Głosy po Greinbach
PIOTR DYJAK: - W sumie, mimo wszystko, jestem zadowolony z występu.
Sam sobie pokazałem, że mogę jechać szybko i konkurować z najlepszymi. Potrzebuję oczywiście obycia i treningu ale nabieram wprawy i robię postępy. Na mokrej nawierzchni Lancer jest bardzo konkurencyjny i tylko mój błąd wynikający oczywiście z braku doświadczenia, spowodował zwiedzanie trawy i spadek na piątą pozycję . Po "suchym" nie jest już tak różowo i różnice w mocy są dość wyraźne, mimo to udało się skutecznie nawiązywać walkę z Kotanem i Reveszem. Pierwsza pozycja w finale B dawała realną szansę na awans do finału A i walkę o czołowe lokaty. Niestety, po kontakcie z "Balu", efektownym piruecie i spotkaniu z bandą Mitsubishi stopniowo odmawiało współpracy. Uszkodzenia są spore, ale na szczęście głównie w zakresie wizualnym. Tak więc ostateczny rezultat rozczarowuje. Nie poddajemy się jednak i do Słomczyna planujemy przyjechać lepiej przygotowani. Evo poza naprawami blacharskimi przejdzie kurację wzmacniającą. Otrzyma nową, większą turbinę, wydajniejsze wtryskiwacze oraz powiększony intercooler. Mam nadzieję na lepszy występ i ciekawą rywalizację.
PIOTR KEMPA: - Ponieważ dopiero zacząłem swoja przygodę z rallycrossem, tak naprawdę każdy tor jest dla mnie nowy. Niewątpliwie, progres jaki się dokonuje, daje dużo satysfakcji, pytanie, na ile będzie znaczący by nawiązać rywalizację z najlepszymi. Z okrążenia na okrążenie byłem coraz szybszy, myślę jednak, że i tak sporo jeszcze nauki przede mną. Za kierownicą Seicento spędziłem dopiero niecałe dwie godziny. Nie mam pojęcia, który jestem w klasyfikacji, najważniejsze to jeździć za chłopakami i uczyć się toru jazdy od nich. A jak już się wjeżdżę w samochód to zobaczymy, na ile mi to dobrze wychodzi i jakie mam szanse w walce o coraz lepsze pozycje.
KONRAD KACPRZAK: - Dla mnie super zawody! Lubię się ścigać po nowych torach. Jest to kolejny obiekt poznany w Europie, który dodatkowo bardzo mi odpowiadał. Bardzo szybko się odnalazłem na tym torze. Po najlepszych czasach okrążeń pierwszego dnia w deszczu wiedziałem, że powalczę. Następnego dnia wygrana czasówka i kwalifikacje ze sporym zapasem czasowym. Pozostało tylko dobrze wyjść ze startu z pierwszego placu, pojechać swoje i dojechać do mety.
Początek idealny, potem kilka razy wpadłem w głębokie dziury, uderzenia były potężne. Zjechałem po joker lapie na pierwszym miejscu, a tu na dwa okrążenia przed metą temperatura silnika wzrosła do 120 stopni. Zwolniłem, mniej dokręcałem motor, chwila dekoncentracji i przewaga zaczęła topnieć. Wygrałem z minimalną przewagą. Okazało się po mecie, że urwał się przewód masy do wskaźnika temperatury, a z silnikiem wszystko było w porządku. Greinbach to profesjonalny obiekt, którego jedynym chyba mankamentem są łączniki szutrowe - podczas finałów były już mocno rozjeżdżone. Pojawiły się liczne dziury i wyrwy. Przyznam, że w finale gorzej i wolniej jechałem niż w kwalifikacjach, przez to, że doszedł element omijania dziur które oczywiście były w optymalnym torze jazdy. Myślę że w wyniku tego urwał się ten przewód. Poza tym podejście obsługi zawodów, zaplecze obiektu wszystko bardzo profi.
Wielkie dzięki dla Pawła i Marcina za przygotowanie i obsługę samochodu, chociaż na tej rundzie Panowie się nie przepracowali, w zasadzie tylko tankowanie...
MARCIN WICIK: - Mój debiut w Dywizji 2 uważam za udany. Miejsce na podium w dosyć silnej stawce było dla mnie dużym osiągnięciem, biorąc pod uwagę, że zasiadałem za kierownicą tylnonapędowego samochodu po raz pierwszy, nie licząc 3 okrążeń w Anglii. W pierwszym dniu zawodów podczas ulewnego deszczu bardzo trudno poznawało się nowy tor. Mimo to podczas drugiego dnia udało nam się wywalczyć miejsce startowe w pierwszej linii. Wyraźnie słabszy mocowo samochód nie pozwalał mi walczyć o zwycięstwo. Musiałem zadowolić się trzecim miejscem. W obecnej chwili pracujemy nad tym, aby nasza jednostka napędowa, po części chociaż dorównywała silnikom, jakie posiadają Sterkens, Castoral i inni w czołówce MERC. Tylnonapędowy samochód jest trudniejszy w prowadzeniu, dlatego jako zawodnik potrzebuję czasu, aby oswoić się z zupełnie inna techniką jazdy. Myślę, że połączenie tych dwóch aspektów: mocniejszego silnika i doskonalenie techniki jazdy pozwoli mi osiągnąć jeszcze lepsze wyniki w Mistrzostwach Europy.
PIOTR NASZKOWSKI: - Bardzo fajny tor. Widać trochę inne podejście do zawodników, chociaż nie obyło bez małego nieporozumienia, a mianowicie przeniesiono nas na trochę gorsze miejsca. A tak naprawdę na tereny podmokłe... Bardzo lubię nowe tory, bo nie jest nudno i można się czegoś nauczyć. Z Konradem minęliśmy metę w małych odstępach. Kto wie, może była szansa wyprzedzenia go na dłuższym dystansie, chociaż Konrad to doświadczony zawodnik. Podsumowując, bardzo udane zawody, miła atmosfera, super pogoda. Naprawdę było fajnie i myślę, ze może w tym roku będzie mniej pecha.
KRZYSZTOF SKORUPSKI: - Tor w Greinbach był bardzo fajnym torem, zwłaszcza w sobotę, kiedy to trening przejechaliśmy na mokrej nawierzchni i można było się trochę poślizgać. Wtedy już byłem zdumiony przyczepnością samochodu mimo mokrej nawierzchni, co świadczyło o bardzo dobrej jakości toru. Niestety, frajda z jazdy w sobotę była dla mnie ostatnim pozytywem na tych zawodach. Już rankiem następnego dnia mieliśmy pecha. Najpierw przy rozgrzewaniu opon przed startem ukręciłem półoś, więc nie wystartowałem w pierwszej kwalifikacji, a czas na naprawienie usterki przed drugim biegiem wynosił około 20 minut. W nerwowym tempie, pod nieobecność mojego głównego mechanika, przyjaciele wraz z moim tatą robili co mogli, bym wystartował w kolejnym biegu, za co im bardzo dziękuję. Auto choć nie w 100%, udało się zreanimować i mimo startu z ostatnich pól, udało się wywalczyć 3 pole startowe. Po starcie awansowałem na 2 pozycję i postanowiłem na pierwszym kółku pojechać joker lapa. Wiedziałem, że mam dobre tempo i dość realne szanse na walkę o pierwsze miejsce. Niestety, na przedostatnim kółku maska stanęła pionowo rozbijając szybę i dalsze próby jazdy nie przynosiły efektu. Powodem otwarcia maski były najprawdopodobniej stare, luźne zapinki, które otworzyły się na dołkach. Zapinki następnego dnia wymieniliśmy i mam nadzieję, że podobne problemy nie przytrafią mi się na przyszłych rundach.
RAFAŁ MALIŃSKI: - Na pierwszym treningu zostałem na stercie z powodu ślizgającego się sprzęgła. Mimo tego, na dystansie Konrad nie uciekał mi i dojechałem do mety z taką stratą, jak po starcie. Byłem drugi. Pomogło mi to, że w drugim biegu koledzy walczyli zawzięcie z koleżanką i tracili przez to czas i elementy nadwozia. Ja jechałem na czas bez walki. Kolejne biegi odbywały się już na kompletnie suchym torze. Sprzęgło działało już lepiej, ale dalej zostawałem na starcie. W ostatniej kwalifikacji po starcie nie mogłem zapiąć 3-go biegu. Po 4-tym i 5-tym miejscu wylądowałem na 4-tym polu startowym. W finale powtórzył się problem z 3-cim biegiem. Próbowałem zablokować Piotrka Kempę, ale on był już obok mnie i zderzyliśmy się bokami. Po starcie byłem na ostatniej pozycji. Lewy szutrowy zakręt pojechałem „na dno” i wyprzedziłem Karolinę. Zazwyczaj jadąc w ten sposób ten zakręt grzęźnie się w błocie na zewnętrznej części toru. Mi udało się złapać jakąś koleinę i przed następnym zakrętem zbliżałem się do rywali. Opóźniłem hamowanie i wcisnąłem się na wewnętrzną. Nie udało się przepchnąć samochodu Piotrka Naszkowskiego na zewnątrz, więc uderzyłem w stojące przy krawężniku opony. Straciłem prędkość i z zakrętu wyjechałem na piątej pozycji. Nie udało mi się nikogo wyprzedzić. Minąłem jedynie Krzyśka, któremu otworzyła się maska.
Na początku zawodów miałem nadzieję na dobry wynik, nawet zwycięstwo. Dużo lepiej jeździło mi się na wilgotnym torze. Kiedy było sucho, rywale byli szybsi. Na zawody w Słomczynie trzeba się lepiej przygotować. Przyjedzie więcej zawodników, więc będą przyznawane pełne punkty, a nie jak do tej pory połówki. Będzie można odrobić straty. Mam nadzieję, że przełamię pecha, jaki zawsze towarzyszył mi na domowych zawodach.
Udostępnij lub zapisz ten artykuł
Najciekawsze komentarze
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.