed Trybunałem PZM.

Stronami są GKSS oraz zawodnicy Maciej Stańco i Rafał Janus, domagający się skreślenia wyścigu w Brnie jako rundy mistrzostw Polski. - Nie chcemy zabierać szarf kolegom, zależy nam jedynie na udowodnieniu tego, że to nie my coś zawaliliśmy, tylko nastąpiło niedopatrzenie ze strony władz naszego sportu samochodowego. Dla zaoszczędzenia paru koron, zawodów nie zgłoszono czeskim organizatorom jako rundy WSMP i stąd wyniknęła cała afera - powiedział Maciej Stańco.

Przypomnijmy, że uczestnicy Grand Prix Polski dowiedzieli się podczas badania kontrolnego w Brnie, iż warunkiem dopuszczenia do startu Tomasza Wywiała, Pawła Hildebrańskiego, Rafała Janusa i Macieja Stańcy, jest montaż katalizatora w układzie wydechowym ich samochodów. Porsche Janusa uległo awarii i nie stanęło na starcie, natomiast Saleen Stańcy podczas przerwy w wyścigu, został wykluczony w depo przez czeską komisję techniczną. Obydwaj zawodnicy wystosowali pisma do GKSS o anulowanie eliminacji - i komisja wyścigowa rozpatrzyła wniosek, przyznając rację Stańcy i Janusowi. Przed decydującą rundą w Poznaniu postanowiono jednak nie skreślać Brna, tylko zmienić regulamin i zwiększyć liczbę skreślonych wyników w sezonie.

Takie rozwiązanie oprotestował Tomasz Wywiał, a GKSS, która miała zatwierdzić lub odrzucić decyzję komisji wyścigowej, w ogóle nie rozpatrzyła pism Stańcy i Janusa, traktując je jako zwykły protest do władz wyścigu (w takim przypadku zabrakło kaucji). Stańco i Janus skierowali zatem sprawę do trybunału. - Międzynarodowy Kodeks Sportowy FIA wyraźnie precyzuje, komu należy składać protest na zawodach - dyrektorowi wyścigu lub ZSS-owi, czyli w tym wypadku Czechom, co oczywiście nie miało sensu. Argumentacja GKSS, że powinniśmy złożyć zapowiedź odwołania na ręce delegatów PZM obecnych w Brnie, kłóci się z zapisem w MKS FIA. To nie były osoby funkcyjne tego wyścigu. Mówiąc wprost - w świetle międzynarodowych przepisów, GKSS nie miała nic wspólnego z brneńskimi zawodami - powiedział Maciej Stańco.

Poprzedni artykuł Prost lodowym królem
Następny artykuł Mistrzów będzie dwóch

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry