Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Mówią po Nürburgringu

TEODOR MYSZKOWSKI: - Cieszymy się nie tylko z kolejnego podium, ale także z faktu, że jesteśmy coraz szybsi i po zaledwie pięciu rundach w nowym dla nas aucie mamy naprawdę dobre tempo.

Już w sobotę mieliśmy szansę na zwycięstwo, ale podczas pit-stopu mieliśmy mały problem z pasem bezpieczeństwa, co kosztowało nas dokładnie 14 sekund i tyle też zabrakło nam do drugiego miejsca. Niedzielny wyścig także był bardzo szybki. Wpadliśmy na metę na drugiej pozycji, niecałe trzy sekundy za zwycięzcą i jesteśmy bardzo zadowoleni z drugiego podium w tym roku. Co prawda dwie godziny po wyścigu okazało się, że sędziowie zepchnęli nas na trzecią lokatę za wyprzedzanie na żółtej fladze w ostatnim zakręcie, ale i tak wracamy do kraju z podium i wciąż jesteśmy w ścisłej czołówce klasyfikacji generalnej. Nasz cel na ostatnią rundę jest jasny. Chcemy walczyć o zwycięstwo w tabeli.ANDRZEJ LEWANDOWSKI: - To był niemal idealny weekend jeśli chodzi o puchar Lamborghini. W sobotę na jeden dzień awansowaliśmy nawet na prowadzenie w klasyfikacji generalnej, w której po drugim wyścigu tracimy do lidera tylko kilka punktów i mamy duże szanse na zwycięstwo. Końcówka drugiego wyścigu była bardzo emocjonująca, a ja musiałem mocno bronić się przed atakami rywali. W ostatnim zakręcie wyprzedziłem dublowanego zawodnika choć wywieszono tam żółtą flagę. Tak naprawdę kierowca ten zjechał jednak na zewnętrzną, zwolnił i po prostu mnie przepuścił, więc kara, którą sędziowie nałożyli na nas po wyścigu jest nieco dyskusyjna, ale na szczęście niewiele zmienia, bo podium nadal jest nasze. Wielka szkoda serii endurance, bo mieliśmy tam świetne tempo i duże szanse na obronę podium w generalce, ale teraz skupiamy się już na finale pucharu Lamborghini w Walencji, gdzie wcześniej planujemy także krótkie testy.

Bartłomiej Mirecki

BARTŁOMIEJ MIRECKI: - To był dla mnie i mojego zespołu bardzo wymagający weekend. Pierwszy wyścig uważam za bardzo dobry. Ze startu maszyna 'zdechła' przez co straciłem jedną pozycję. Na dystansie starałem się odrobić tę stratę, ale stawka była na tyle wyrównana, że cały czas jechaliśmy w równych odległościach. Z okrążenia na okrążenie przyśpieszałem i trzymałem bardzo równe tempo, z czego wraz z zespołem jestem bardzo zadowolony. Drugi wyścig był najtrudniejszy w mojej 10-letniej karierze!  Rano nie wiadomo było, czy w ogóle się odbędzie ze względu na gęstą mgłę i trudne warunki na torze. O godzinie 10:15 podjęta została decyzja o starcie. Po dwóch okrążeniach formujących procedura startowa została powtórzona z uwagi na bardzo słabą widoczność. Po kolejnych 10 minutach start ruszył! Od razu awansowałem o 2 pozycje, po pierwszym zakręcie o kolejne 2. Wtedy wyjechał safety car. Po restarcie utrzymałem 10 pozycję. Przy próbie awansu o kolejne pozycje ponownie wyjechał safety car. Niestety, drugi restart poszedł nie po mojej myśli i spadłem o 2 pozycje, które utrzymałem już do końca wyścigu. To był z jednej strony bardzo długi, a z drugiej bardzo krótki wyścig. Z 25 planowanych minut skrócono dystans do 19, a następnie przez 3 okrążenia prowadził nas safety car. Oba wyścigi ukończone na 12 pozycji z 18 punktami do klasyfikacji generalnej. Przed nami pozostały już tylko 3 wyścigi na Hockenheimring za dwa tygodnie.

Poprzedni artykuł Mirecki walczył o top 10
Następny artykuł Kolejny tytuł Broniszewskiego

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry