Dyskusje o „team orders”

Ferrari po raz kolejny przekonuje, że idea poleceń zespołowych była częściej poruszana poza ekipą, a w Maranello stawiają na równy status kierowców.

Dyskusje o „team orders”

Scuderia z impetem weszła w sezon 2022, ale po kilku udanych tygodniach przyszła gorsza passa, pełna awarii, pomyłek strategicznych czy błędów kierowców. Wakacyjną przerwę Charles Leclerc rozpoczął ze stratą 80 punktów do lidera Maxa Verstappena. Ferrari musi odrobić do Red Bull Racing aż 94 oczka.

Wielu obserwatorów kilkukrotnie dziwiło się, że w Maranello nie postanowiono uczynić z Leclerca zdecydowanego kierowcę numer jeden i w walce o triumf indywidualny poświęcać czasem wynik Carlosa Sainza. Ferrari za każdym razem odpowiadało, że jest jeszcze na to za wcześnie.

Pytany o sprawę Laurent Mekies, dyrektor sportowy Ferrari, przyznał, że ideę poleceń zespołowych częściej dyskutowano poza zespołem niż w Maranello.

- Można powiedzieć, że częściej rozmawiano o tym poza ekipą niż w jej środku - powiedział Mekies. - Mówiąc już poważniej, zawsze wyrażaliśmy się jasno. Naszym celem jest jak najlepszy wynik dla zespołu. Ferrari przede wszystkim.

- Oczywiście, nadejdzie chwila, w której będziemy musieli w większym stopniu skoncentrować się bardziej na jednym kierowcy, o ile wymagać tego będzie sytuacja w mistrzostwach. Nie oznacza to koniecznie matematycznej różnicy, ale chodzi o moment sezonu, w którym będziemy to uważać za słuszne.

W trakcie sezonu Ferrari kilka razy podejmowało mało trafione lub kontrowersyjne decyzje strategiczne. Mekies podkreślił, że osobom z zewnątrz chwilami trudno mieć pełny obraz sytuacji i rozumieć postępowanie zespołu i dodał, iż do zamieszania przyczynia się również opóźnienie w transmisji radiowych komunikatów.

- Gdybyśmy się cofnęli [do Grand Prix Francji], ponownie wezwalibyśmy Carlosa tak jak to zrobiliśmy i odbyli postój, tak jak go odbyliśmy. Pokazuje to, jak dzisiaj, w tak złożonym sporcie, trudno jest zrozumieć motywy tej czy innej strategii.

- Oczywiście, mamy na uwadze, że straciliśmy w tym roku trochę punktów. Są problemy z niezawodnością, kilka rzeczy można zrobić lepiej. I bardzo ciężko nad tym pracujemy.

- Nie zwiększa to presji, ponieważ ona i tak jest wysoka. To normalne w świecie rywalizacji. To pozytywna presja i zmusza nas do poprawy wyścig po wyścigu.

Czytaj również:
akcje
komentarze
Hamilton nie będzie krytykował
Poprzedni artykuł

Hamilton nie będzie krytykował

Następny artykuł

Norris też miał problemy

Norris też miał problemy