Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Komentarze po Moście

MACIEJ GARSTECKI: - Ze względu na małą liczbę samochodów zgłoszonych w najmniejszej klasie, zostaliśmy przeniesieni do dwulitrówek.

Tam nasze szanse były dużo mniejsze, ale jak zwykle, przystąpiliśmy do walki pełni sił i zapału. Niestety, gdy Artur zjechał po pierwszej połowie do boksu, poinformował mnie, że nie ma szans na dobre czasy, bo sprzęgło ślizga się i samochód się wolno rozpędza. To był spory problem. Podczas moich okrążeń starałem się bardzo pracować gazem, minimalizować poślizgi sprzęgła i za wszelka cenę dojechać do mety. Czym bliżej trzech godzin wyścigu, tym było coraz gorzej. Ostatnie okrążenia jechałem z czasem czterech minut, co było tempem praktycznie dwa razy wolniejszym od możliwości samochodu. Ale cóż, tak czasami bywa, awarie się zdarzają, więc cieszę się, że jest meta i są punkty do Mistrzostw Polski, bo to dla mnie, Artura i całego zespołu jest najważniejsze.

ARTUR CZYŻ: - Wyścig w Moście był udany, ponieważ przywieźliśmy komplet punktów w klasie, ale niestety, nie odbyło się bez problemów. Gdzieś po dwudziestu okrążeniach zaczęło się ślizgać sprzęgło i mocno musiałem zwolnić swoje tempo. Okazało się, że puścił zimering i olej dostał się na tarczę sprzęgła, a że sprzęgło oleju nie lubi, to był taki poślizg, że samochód wolniej się napędzał. Z okrążenia na okrążenie spadaliśmy w klasyfikacji i ostatnie koła były już dużo wolniejsze. Pod koniec wyścigu dosłownie modliliśmy się, żeby samochód nie stanął pod górkę. Na szczęście wszystko się udało i zostaliśmy sklasyfikowani. W punktacji klasy do 1400 cm3 zdecydowanie prowadzimy w klasie, ale niestety, w generalce spadliśmy z trzeciej pozycji na piątą. Przed nami dwie ostatnie rundy i myślę, że jeśli utrzymamy tę lokatę to cały sezon 2009 będziemy mogli zdecydowanie uznać za udany. Jestem optymistą - wierzę, że będzie dobrze! 

Teodor Myszkowski

TEODOR MYSZKOWSKI: - Chyba troszeczkę zabrakło szczęścia do drugiej pozycji, ale mogę mieć pretensje tylko do siebie, ponieważ po poprzedniej rundzie wiedziałem, że mam jakieś problemy z mikrofonem i zamiast kupić nowy zestaw, spróbowałem go naprawić. Na treningach było wszystko w porządku, ale niestety, w czasie wyścigu mechanicy w boksie zupełnie mnie nie słyszeli. I tu pojawił się problem. Niedługo po starcie zostaliśmy ukarani przejazdem przez depo, a ja nie wiedziałem co było przyczyną. Oczywiście, gdyby mikrofon działał, to bym wiedział od mechaników co zrobiłem nie tak, ale że oni mnie nie słyszeli to nie wiedziałem nic. Jedyne co mi przychodziło na myśl to uwaga, na jaką nas uczulano w czasie odprawy, żeby nie jeździć zbyt głęboko po tarkach, ponieważ za to będą zawodnicy karani, a że gdzieś tam trochę mocniej przyciąłem, to pomyślałem, że to było przyczyną naszej kary. Kolejne okrążenia jechałem więc dużo ostrożniej. Niestety tor w Moście ma taką konfigurację, że jazda bez cięć jest dużo wolniejsza - nawet o jakieś 2-3 sekundy na okrążeniu, więc moje czasy było sporo gorsze. Gdy zjechałem do boksu, to okazało się, że kara jaką dostaliśmy była efektem zbyt późnej wymiany opon na polach przedstartowych i gdybym wiedział o tym w czasie mojej zmiany, to jechałbym normalnie i 3,5 sekundy, o które przegraliśmy drugie miejsce, było bez wątpienia do odrobienia, ponieważ już na samym początku wyprzedził mnie DTM i akurat kilka sekund później wyjechał safety car. Samochodu bezpieczeństwa nie wolno wyprzedzać, więc cała stawka bardzo szybko nas dogoniła i w tym momencie straciliśmy pierwsze okrążenie. Gdy cały peleton ruszył już swoim tempem, to jakoś troszeczkę straciłem motywację do dalszej walki. Do tego przyznam szczerze, że nie rozumiałem zegara na starcie i nie wiedziałem, kiedy mam zjechać na zmianę. Do tej pory zegar na zawodach zawsze pokazywał czas od trzech godzin do zera, a tak gdzieś w połowie mojej zmiany miałem wyświetlone 49 minut. I wtedy zgłupiałem - powinienem widzieć coś w okolicach 2 godzin, a tu taki czas? Oczywiście mikrofon nadal nie działał, więc nie mogłem spytać mechaników w boksie o co chodzi. Jedyne co dawało mi coś do myślenia to wskaźnik paliwa. Wiedziałem, że na zbiorniku przejadę nieco ponad 90 minut. W momencie gdy kończyło mi się paliwo, ponownie na tor wjechał safety car, ale tym razem w bardziej sprzyjającym dla nas momencie. Przez dwa okrążenia goniłem stawkę, bo wiedziałem, że jeśli we właściwym momencie zjadę na zmianę, to Stefan wyjedzie na tor bez straty okrążenia. Cieszę się, bo to się udało. Mój zmiennik wyjechał na tym samym okrążeniu i już wszystko do końca zawodów przebiegało bez przeszkód. Nie ukrywam, że jestem mocno zniesmaczony moim mikrofonem. Ta awaria odebrała nam sporo punktów, które z pewnością by się przydały pod koniec sezonu. Ale cóż, mamy jeszcze dwa wyścigi, więc jest jeszcze co robić. Wiem jedno - na następne zawody musze mieć nowy mikrofon!

Marcin Przybyszewski

MARCIN PRZYBYSZEWSKI: - Generalnie jestem zadowolony z wyniku. Bardzo cieszy mnie to, że zbliżyłem się do pozostałych zawodników. Kamil Raczkowski i Łukasz Błaszkowski są dla mnie nieosiągalni, ale już następna grupa kierowców jest w moim zasięgu. Wydaje mi się, że podczas następnej eliminacji będę w stanie nawiązać z nimi walkę. Podczas pierwszego wyścigu zawodów w Moście otrzymałem niestety, dość mocne uderzenie już na szykanie. W efekcie spadłem o kilka miejsc i musiałem odrabiać straty. Bardzo szczęśliwie udało mi się dojechać w końcu na szóstym miejscu. Żałuję, bo gdyby nie ten incydent, to z pewnością dojechałbym jedną albo dwie lokaty wyżej. Drugi wyścig przebiegł bez większych przygód. Jechałem w grupie pościgowej złożonej z 4 aut, a różnice czasowe między nami były naprawdę niewielkie. Wiedziałem, że bez jakiegoś błędu ze strony rywali, trudno będzie ich wyprzedzić. Zacząłem zmieniać swój tor jazdy, szukając okazji na skuteczne wyprzedzenie, ale jednak rosnące zmęczenie i brak koncentracji spowodowane niesamowitym upałem powodowały, że odłączyłem się na kilkanaście metrów od tej grupy i wyścig zakończyłem na piątym miejscu. Trzeba jednak przyznać, że znacznie lepiej jeżdżę na zagranicznych torach, niż na poznańskim obiekcie. Różnice punktowe od miejsca 6. do 10. są teraz bardzo małe, zatem walka będzie bardzo zacięta. Będę jednak robił wszystko, żeby w Poznaniu walczyć w ścisłej czołówce. Dziękuję moim sponsorom, firmom Megabajt i Tracer za pomoc w startach.

Stefan Biliński

STEFAN BILIŃSKI: - Jestem bardzo zadowolony z przebiegu wyścigu, chociaż nie ukrywam, że 3.5 sekundy straty na mecie do drugiego miejsca pozostawia pewien niedosyt. Zdaję sobie sprawę, że do końca sezonu pozostały tylko dwa wyścigi i jeśli chcemy obronić tytuł Mistrzów Polski, to oba wyścigi muszą być dla nas perfekcyjne i w sumie należałoby je wygrać. Niestety, nawet jeśli wygramy, to te zwycięstwa nie gwarantują nam sukcesu, ponieważ wszystko zależeć będzie od wielu czynników, a przede wszystkim od formy naszych konkurentów. Konkurencja jest spora, jest kilka samochodów szybszych, ale to mnie nie martwi. Martwi mnie to, że odbywają się kombinacje w innych zespołach. Regulamin jest jasny, są ustalone pewne zasady, według których powinny przebiegać zawody, a niektórzy nasi konkurenci nie przestrzegają tych zasad. I niestety to nie jest problem tylko jednego zespołu. To pozostawia duży niesmak sportowej rywalizacji. Chciałbym, by końcówka sezonu była naprawdę sportową rywalizacją i życzyłbym sobie oraz swoim rywalom, by kolejne zawody rozgrywane były według czystych zasad fair play.

Łukasz Błaszkowski | Fot. Piotr Nurczyński

ŁUKASZ BŁASZKOWSKI: - Start w Moście zakończył się dla mnie ogromnym pechem. Przekonałem się, jak trudnym i nieprzewidywalnym sportem są wyścigi. Trudno się pogodzić z tym, co się stało – przez cały weekend dawałem z siebie 110% i w najgorszych koszmarach nie mogło mi się przyśnić takie zakończenie. W pierwszym wyścigu Kamil Raczkowski był zbyt szybki, abym mógł go wyprzedzić. W drugim biegu po bardzo dobrym starcie wyszedłem na prowadzenie, ale na przedostatnim okrążeniu defekt lewej przedniej opony pozbawił mnie zwycięstwa. Zniszczenia samochodu były na tyle duże, że nie byłem w stanie dojechać do mety i zdobyć punktów. Weekend w Czechach miał też i swoje dobre strony. Oba wyścigi były bardzo emocjonujące, a o to przede wszystkim chodzi w naszym sporcie. Walka o wygraną toczyła się do samego końca, a Arek Nowicki i chłopaki z Nowicki Auto Serwis jak zwykle doskonale przygotowali samochód. Dziękuję im, a także sponsorom i miastu Gorzów – za wsparcie i zaufanie. Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie się układać wzorowo i z korzyścią dla wszystkich stron. Do końca sezonu pozostały jeszcze cztery wyścigi, w których dam z siebie wszystko i na pewno się nie poddam.

Magda Wilk | Fot. Piotr Nurczyński

MAGDA WILK: - Po niezbyt udanym weekendzie na Hockenheim stwierdziłam, że już gorzej być nie może, stąd też do Mostu przyjechałam w optymistycznym nastroju, z uśmiechem na buzi. Po spacerze wokół toru wydawało się, że nie będzie łatwo, ale organizator przewidział bardzo dużo treningów. Niestety, nie jeździliśmy sami, tylko z dużo szybszymi samochodami. Trudno było przejechać czyste okrążenie, bo cały czas trzeba było uważać na pędzące Ferrari, Lamborghini i inne tego typu cudeńka. Mimo tego tor bardzo mi się spodobał i od razu poczułam się na nim dość pewnie. Auto, idealnie ustawione przez niezastąpionych chłopaków z Nowicki Auto Serwis, prowadziło się jak po sznurku. W kwalifikacjach zabrakło mi dobrego „tunelu”, a to na długich prostych w Moście miało duże znaczenie. Jednak czasy okrążeń pokazały, że jeżdżę bardzo równo i mam szansę przebić się w wyścigu do przodu. Tak też było – choć po starcie straciłam pozycję w pierwszej szykanie, to potem udało się odrobić straty i stopniowo przesuwać się w górę stawki. Trudno było się uporać z Markiem Wiśniewskim. Po dwóch okrążeniach przejechanych na jego zderzaku udało mi się jednak go „zmęczyć”. Traciłam pół prostej do Klary Ruszkowskiej, ale pod koniec wyścigu udało mi się ją dogonić. Na wyprzedzenie nie starczyło już okrążeń, ale w drugim wyścigu wykorzystałam zamieszanie po starcie i wskoczyłam na piąte miejsce. Trudno było utrzymać się za czołową czwórką, z tyłu nikt mnie nie gonił, więc przejechałam dziesięć kółek w samotności i nawet trochę mi się nudziło :-) Cieszę się, że znowu dojechałam do mety i zdobyłam ważne punkty. Siódme i piąte miejsce pomogły mi umocnić się w czołówce klasyfikacji generalnej. Po zawodach w Niemczech napawa mnie to optymizmem przed dwiema ostatnimi rundami.

Ola Furgał | Fot. Dominik Kalamus

OLA FURGAŁ: - Niestety, IV runda KLC nie należy do udanych jeśli chodzi o mój udział. Mimo, że tor bardzo przypadł mi do gustu i czułam się na nim rewelacyjnie, nie zapisze się pozytywnie w mojej pamięci. Na wolnych treningach osiągałam bardzo dobre czasy i liczyłam na dobry wynik na czasówce. W pierwszych kwalifikacjach byłam 4, niestety w drugiej czasówce koledzy byli szybsi i w rezultacie startowałam z 6 pola. Zaraz po starcie, na dojściu do szykany dostałam strzała w tył auta ale mimo lekko przestawionej geometrii udało mi się wyprzedzić kilka aut i z pierwszego zakrętu wyszłam na 3 pozycji, tuż za Kubą Chmielem. Od razu daliśmy sobie znak, że uciekamy przed goniącą nas resztą zawodników. Po błędzie na jednym z zakrętów Kuba wyleciał poza tor a ja wskoczyłam na drugą pozycję. Szczęście nie trwało zbyt długo. Na 3 okrążeniu na dojeździe do szykany puściły mi opony i niestety, poleciałam prosto na bardzo wysoką tarkę i złamałam tylną belkę. Nie chciałam odpuścić i walczyłam dalej, musiałam dojechać do mety aby zostać sklasyfikowaną. Po pierwszym wyścigu zjechałam do depo i liczyłam, że chłopaki dadzą radę naprawić auto i że zdołam wystartować w drugim wyścigu - może nie do końca sprawnym autem ale chociaż przejadę 70% wyścigu aby zdobyć punkty. Niestety, uszkodzenia były tak poważne, że nic już się nie dało zrobić. Przede mną jeszcze 4 wyścigi, nie poddam się tak łatwo i będę walczyła nadal o wysoką pozycję na koniec sezonu (Fot. Dominik Kalamus).

Adam i Marcin Gładysz

ADAM GŁADYSZ: - Wyścig nie ułożył się po naszej myśli. Jechałem na pierwszej zmianie - w trakcie wyścigu panował straszny upał i w kokpicie ciężko było wytrzymać, na dodatek po pierwszych 20 minutach wysiadło wspomaganie, a po ponad godzinie skończył się hamulec. Na końcu prostej startowej ratowałem się, bo pedał wpadł mi w podłogę. Udało mi się jednak wyhamować i nie rozbić Jetty. Zjechałem po 75 minutach. Wymieniliśmy zawór odpowietrzający układ hamulcowy i zmieniliśmy zacisk. Podobne problemy miał jadący na drugiej zmianie Marcin. To był ciężki dla nas weekend. W klasie zajęliśmy drugie miejsce i teraz walka o tytuł rozpoczyna się na nowo. Będzie trudno. Samochód rywali jest piekielnie szybki, ale oczywiście damy z siebie wszystko. Dziękuję mechanikom oraz całemu zespołowi na czele z moim tatą, za wspólną prace podczas tych zawodów. Teraz przed nami miesięczna praca nad przygotowaniem samochodu do startu w Poznaniu.

VW Jetta

MARCIN GŁADYSZ: - Od początku wyścigu borykaliśmy się z problemami. Adam zjechał już po 75 minutach do depo. Musieliśmy odpowietrzać hamulce i zmieniać zacisk. Na swojej zmianie wiedziałem, że będę musiał jechać ostrożnie i przede wszystkim ukończyć wyścig. Wiedziałem, jak ważne dla nas jest dojechanie do mety, choć z okrążenia na okrążenie Jetta coraz gorzej hamowała. W końcówce wyścigu otrzymałem od mojego taty oraz Waldka informację, abym zwolnił i tylko dowiózł do mety drugie miejsce w klasie. Nie ukrywam, że w wyniku tych problemów parę razy opuściłem tor. Miałem też taki moment, że zczepiłem się z jednym z DTM-ów. Czeski Mercedes chciał mnie minąć po zewnętrznej, a mnie trochę wyniosło. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Sukces jest taki, że jesteśmy na mecie. Teraz musimy wszystko przeglądnąć, pozmieniać układy hamulcowe i dograć wszystko przed decydującymi rundami. Nasi rywale dojechali do mety i od dwóch rund jadą szybko i w zasadzie bezbłędnie. Teraz zrównaliśmy się z nimi w punktacji i wszystko rozstrzygnie się w ostatnich dwóch rundach. Chciałbym podziękować mechanikom naszego zespołu, którzy włożyli dużo serca przy wymianie hamulców. Poparzyli sobie przy tym ręce. Gdyby nie ich trud, z pewnością nie dojechalibyśmy do mety.

Nowacki

PIOTR NOWACKI: - Jestem niezmiernie zadowolony, że wreszcie udało się dotrzeć do mety na pierwszym miejscu w swojej klasie. Tegoroczny sezon w naszym wykonaniu pokazał, że do trzech razy sztuka. Po drugim miejscu w Poznaniu, teraz dorzuciliśmy komplet punktów, zatem jest jeszcze szansa, że zakończymy ten sezon z szarfą Mistrza Polski. Ogólnie walka w upalnym podczas tego weekendu Moście, była bardzo zacięta. Nie obyło się jednak bez kary dla nas, za przekroczenie żółtej linii w depo. Z niecierpliwością czekamy na kolejną eliminację DSMP w Poznaniu. W sprincie udało mi się uporać z Sebastianem Pachurą i dojechałem na metę drugi. Mam nadzieję, że w kolejnych zawodach cyklu WSMP uda się pojechać jeszcze szybciej.

VW Golf VI TDI

TOMASZ NOWACKI: - Po pechowych ostatnich eliminacjach, teraz wreszcie wygraliśmy. Trzeba przyznać, że wyścig był bardzo męczący i na koniec mojej zmiany pojawił się lekki kryzys. Było interesująco, bowiem jechałem samochodem po stłuczce. Brat zaliczył kontakt z Alfą naszych rywali. Jechałem uszkodzonym Golfem, było dosyć stresująco. Samochód nie prowadził się tak, jak powinien i musiałem być cały czas czujny. Przewaga jednak była na tyle bezpieczna, że bez wdawania się w jakieś pojedynki, dojechałem na pierwszym miejscu w klasie. Końcówka sezonu zapowiada się bardzo interesująco.

ADAM NOWACKI: - Walki w Moście było więcej, niż podczas wszystkich naszych dotychczasowych eliminacji. Prawie 40 samochodów na torze powodowało, że non stop ktoś kogoś wyprzedzał. Coś niesamowitego. Na mojej zmianie doszło do nieprzyjemnej przygody na szykanie. Zderzyłem się z Alfą Romeo. Golf zgasł i przeżyłem chwilę grozy. Samochód nie chciał odpalić, nawet po wyłączeniu radia i wentylatora. Dopiero po dłuższej chwili udało mi się powrócić do rywalizacji. Samochód po kontakcie z rywalami miał przestawioną zbieżność. Auto jechało jednak całkiem sprawnie i chwilę po tej kolizji przekazałem Golfa mojemu bratu. Tomek nie miał z pewnością łatwego zadania. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że wreszcie odnieśliśmy zwycięstwo. Teraz chcemy kontynuować tę passę i wywalczyć tytuł Mistrza Polski na koniec sezonu. Poziom wyścigów w Czechach jest bardzo wysoki i bardzo się cieszę, że mogliśmy razem wystartować w Moście. Był to naprawdę miło spędzony czas.

Adam Kornacki

ADAM KORNACKI: - W wyścigu długodystansowym zrealizowaliśmy zamierzony cel. Co prawda, przed nami uplasowały się trzy załogi, ale w bezpośredniej walce nie możemy się równać z Ferrari w specyfikacji GT2 czy GT3. Satysfakcjonowało nas trzecie lub czwarte miejsce, w zależności od tego, jak pojedzie drugie Porsche Lukas Motorsport. Wyścig ułożył się tak, że wszystkie czołowe załogi startujące w DSMP otrzymały od sędziów wyścigu różne kary. Nas także one nie ominęły. Wśród załóg startujących w Mistrzostwach Polski, wyścig miał bardzo ciekawą końcówkę. Dwa Porsche, Ferrari oraz Renault ukończyły zmagania na jednym okrążeniu. Do końca walka była bardzo emocjonująca. Nasz plan został zrealizowany i nadal mamy sporą przewagę w Mistrzostwach Polski. Jeśli chodzi o moją jazdę, to spędziłem w Porsche 90 minut. Uważam, że pojechałem równo i nie miałem ani jednej niebezpiecznej sytuacji na torze - to cieszy. W rezultacie dojechaliśmy na dobrym miejscu. Sprint wyjątkowo odbył się tym razem w niedzielę, po długim dystansie. Po raz kolejny startowaliśmy przy niesamowicie wysokiej temperaturze. Start miałem bardzo dobry, wyprzedziłem kilka aut, niestety pod koniec drugiego okrążenia przy wyjściu na prostą startową obróciło mnie i zrobiłem „Altonena”, czyli obrót o 360 stopni. Porsche zgasło i zanim wróciłem do rywalizacji, wszyscy moi bezpośredni rywale już odjechali. Mogłem jedynie wyprzedzić wolniejsze samochody. Niemniej jednak w WSMP dojechałem trzeci w klasie. Wyścig Kii to oddzielny rozdział. Na początku sezonu udało nam się stworzyć TVN Turbo Racing Team. Chciałem, aby moi koledzy z redakcji TVN TURBO również mieli okazję sprawdzić się za kierownicą samochodu wyścigowego. W Moście wypadła moja kolej startu w pucharowym aucie. Bardzo żałuję, że nie pojechałem środowych treningów wolnych, bo okazało się, że jazda cee'dem po przesiadce z Porsche nie była łatwa. Te auta kompletnie inaczej hamują, inaczej skręcają. Całkowicie inny świat. Zdecydowanie nie byłem zadowolony z czasów okrążeń, więc podczas wyścigu musiałem postawić wszystko na jedną kartę. Przypomniałem sobie moje czasy udziału w rallycrossie i popisałem się atomowym startem. Wyprzedziłem 4 konkurentów, ale uderzyłem w hamujących przed szykaną rywali. Przez 7-8 okrążeń zniszczenia nie dawały o sobie znać, ale potem na jednej z tralek coś urwało się od chłodnicy i w czasie trzech następnych kółek samochód odmówił posłuszeństwa. Mam ogromny apetyt, aby spróbować startu w Kia Lotos Cup jeszcze raz.

Mateusz Lisowski

MATEUSZ LISOWSKI: - Tradycyjnie na swojej zmianie wyścigu długodystansowego uparcie goniłem rywali, wyprzedziłem jedno Porsche Lukas Motorsport, do drugiego zabrakło kilku okrążeń. Myślę, że w Moście pokazałem swoje możliwości. Od kontaktu z Robertem Lukasem w końcówce wyścigu pojawiły się problemy z Megane. Na szczęście dojechałem do mety. Megane jest fantastycznym samochodem i bardzo odpowiada mojemu stylowi jazdy. Mimo, że podczas tego weekendu przesiadałem się z przednionapędowej Skody na tylnonapędowe Megane, nie stanowiło to dla mnie problemu. Dziękuję całemu zespołowi Karolina Autosport za wspólną pracę, a Karolinie za udany start i to, że na swojej zmianie dała z siebie wszystko. Liczę, że wywalczymy w tym roku mistrzowski tytuł. Niestety, zmagania długodystansowe zakończyły się tak, jak się zakończyły. Mój tata przez 15 lat ścigał się w rajdach i nauczył mnie, że swoją postawę i szacunek zdobywa się w walce na torze, a nie poprzez składanie protestów na rywali. Przede wszystkim cenię sobie walkę fair play. Do zobaczenia w Poznaniu!

Karolina Lampel-Czapka | Fot. Grzegorz Kozera

KAROLINA LAMPEL-CZAPKA: - Niestety, ta eliminacja kolejny raz pokazała, że Most jest torem, na którym nie mam szczęścia. Zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia zawodów ciągle były z czymś problemy. Na czasówce do sprintu zgubiłam biegi i na jednym przełożeniu zaliczyłam tylko trzy okrążenia, wymagane regulaminem. W kwalifikacjach przed DSMP było już lepiej. Mechanicy zdiagnozowali problem i naprawili skrzynię. Zajęliśmy wraz z Mateuszem bardzo dobre dziewiąte miejsce, trzecie w polskiej stawce. Wyścig zapowiadał się bardzo ciekawie. Przez całą noc z piątku na sobotę, mechanicy usuwali do końca wszystkie usterki, wyciągnęli skrzynię biegów. Na warm-upie wszystko było OK, samochód okazał się perfekcyjnie ustawiony, wyważony. Przejechaliśmy wyścig na zmianę z Mateuszem, z którym bardzo dobrze mi się współpracuje - to doskonały kierowca. Niestety, przeoczyliśmy czas zmiany i moja trwała trochę dłużej, niż na to zezwala regulamin. Sędziowie tego nie dostrzegli, ale koledzy z polskich teamów napisali protest. Uważam, że bardzo słusznie. Nasz team przekroczył przepisy i dobrze, że ktoś to zauważył. Sroga kara 17 minut 32 sekund, doliczona do końcowego czasu, spowodowała niewielką stratę. Spadliśmy tylko o jedną pozycję - na piąte miejsce, za Lukasa i Kornackiego, utrzymując wygraną w klasie. Na początku niedzielnego sprintu wszystko było OK, ale od drugiego okrążenia samochód zaczął słabnąć, a od trzeciego przerywał silnik. Prawdopodobnie odmówiła posłuszeństwa pompa paliwowa. Starałam się już tylko wykonać limit okrążeń, żeby zdobyć jakieś punkty. Generalnie wyjazd okazał się trochę pechowy, ale myślę, że będzie lepiej. Pochwały dla ekipy, która stanęła na wysokości zadania. Podziękowanie dla mechaników, dla pana Lipiny, pomagającego ustawić samochód, dla Mateusza :Lisowskiego, dla całego zespołu, który dał z siebie wszystko.

Poprzedni artykuł Lisowski blisko tytułu
Następny artykuł Uciekł przed Australijczykiem

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry