Drift Open Toruń: Keep Drifting Fun
Weekend majowy to dla wielu osób czas na chwilę wytchnienia, relaksu z rodziną czy, jak to bywa w przypadku naszych drifterów, dużą dawkę oktanów i spalonej gumy z delikatną domieszką rywalizacji.
Właśnie tak zawodnicy serii Drift Open przywitali wersję demo wakacji, dając niezapomniane show dla wszystkich fanów mających możliwość przyjechać do Torunia.Na wstępnie należy wspomnieć, że mimo iż wszyscy byli odpowiednio przygotowani do zawodów pogoda postanowiła iść wbrew trzeciemu przykazaniu. Święto drifterów zostało zakłócone przez zbliżające się deszczowe chmury, co jednak nie przeszkodziło w dostarczeniu widzom sporej dawki adrenaliny i unikatowej wręcz atmosfery Drift Open. Przekonali się o tym wszyscy Ci, którzy nie mieli jeszcze okazji zawitać na eventy z tej serii. Drift trainy w wykonaniu m.in. Jakuba Tatary, Radka Dąbrowskiego czy zawodników ProDrift cieszyły się nie lada uznaniem, co zostało z pewnością uwiecznione na aparatach wszystkich będących tam fotografów i pozwoliło zapomnieć widzom o przykrym w skutkach wypadnięciu z toru przez jeżdżącego nowiutką Suprą Maćka Jarkiewicza. Nie lada atrakcją była też niebieska Hachiroku (Toyota AE86), upalana pod dyktando Pawła Bednarczyka.Nie chcemy tworzyć teorii spiskowych, ale dziwnym trafem najwyższe trzy lokaty fazy kwalifikacji to samochody marki BMW. Marki, której właściciele na tym samym torze i w ten sam weekend mieli swój zlot. Oczywiście nie ma to żadnego związku z tym, że ok. 80% driftowozów biorących udział w tych zawodach to właśnie wytwory z Bawarii. Mówiąc już jednak w pełni poważnie, zarówno Mateusz Włodarczyk, Krzysztof Romanowski, Marcin Mospinek i startujący Nissanem S14A Paweł Kalotka zaprezentowali podczas pierwszej części zawodów bardzo wysoki poziom. Nie ma się co dziwić, że panowie właśnie w tej kolejności zajęli najwyższe lokaty punktowe.Zanim jednak wyniki kwalifikacji były gotowe miał miejsce drobny przestój i przerwa organizacyjna, której nie omieszkali wypełnić niewyżyci kilkoma godzinami jazdy bokiem drifterzy. Dzięki właśnie takim pasjonatom jak Jakub "Musk" Tatara publiczność nie mogła narzekać na nudę podczas mżawki, bowiem zawodnik z Łodzi postanowił wypróbować na torze swoje BMW serii 7. To spotkało się z ogromną aprobatą widzów i z pewnością równie wielkim zadowoleniem na twarzy Muska.Etap przejazdów w parach też przyniósł ciekawe pojedynki. Niewątpliwie jedną z większych sensacji było wyeliminowanie kierowcy PUZ Drift Team przez Sebastiana Matuszewskiego, młodego kierowcę Nissana S14A z V8 BMW pod maską. Niestety młody drifter nie powtórzył tego sukcesu podczas pojedynku z drugim zawodnikiem ze stajni PUZ i musiał zadowolić się uczestnictwem w finale B, w którym następnie pokonał równie dobrze dyspozycyjnego Michała Krajewskiego.Finał to już spotkanie dwóch zawodników PUZ Drift Team. W szranki do bratobójczego pojedynku stanęli Grzegorz Hypki oraz Krzysztof Romanowski. Mimo bardzo dobrej relacji z wyposażonym w silnik LSX BMW E30, Roman musiał uznać wyższość kolegi z drużyny. Nie mniej jednak nie usunęło to uśmiechu z twarzy ani jednemu finaliście.I tak właśnie należy podsumować minione zawody. Bardzo nadużywane ostatnimi czasy hasło "Keep Drifting Fun" jak ulał pasuje do serii Drift Open, która oprócz pielęgnowania ducha rywalizacji nie pozwala zawodnikom zapomnieć o tym, że drifting to przede wszystkim dobra zabawa i jeszcze większe show. Kolejne zawody DO już w lipcu.
fot. Filip Flisek
Piotr Stokowski
Udostępnij lub zapisz ten artykuł
Najciekawsze komentarze
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.