Trela o EEDC w Rydze
Pierwsze miejsce w kwalifikacjach, niemal bezbłędne przejazdy, kłęby dymu i najlepsze pościgi - właśnie takimi słowami można po krotce opisać występ Trolla na zawodach w Rydze serii Eastern European Drift Championship.
Mając na uwadze pasmo niepowodzeń z poprzedniego sezonu nie mogło być lepszego miejsca dla Pawła żeby odwrócić złą passę z 2013 roku i można śmiało uznać, że do pojedynku z Juhą Rintanenem Polak rozdawał same asy, niestety dwa ostatnie przejazdy okazały się być pechowe.Najpierw kierowca Opla GT wypadł z trasy pod koniec drugiego zakrętu, uszkadzając prawą tylną część swojego samochodu. Sędziowie zadecydowali, że z uwagi na błąd Juhy w pierwszym przejeździe najlepszym rozwiązaniem będzie dogrywka. To był bardzo nerwowy czas w parku maszyn dla Teamu Trela. Na szczęście doping wszystkich osób obserwujących pracę drużyny przyniósł wymierne skutki i mimo lekkiego opóźnienia Opel GT dojechał na miejsce startu o własnych kołach.Nieszczęścia chodzą parami. Niestety Paweł musiał się o tym przekonać na własnej skórze i po raz kolejny wypadł z trasy, w podobny sposób jak miało to miejsce w roku 2012 za sterami Nissana S13.5. Tym razem jednak to Trela był osobą goniącą, a wypadnięcie z toru było spowodowane brakiem miejsca na przekładkę. Na domiar złego podczas pierwszego przejazdu Juha Rintanen nie popełnił ponownie błędu kardynalnego i Polak musiał pożegnać się z zawodami.Tak sprawy wyglądały z obiektywnego punktu widzenia. Co jednak ma do powiedzenia sam Troll na temat swojego występu i jak wyglądały nerwowe kulisy tego pojedynku?- W Rydze dawałem z siebie wszystko. W efekcie kibice zobaczyli emocjonującą walkę, dwie dogrywki, a momentami i fazy lotu Chrabąszcza. Styl jazdy Juhy nie jest łatwy. Tym razem on był górą, ale sezon dopiero się zaczyna.- Między drugim przejazdem a dogrywką nie znałem rezultatów. Dlatego, jak tylko dotarła do nas informacja, że sędziowie zdecydowali o OMT całym teamem rzuciliśmy się na naprawy auta. Pech chciał, aby w tym samym czasie zabrakło prądu więc kosztowało nas to sporo nerwów. Kilka minut na naprawę samochodu podnosi ciśnienie. Nie wiem ile osób nam kibicowało w Parku Maszyn, ale walka z czasem była ostra. Najpierw pierwsza dogrywka, potem kolejna. Drugi OMT znów kosztował mnie podobną usterkę, jak w drugim przejeździe. Nie chciałem dać Rintanenowi za daleko odjechać. W poprzednich przejazdach pokonując trasę dość płytko, jako prowadzący uciekał. Wrażenie dystansu, nawet przy mniejszym kącie wizualnie zawsze działa na korzyść uciekającego. Postanowiłem więc od początku trzymać się blisko. Przycisnąłem, on zwolnił więc zabrakło mi miejsca na przekładkę. Efekt był widowiskowy, ale mało skuteczny. Zawody skończyłem na 4 miejscu. To jeden z lepszych moich startów inaugurujących sezon więc jestem dobrej myśli.Jak natomiast miewa się Chrabąszcz kiedy zmusi się go do ostrej jazdy?-Samochód spisuje się bardzo dobrze. Praktycznie nic mnie nie zaskakuje poza tym co wiem, że muszę jeszcze dopracować. Rzekłbym, że jest prawie idealnie. Czuje się w nim dobrze, fantastycznie się prowadzi. Cieszę się, że prace nad autem w zimie, moja wymarzona skrzynia i kilka nowości robi robotę. Teraz w najbliższych dniach chcę skupić się na dostrojeniu auta oraz szybkim serwisie po przygodach na Łotwie.
fot. Maciej Zoń
Piotr Stokowski
Udostępnij lub zapisz ten artykuł
Najciekawsze komentarze
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.