Vettel nie kibicuje Hamiltonowi

Podczas Grand Prix Abu Zabi między Maxem Verstappenem a Lewisem Hamiltonem rozstrzygną się losy tegorocznego tytułu. Sebastian Vettel kibicuje kierowcy Red Bull Racing.

Vettel nie kibicuje Hamiltonowi

Max Verstappen i Lewis Hamilton przystępują do finału Formuły 1 2021 z taką samą ilością punktów, chociaż to Holender jest liderem mistrzostw, ze względu na jedno zwycięstwo więcej.

Gdyby to Hamilton sięgnął po tytuł, ustanowiłby nowy rekord wszechczasów. Obecnie na koncie ma siedem końcowych triumfów, tyle samo co Michael Schumacher.

Sebastian Vettel nie byłby zachwycony powyższym scenariuszem. Kierowca Astona Martina bowiem nigdy nie ukrywał swojego podziwu dla Niemca i dlatego nie chce, aby jego rekordy zostały pobite.

Vettel mówił o tym podczas konferencji prasowej przed Grand Prix Abu Zabi, zasiadając na spotkaniu z dziennikarzami obok syna siedmiokrotnego mistrza świata - Micka.

- Michael Schumacher pozostaje moim bohaterem - powiedział Vettel. - Dlatego prawdopodobnie nie chcę, aby Lewis wygrał. Natomiast prawdę mówiąc, obaj zasłużyli na to, mając szansę na zdobycie tytułu w ostatnim wyścigu.

- Ucieszy mnie, jeśli rekord Michaela nie zostanie pobity, ale nawet jeśli Lewis zwycięży, nadal będę uważał Michaela za tego najlepszego - podkreślił. - Zresztą gdyby Lewis zdobył o jeden, dwa, trzy lub pięć tytułów więcej, nic by to dla mnie nie zmieniło. W każdym razie nie mam nic do Hamiltona, a prawdopodobnie życzę Maxowi zwycięstwa właśnie ze względu na Michaela. Generalnie niech wygra lepszy.

W odniesieniu do powyższego tematu, Mick Schumacher dodał: - Cóż, jeszcze nic nie zostało rozstrzygnięte, więc nie mogę powiedzieć, jak z tym się czuję. Oczywiście trzymam kciuki za obydwóch. Tylko oni mogą zdobyć mistrzostwo i ciekawie będzie to zobaczyć. Kto wygra, ten wygra, ja nie mam na to wpływu.

Czytaj również:

 

akcje
komentarze
Verstappen: Jestem traktowany inaczej
Poprzedni artykuł

Verstappen: Jestem traktowany inaczej

Następny artykuł

Pretendenci przyjęli ostrzeżenie

Pretendenci przyjęli ostrzeżenie
Załaduj komentarze